piątek, 3 stycznia 2014

Sprawy edukacyjno kulturalne - grudzień 1913


     Rocznica powstania listopadowego odbyła w krajowej szkole kupieckiej w Białej.  Po nabożeństwie i w kościele paraf, zgromadziła się młodzież całej szkoły w sali Sokoła. Słowo wstępne wypowiedział p. prof. Stanisław Matuszewski. Dokładnie opracowany odczyt o powstaniu listopadowem wygłosił Feliks Andrzejak uczeń klasy pierwszej. Dalsze punkty programu wypełniły deklamacye uczenie kursu żeńskiego M. Kaletówny i Z. Kozłowskiej oraz Zygmunta Pacześniowskiego, ucznia klasy pierwszej. Chór uczenie kursu żeńskiego i uczniów szkoły męskiej pod kierownictwem p. prof. Dziusia odśpiewał: Moniuszki- Galla, Wróżbę znachora, Szopena Marzenie, Wasilewskiego-Dziusia, Polatuj myśli. Uroczystość zakończono śpiewami patryotycznymi. Z tej samej okazji w Żywcu z inicjatywy Uniwersytetu Ludowego przy wsparciu TG „Sokół” oraz „Strzelca” zorganizowano uroczysty wieczór wspomnień. Wystąpiła orkiestra szkoły realnej pod kierunkiem dyrektora Waśniowskiego. Prelekcje wygłosił prof. Kozłowski z Krakowa. Śpiew solowy zaprezentował Rosenberg, przy akompaniamęcie Okuljarowej. Wielkie wrażenie na zebranych wywarły fragmenty sztuki pt. Noc Listopadowa, przygotowane pod kierownictwem inż. Marka. Stylowe kostiumy wypożyczono z Krakowa. Nad całością wieczoru czuwał prezes UL Juliusz Łopatka.
Natomiast w Bielsku takie uroczystości odbyły się 14 grudnia w Domu Polskim. Tam z inicjatywy Koło Tow. Szkoły Lud. i TG „Sokół” wystąpiła Orkiestra TSL pod kierownictwem prof. Dzusia później przemawiał dyrektor Dr. Ant. Mikulskiego i odegrano sztukę p.t. „Pod kolumną Zygmunta”. W relacji po imprezie czytamy: Słowo wstępne wygłosił w zastępstwie Dra. Mikulskiego prof. Podgórski, poczerń nastąpiły produkcye muzyczne orkiestry T. S. L., którą dyrygował prof. Dzuś i sztuka Aurel. Urbańskiego „Pod kolumną, i Zygmunta”, której reżyserem był prof. Türschmid. Gorące oklaski i słowa uznania, jakiemi darzono grających, będą niewątpliwie zadętą do dalszej pracy tak dla nowozorganizowanej orkiestry, która w pierwszym swoim występie wykazała doskonały zespół, jakoież dla biorących udział w sztuce, który potrafili w przeciągu bardzo krótkiego czasu wysławić i z takiem powodzeniem odegrać wymieniony dramat. Wszyscy grający wywiązali: się ze swego zadania doskonale, a na szczególniejszą uwagę zasługuje gra p. Sikorskiej i Zembatówny. P. Sikorska, znana nam już ze swych występów na scenie „Domu Polskiego”, zyskała sobie za swą wprost artystyczną grę, ogólne uznanie w roli hrabiny Aleksyi, niemniej takie samo uznanie spotkało i p. Zembatównę, która również niezmiernie trudną rolę Jaheli oddała wyśmienicie. Podnieść należy, że pomimo słotnej pory sala „Domu Polskiego” była wypełniona, a pomiędzy obecnymi zauważyć” można było wielu bielszczan, którzy po raz pierwszy na uroczystość narodową przybyli, co jest pocieszającym objawem, że trudna w Bielsku robota, choć bardzo powoli, jednak przez swą ciągłość, uwydatnia się rezultatami.
    Nowo otwarta Krajowa szkoła kupiecka w Białej informowała, że w bieżącym roku szkolnym otworzyła klasę przygotowawczą, do której wpisało się uczniów 12, klasę pierwszą, uczniów wpisanych 30, jednoroczny kurs handlowy żeński, uczenie wpisanych 35 i pierwszą klasę szkoły handlowej uzupełniającej koedukacyjnej, do której wpisało się uczniów i uczenie 35. Ogólna liczba uczniów i uczenie Zakładu wynosi 112.
    Natomiast w Żywcu zorganizowano poranek „Pieśni wojsk polskich”. 14 grudnia w niedziele w sali TG „Sokół” Uniwersytet Ludowy zorganizował spotkanie na które złożyła się prelekcja prof. Adama Kropatscha z Krakowa, solo fortepianowe wykonała Maria Okuljarowa, która również przygrwała gdy śpiewał p. Batora. Wiersze deklamował dr Fonferko i chór studentów szkoły realnej. Prasa informował, że po raz pierwszy na tym poranku pojawiła się dużą grupa robotników. Warto przypomnieć, że Uniwersytet Ludowy w Żywcu miał 300 członków, dysponował biblioteką liczącą 1500 tomów i 30 czasopism.  
    Dużą inicjatywę przejawiał TSL w Białej, który zorganizował wykłady: 15 grudnia O zabytkach sztuki polskiej, wypowiadał się p. Jan Bełtowski, a 18. grudnia: O niedorzecznościach w przyrodzie, mówił p. Stanisław Iżewski.
    Odbył się również z ramienia uniwersytetu powszechnego wykład docenta uniwersytetu Jagiellońskiego Dr. Zdzisława Jachimeckiego p.t. Rozwój muzyki dramatycznej.

