Foto Krzysztof Lubowski i Natalia Posian. Dziękuję!!!
wtorek, 6 października 2026
wtorek, 29 września 2026
Poznaj tajemnice Bielska‑Białej!
Wydział Edukacji i Sportu Urzędu Miejskiego w Bielsku‑Białej zaprasza w październiku na dwie wycieczki historyczne z popularnego cyklu Dawniej niż wczoraj. Przewodnikiem podczas obu spacerów będzie znany i ceniony bielski historyk oraz dziennikarz Jacek Kachel, który słynie z odkrywania niezwykłych sekretów dwumiasta i dzielenia się fascynującymi ciekawostkami.
Tematem pierwszej wycieczki będą Kulturalne miejsca Bielska i Białej na przełomie XIX i XX wieku
termin: sobota 3 października, godz. 10.00
zapisy: od środy 30 września.
Podczas tego spaceru Jacek Kachel oprowadzi po historycznych miejscach, w których dawniej odbywały się spektakle teatralne, pierwsze projekcje filmowe oraz uroczyste koncerty. Oprócz bogatej historii budynków przewodnik przedstawi najnowsze odkrycia badawcze oraz unikalne anegdoty. Wydarzenie wpisuje się w tradycję lokalnego zaangażowania w kulturę – zwłaszcza teraz, gdy Bielsko‑Biała dumnie nosi tytuł pierwszej Polskiej Stolicy Kultury.
Druga wycieczka poprowadzi Śladami bohaterów książki Witkacego granice.
termin: sobota 24 października, godz. 10.00
zapisy: od środy, 21 października.
Będzie to nie lada gratka dla miłośników literatury i historii z dreszczykiem. Jacek Kachel – tym razem występując również jako autor niedawno wydanej powieści historyczno‑kryminalnej Witkacego granice – zabierze uczestników w miejsca, gdzie toczy się akcja jego książki osadzona w realiach 1938 roku. Podczas spaceru historyczne dokumenty i fakty zderzą się z literacką fikcją. Uczestnicy ruszą śladami m.in. Stanisława Ignacego Witkiewicza, poetki Kazimiery Alberti, nieuchwytnego bandyty Nikifora Floriana Maruszeczki oraz zagłębią się w sekretną działalność paramasońskiego stowarzyszenia Schlaraffia.
Wstęp na obie wycieczki jest bezpłatny.
Liczba miejsc jest ściśle ograniczona, dlatego obowiązują zapisy pod numerem tel. 33 4971769 – decyduje kolejność zgłoszeń.
W razie rezygnacji z udziału osoby zapisane proszone są o powiadomienie telefoniczne.
Miejsce zbiórki - osoby zapisane otrzymają szczegółowe informacje o miejscu startu wycieczki.
W razie niesprzyjających warunków atmosferycznych spacery zostaną przekształcone w wykłady, które odbędą się w tych samych terminach w sali sesyjnej Ratusza.
piątek, 25 września 2026
Płonie Klementynówka
Oto relacja prasowa. Powyżej zdjęcie już po odbudowie
Bielsko-Biała, 6 maja 1895 . (Pożar Schroniska Klementyny). Nie tylko w kręgach turystycznych, lecz we wszystkich warstwach społecznych naszych miast panuje głęboki żal z powodu utraty tego wprawdzie prymitywnego, ale jedynego i od dawna użytkowanego schroniska w rejonie Klimczoka. Udaliśmy się dzisiaj na miejsce pożaru i jesteśmy w stanie, na podstawie bezpośrednich obserwacji, donieść, co następuje: z całej budowli, zarówno z jej starej, jak i nowej części, pozostały stojące jedynie kamienne fundamenty oraz komin wraz z piecem kuchennym. Wszystko pozostałe padło ofiarą płomieni i zostało zmiecione przez północno-wschodnie wichury. Pogorzelisko rozpościera się w miejscu, gdzie na górskiego wędrowca, po wielogodzinnym trudzie, czekał odpoczynek i pokrzepienie. Wszystko, co nie było wykonane z kamienia lub żelaza, padło ofiarą żywiołu. Elementy wyposażenia należące do bielsko-bialskiej sekcji Beskidenvereinu, o ile nie znajdowały się jeszcze w zimowym przechowaniu w dolinnej wsi Szczyrk (Thaldorfe Szczyrk), padły ofiarą płomieni, a na pogorzelisku nie widać nic poza ilością gwoździ, zawiasów, okuć drzwiowych, stopionego szkła, spalonego narzędzia ciesielskiego i jednego zwęglonego wozu. Nawet młody drzewostan jodłowy w kierunku rozprzestrzeniania się płomieni padł ofiarą ognia. Pan nadleśniczy Sutter oraz jeden człowiek z żywieckiego posterunku żandarmerii (Beczkovicer Gendarmerieposten) byli dzisiaj z kilkoma bielskimi panami na miejscu pożaru. Wczoraj po południu o godzinie 4 odeszli od Schroniska Klementyny ostatni turyści, również kilku z Prus. O godzinie 4 minut 15 znajdowało się jeszcze trzech tutejszych uczniów szkół średnich (Mittelschüler) na drodze powrotnej do domu, około kwadrans drogi od schroniska, gdy z nowo dobudowanej części tegoż zaczął unosić się dym. Młodzi ludzie pośpieszyli z powrotem, zastali jednak wszystko zamknięte i nawet w przeciwnym razie nie mogliby przyczynić się do walki z ogniem, jako że w pobliżu nie ma wody.
Podejrzenie o podpalenie (Brandlegung) kieruje się na jednego z robotników leśnych z Bystrej który w obecności świadków z powodu niezadowolenia z niewystarczającego wynagrodzenia za służbę miał rzucać groźby. Nie jest jednak również całkowicie wykluczone, że pożar wybuchł wskutek nieostrożności. Budynek oraz znajdujące się w nim, a należące do własności bielskiej sekcji obiekty, były ubezpieczone. Najbardziej naglącą jest kwestia odbudowy lub stworzenia prowizorium dla spalonego schroniska. Właściciel ziemski, pan major w stanie spoczynku A. von Klobus, przebywa w Karlowych Warach (Karlsbad) u wód i należy najpierw zwrócić się do niego o dalsze wytyczne. Przede wszystkim jest jednak konieczne, aby w pobliżu pogorzeliska, lub przy wykorzystaniu części tegoż, stworzyć tymczasowe schronienie, w którym turyści przy złej pogodzie mogliby otrzymać dach nad głową oraz fizyczne pokrzepienie, jeśli ruch turystyczny ma nie zostać odciągnięty od gór tutejszej okolicy. Wtedy jednak należałoby zwrócić się do pana majora von Klobusa, aby we własnym interesie zlecił przeprowadzenie rekonstrukcji spalonego schroniska z możliwie największym pośpiechem.
Jak konieczna w interesie turystyki jest druga chataturystyczna (schronisko), pokaże się namacalnie w najbliższych dniach i tygodniach. Najlepiej byłoby, gdyby naszej sekcji Beskidenvereinu przyznano ze strony właściciela ziemskiego wpływ na ponowne wzniesienie Schroniska Klementyny. Niniejszy przypadek powinien jednak nasunąć naszej sekcji rozważenie, czy nie byłoby wskazane, aby równolegle przystąpić do wzniesienia drugiego schroniska, i to choćby tylko prowizorycznego, na terytorium śląskim [w granicach Śląska Austriackiego]. Wyświadczyłoby to, bez względu na to, czy odbudowa Schroniska Klementyny potrwa krótko czy długo, wielką przysługę turystyce, co dla starszego przedsięwzięcia stałoby się mniejszą szkodą, a raczej korzyścią poprzez podniesienie udogodnień. Szybka decyzja jest tutaj potrzebna na progu turystycznego sezonu wysokiego i przewidujemy, że tutejsza sekcja Beskidenvereinu nie omieszka zająć stanowiska wobec sytuacji stworzonej przez wczorajszy pożar. O ile wchodzi tutaj w grę książęcy fideikomis, uważa się za rzecz pewną uzyskanie stamtąd jak najdalej idącej przychylności. Z szacownej strony przekazuje się nam informację, że idea wzniesienia nowego schroniska na ziemi śląskiej, przy emisji kwitów udziałowych (obligacji), spotka się tutaj oraz w sąsiednich pruskich Niemczech z najcieplejszym przyjęciem.