 
Plebiscyt


„Dziennik Zachodni” włączył mnie do plebiscytu pt. „Patriotycznie zakręceni”. Jeżeli uważasz, że takie określenie pasuje do mnie, to proszę oddaj głos. 
Dziękuję. Jacek


Głosować można codziennie do 6 stycznia.

czwartek, 2 stycznia 2014

Sprawy narodowe i polityczne - grudzień 1913 cz. 2.


    Ze świata wielkiej polityki powracamy na lokalne podwórko. Tutaj nastąpił wybór z Rady Miejskiej Białej nowego radcy powiatowego. Radni wybrali adwokata Dra Oskara Rosnera. Nominat chociaż jego dziadek był Polakiem nie znał języka polskiego. Rada miejska posyła go do Rady powiatowej ze zleceniem, aby jako prawnik, mógł tam skuteczniej zwalczać marszałka powiatowego, Dra Łazarskiego, którego fabrykant Josephy, a za nim wszyscy Niemcy z bialsko-bielskiej wyspy językowej serdecznie znienawidzili za to, że w sprawie bezprawnego mianowania 12. obywateli honorowych w Białej, zajął męskie, godne i sprawiedliwe stanowisko w wydziale powiatowym i 12. obywateli, siłą i przemocą uznanych za honorowych, uznał za niegodnych tego tytułu.  
    Trzeba przypomnieć, że ta nominacja nie była przypadkowa, bowiem w poprzednim miesiącu miał się odbyć sąd o obrazę dokonaną przez wyżej wspomnianego Rosnera, który swego czasu na wiecu w hotelu pod „Czarnym Orłem” obraził Dra Łazarskiego. Jak się okazało na wniosek Gustawa Josephego, który uważał, że żaden sędzia Galicyjski ( czytaj polski) nie będzie sądził Niemca wniesiono podanie o wykluczenie sądu bialskiego.  Pan Josefy zadowolony z wykonania rozkazów, zapewnił sobie poparcie ministra sprawiedliwości w sądzie najwyższym i rozgłaszał, że albo sąd w. Cieszynie, albo w Opawie będzie delegowany do osądzenia Drą Rosnera, jednakże pokazało się, że wpływy jego są za małe i wystarczają tylko w, stosunkach lokalnych językowej wyspy bielsko –bialskiej.  Sąd najwyższy odrzucił bowiem w zupełności podanie o delegacyę dla braku jakichkolwiek rozumnych przyczyn i w ten sposób dał do poznania, że nie należy sądów mieszać do różnych zakusów politycznych, że nie wolno sądowi bezpodstawnie zarzucać stronniczości i poniżać go w oczach ogółu.