środa, 23 września 2026
poniedziałek, 21 września 2026
Piłka rządzi...
Piłka rządzi...
Stadion na Górce powstał w 1911 roku w miejscu dawnego kamieniołomu. Dziś jest najstarszym wciąż funkcjonującym stadionem piłkarskim w Polsce - ma już 115 lat. 20 września z tej okazji odbył się tam turniej piłkarski zorganizowany przez Bielsko-Bialski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Jubileusz upamiętniono w okolicznościowej broszurze, na koszulkach oraz przypinkach.
Na stadion przybyło wielu oficjalnych gości, m.in. przedstawiciele miejskiego samorządu, a także prezesi bielskich klubów sportowych: Rekordu, BKS Stal, Zapory i BBTS Podbeskidzie. Imprezę otworzył zastępca prezydenta miasta Igor Kliś.
Ważnym elementem jubileuszu były XI Mistrzostwa Miasta Bielska-Białej Oldbojów w Piłce Nożnej, organizowane jako Memoriał dr. Sławomira Wojtulewskiego. W turnieju rywalizowało pięć drużyn: Bielskie Orły, BKS Stal, Rekord Bielsko-Biała, Zapora oraz GLKS Wilkowice. Turniej wygrała drużyna Rekordu Bielsko-Biała, drugie miejsce zajął BKS Stal, a na trzecim stopniu podium stanął GLKS Wilkowice. Najlepszym strzelcem został Krzysztof Koczur (Rekord Bielsko-Biała), który zdobył 4 bramki, a najlepszy bramkarzem Bartek Nawrat z Rekordu. MVP turnieju uznano Michała Matejkę.
BBOSiR przygotował dla uczestników turnieju okolicznościowy tort, ale również pamiątkowe koszulki, przypinki oraz broszurę przypominającą o początkach zawodowej piłki nożnej w Bielsku, której autorem jest historyk Jacek Kachel. Organizatorami wydarzenia byli BBOSiR oraz Miasto Bielsko-Biała.
A wszystko zaczęło się tak…
Fußball über Alles, czyli Piłka nożna ponad wszystko! – tym wymownym tytułem gazeta Illustriertes (Osterreichisches) Sportblatt opatrzyła tekst opisujący to, co dzieje się w Bielsku i Białej, gdy Bielitz-Bialaer Sport Verein gra mecz. W tych dniach czarno-niebieskie barwy BBSV nosili nie tylko piłkarze, całe miasto było nimi udekorowane. Kibice wywieszali klubowe proporczyki w witrynach sklepowych, a nawet w oknach mieszkań. Cała ta wyjątkowa oprawa sprawiała, że każdy mecz piłki nożnej był świętem dla obu miast i całej okolicy.
Siłą klubu byli nie tylko piłkarze, ale także widzowie, którzy przychodzili na mecze niezwykle licznie. Dziennikarze z całej c.k. Austrii z podziwem pisali, że spotkania BBSV ogląda nawet 1200 osób, a bielskich i bialskich kibiców uważali wręcz za wzór do naśladowania. Miejscowi głośno i z zaangażowaniem dopingowali swoich, ale potrafili też nagrodzić brawami pięknie zagrane akcje przeciwników.
Klub piłkarski w Bielsku od samego początku był drużyną z charakterem, na lokalnym podwórku trudną do pokonania. Grywał z klubami z Wiednia, Budapesztu, Pragi czy Krakowa; do Bielska przyjeżdżały najlepsze ówczesne zespoły, jak choćby Rapid Wiedeń. W barwach BBSV występowali piłkarze, którzy byli reprezentantami klubów ze stolicy.
30 marca 1911 roku Bielitz-Bialaer Fußball Club - a właściwie wtedy już Bielitz-Bialaer SportVerein - na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu podjął dwie ważne decyzje. Pierwsza dotyczyła zmiana nazwy, a druga - zakupu placu pod budowę boiska.
Wymiana końcowych literek z FC na SV spowodowana była tym, że już od ponad roku stowarzyszenie miało również sekcje lekkoatletyczną, tenisową i sportów zimowych, więc Futbolowy Klub (FC) musiał ustąpić Towarzystwu Sportowemu (SV), aby nazwa w pełni odpowiadała charakterowi stowarzyszenia. Jednak do I wojny światowej najważniejszą, największą i przynoszącą największe laury, była piłka nożna.
Koszt zakupu miejsca na budowę stadionu ustalono na 13.000 koron, a oddanie obiektu zaplanowano już na jesień tegoż roku.
Założony termin otwarcia stadionu 24 września 1911 roku został dotrzymany i w Bielsku świętowano jego otwarcie. Bielitz-Bialaer Anzeiger tak opisywał nową arenę sportową: Miejsce to znajduje się na terenie nieczynnego kamieniołomu, należącego niegdyś do Rosta, który to teren niedawno przeszedł na własność stolarza Urbanke, a potem zakupiony został przez BBSV (...) Stadion, wcześniej dziko poszarpany wąwóz kamieniołomu, a obecnie ładny płaskowyż pokryty warstwą humusu, liczący ok. 200 kroków długości oraz 150 kroków szerokości, od południa i wschodu pozostaje całkiem odkryty, z wspaniałym, rozległym widokiem na górę Klimczoka na południu oraz na Górę Józefa z Hanslikiem na wschodzie. Północna ściana wznosi się w górę od poziomu boiska trzema tarasami o wysokości około 5, 8 i 15 metrów, ściana zachodnia spłaszcza się z północy na południe aż do przejścia w płaskowyż i ma na całej swojej długości również taras, liczący ok. 5 m wysokości. Ściany obu części są starannie oskarpowane i dają obraz wspaniałego amfiteatru, ze świetnym widokiem na położoną u jego stóp płaszczyznę boiska jak i na panoramę, roztaczającą się na południu i wschodzie. Na tarasach zostaną zbudowane siedzenia, które będą dawać wygodne miejsca dla więcej jak tysiąca widzów.
Otwarcie wyglądało imponująco. Kilkuset gości najpierw obejrzało nowy obiekt, a później – mecz z drużyną z Wrocławia. Niestety wrocławianie popsuli trochę święto, bo już w pierwszej połowie strzelili świętującym bramkę. Na szczęście doświadczony zespół z Bielska przetrwał nawałę, jednak nie zdołał już wyrównać. Pomimo przegranej na wieczornym bankiecie wszystkim dopisywały świetne humory i świetnie się bawili.
Dla prawdy historycznej trzeba dodać, że wiedeńska drużyna pierwszy raz na Górce zagrała 1 października 1911 roku. Czarno-niebiescy podejmowali Vienna Cricket and Football-Club. Wiedeńczycy wygrali 0:3.
czwartek, 17 września 2026
Kalendarium Prasowe Łodygowic nr 48
Polityczne zawirowania 1904
Z punku widzenia lokalnego samorządu najważniejszym wydarzeniem były wybory do władz Rady Powiatowej w Żywcu. Zaplanowano je na 4 lipca.