 
Plebiscyt


„Dziennik Zachodni” włączył mnie do plebiscytu pt. „Patriotycznie zakręceni”. Jeżeli uważasz, że takie określenie pasuje do mnie, to proszę oddaj głos. 
Dziękuję. Jacek


Głosować można codziennie do 6 stycznia.

Żywiec czy Saybusch -grudzień 1913


 
    O tym jak sprawy polityczne przeplatały się z narodowymi świadczy sprawa stacji kolejowej Żywiec. Jak się okazuję niemiecki poseł śląski Günther zażądał usunięcie nazwy Żywiec i nadania tej stacji nazwy „Żywiec-Saybusch”. O tym fakcie jeszcze przed decyzją Państwowej Rady Kolejnictwa szczegółowo pisał „Silesia”.  I pewnie to żądanie nie wzbudziłoby wielkich emocji, gdyby nie uzasadnienie, w którym poseł stwierdził, że: nazwa stacyi Żywiec jest „niezrozumiała” dla turystów pruskich. Polska prasa zawrzała: Bezczelność pruska przekracza już wszelkie granice! Prusacy nie zadawalają się tem, że przemieniają nazwy polskich miejscowości w zaborze pruskim i chrzczą je na niemieckie, ale zaczynają domagać się tego także w Austryi a nawet w kraju tak polskim, jak w Galicyi.  Dodatkowo oliwy do ognia dolała Państwowa Rada Kolejowa, która obradując 14 grudnia 1913 roku taki wniosek z taką argumentacją przyjęła.  Reakcja Polaków i całego klubu słowiańskiego była jednoznaczna, tym bardziej, że Czesi i Słoweńcy głosowali przeciw razem z Polakami. Pomijając najbardziej emocjonalne wystąpienia, warto przytoczyć rzeczowe argumenty umieszczone w „Kurierze Lwowski”. Czasopismo to przypominało, że nazwy miast na całym świecie ustala się zgodnie z narodowością ich mieszkańców, a robienie wyjątków dla turystów pruskich jest niedorzeczne, bowiem na tej samej zasadzie trzeba by zrobić tabliczki dla innych narodów. Jak również gazeta zauważyła, że Niemcy to wykształcony naród i podróżują po całym świecie, mimo tego, że nie ma tam niemieckich nazw! 
O tym, że system „Kali kraś krowę to dobry uczynek, a jak Kalemu ukraść krowę to zły uczynek” wiemy nie od dzisiaj. W całej okazałości pokazał to „B. B. Anzeiger”, który wylewał krokodyle łzy nad losem kolonistów niemieckich w Galicyi, których dzieci muszą się kształcić w polskich szkołach i śpiewać polskie pieśni w kościołach i że w ten sposób się polszczą i od niemieckiego pnia macierzystego odpadają.  Ten „Anzeiger” nie widzi nic niestosownego, gdy dzieci polskie zmuszane są przez działania samorządu do chodzenia w Białej która należy do Galicji, do niemieckiej szkoły i na niemieckie nabożeństwa.  Jednak niestosowność tych żali ma jeszcze jeden podtekst. Trzeba pamiętać, że większość tzw. Niemców galicyjskich, to nie potomkowie mieszkających tam z dziada pradziada ludzi lecz nasłani przez kolejnych cesarzy urzędnicy, których głównym celem było germanizowanie tych terenów po zaborach. Co tak naprawdę dopiero pokazuję status tych osób.

 
Plebiscyt


„Dziennik Zachodni” włączył mnie do plebiscytu pt. „Patriotycznie zakręceni”. Jeżeli uważasz, że takie określenie pasuje do mnie, to proszę oddaj głos. 
Dziękuję. Jacek


Głosować można codziennie do 6 stycznia.