Jednym z głównych faworytów w nich był poseł do parlamentu wiedeńskiego Maciej Fijak z Pietrzykowic. Jak łatwo się domyślić, ten zwolennik ks. Stojałowskiego nie był do zaakceptowania ani dla konserwatystów, ani też dla specjalistów nie mówiąc już o skłóconych ludowcach. Z tego powodu każda z tych partii wystawiła swoich kandydatów, a jedyne co ich łączyło to podkopywanie dołków pod Fijakiem. W odpowiedzi na ataki sam zainteresowany zorganizował w swoich rodzinnych Pietrzykowicach zebranie. Tak o tym pisał tygodnik „Wieniec i Pszczółka”: Ujadali ludowcy na posła Fijaka, że nawet we własnej gminie w Pietrzykowicach nie ma zaufania współbraci, więc też aby im wobec całego światu okazać jak dalece mijają się z prawdą, zwołał poseł Fijak zgromadzenie do Pietrzykowic na dzień 3 stycznia 1904. Ale ci sami bohaterowie kłamstwa, którzy w >Przyjacielu< ujadali na różne nuty, na zgromadzenie zgoła się nie zjawili, choć oczekiwano że przyjdą i że swoje zarzuty do oczu powtórzą. Nie przybył też żaden z socyalnych demokratów, ani żaden z nieprzychylnych Żywczaków i dobrze zrobili, bo niewiadomo jakby ich można było obronić.
Zgromadzenie zagaił poseł Fijak piękną patriotyczną przemową, poczem zgromadzenie jednogłośnie wybrało przewodniczącym ks. Stojałowskiego, a po ślicznej przemowie tegoż na temat, że modlitwa sama nie wystarczy ale trzeba jeszcze pracy i oświaty, wybrano zastępcą posła Fijak, sekretarzem zaś Stohandla.
Poseł Fijak zdał obszernie sprawozdanie z czynności poselskich. Wyjaśnił stanowisko posłów chrześcijańsko-ludowych wobec ustaw wojskowych, następnie nową ustawę o należytnościach przenośnych, przedstawił jakie włościanin ma prawo w urzędzie, podnosząc jeden wypadek, że pewien sędzia kopnął w sali sądowej kobietę i zawołał na nią >ciąg macioro kotna<. Tak się dzisiaj jeszcze obchodzą z chłopami rozmaici pankowie. Następnie Stohandel postawił wniosek o uchwalenie posłowi Fijakowi wyrazów zaufania. Uchwalono je, protestując zarazem przeciw kłamstwom rozszerzanym przez >Przewodnika Powiatu Żywieckiego< i przez >Przyjaciela Ludu<.
P. Trojan z Żywca wyjaśnił stosunki panujące w Żywcu, jak za pomocą rozmaitych kłamstw przeciwnicy jątrzą ludzi nieświadomych przeciw stronnictwu i ks. Stojałowskiemu i wniósł o uchwalenie wyrażenia zaufania dla ks. Stojałowskiego.
Następnie zapytał ks. Stojałowski, czy jest kto z zgromadzonych przeciwny albo jemu, albo posłowi Fijakowi. Nie było żadnego, owszem jednogłośnie wznosili wszyscy okrzyk: niech żyje Fijak! Niech żyje ks. Stojałowski.
Następnie przestawił poseł Fijak sprawę budowy szkoły gminne Pietrzykowice. Choć w tej gminie bywa po 350 dziatek w wieku szkolnym, dotychczas jednak nie ma w gminie szkoły, jest tylko prywatna, którą gmina od dwudziestu przeszło lat własnym kosztem utrzymuje. W tej prywtnej szkole nauka jest niedostateczna z tego względu, że każdy ukończywszy ją musi zdawać egzamin, by wstąpić do innej szkoły. Gmina pragnie mieć 4 klasową szkołe krajową, kupiła już w tym celu za 2000 plac pod szkołę – chodzi więc tylko o to, by Rada szkolna krajowa zorganizować zechciała nareszcie tak pożądaną dla gminy szkołę. Uchwalono jednomyślnie odnieść się do Lwowa, w celu przyspieszenia budowy szkoły. Przemawiali w tej sprawie Michał Marek i inni, zachęcając lud do oświaty i chętnego posyłania dzieci do szkoły.
Jeden z mówców podniósł, jak niektórzy socyaliści kolejnicy zaczepiają ludzi idących z kościoła i wygadują na posłów i stronnictwo i podał wskazówki jak się takich napastników pozbywać. Wzywał też obecnych, aby unikali apteki Szczepańskiego w Zabłociu, oraz szynku Tomalskiego, jako ludzi którzy są wrogami ruchu ludowego, a przyjacielami żydów i socyalistów.
W końcu przemówił jeszcze ks. Stojałowski zachęcając ludzi do pracy nad własnem podniesieniem i organizacyą, poczem zakończono zebranie odśpiewaniem kilku pieśni narodowych” .
Jednak pokazuje doświadczenie w polityce nic do końca jest pewne. Na ostatniej prostej zwalczający się stojałowszczycy podpisali wspólny pakt z PSL, o wzajemnym popieraniu swoich kandydatów. Zgodnie z umową tuż przed wyborami zwolennicy ks. Stojałowskiego wystosowali apel: Wybory do Rady powiatu w Żywcu z kuryi wiejskiej odbędą się dani 4 lipca. Za wspólnem porozumieniem postawiono następujących kandydatów: Wojciech Szwed poseł, Wojciech Mizia wójt Jeleśni, Józef Płowucha wójt ze Soli, Marcin Wajda wójt z Łodygowic, Władysław Gałuszka z Cięciny, Józef Kotlarski wójt ze Sporysza, Maciej Fijak poseł, Józef Gałuszka ze Świnny, Jan Szwed z Pewli małej, Jan Gogler wójt Rajczy, Jan Wajdzik z Krzeszowa. – Głosujcie na tych zgodnie!” .
Jednak koalicjant z PSL postanowił złamać umowę i na dzień przed wyborami wzywał do niegłosowania na posła Macieja Fijaka z Pietrzykowic z konkurencyjnego bloku, a jednocześnie zachwalał swoich kandydatów, wśród nich był związani z PSL Tomasz Wiałek z Pietrzykowic i Marcin Wajda z Łodygowic
Ostatecznie ten podstęp wyborczy udał się tylko połowicznie. Wprawdzie udało się zablokować wejście Macieja Fijaka do Rady, jednak protegowani ludowców również nie uzyskali odpowiedniego poparcia aby wejść do rady. Wszedł zaś do niej proboszcz Łodygowicki ks. Jan Miodoński
poniedziałek, 14 września 2026
poniedziałek, 7 września 2026
C. k. Państwowa Szkoła Przemysłowa - wrzesień 1893
(C. k. Państwowa Szkoła Przemysłowa). Z właśnie wydanego, obszernego sprawozdania rocznego za rok szkolny 1892–93 dowiadujemy się, że ta tak szybko rozwijająca się zawodowa placówka dydaktyczna była w minionym roku szkolnym odwiedzana łącznie przez 913 uczniów. Z tej liczby przypadało:
• I. na Wyższą Szkołę Przemysłową (wydział: a) mechaniczno-techniczny oraz b) chemiczno-techniczny) – 200 uczniów,
• II. na szkoły mistrzowskie (dla: a) metalowców, b) młynarzy, c) tkaczy, d) farbiarzy) – 93 uczniów,
• III. na kursy specjalne (dla: a) ślusarzy, b) palaczy kotłów i maszynistów, c) stolarzy budowlanych i meblowych, d) stolarzy modelowych, e) tkaczy, f) farbiarzy i apreterów, g) hafciarek) – 155 uczniów,
• IV. na wydział handlowy – 102 uczniów,
• V. na przemysłową szkołę uzupełniającą (dokształcającą) – 364 uczniów.
Pod względem języka ojczystego (narodowości) szkoła liczyła: 617 Niemców, 279 Polaków, 15 Czechów, 1 Węgra i 2 uczniów innej narodowości. Pod względem wyznania religijnego było to: 535 katolików, 238 ewangelików, 139 izraelitów (żydów) oraz 2 grekokatolików.
Wyniki 745 uczniów, którzy pozostali w szkole do końca roku szkolnego, przedstawiają się nader pomyślnie: 112 otrzymało świadectwo klasy I z wyróżnieniem, 466 świadectwo klasy I, co oznacza, że wymagania spełniło 78% uczniów; podczas gdy tylko 16% nie spełniło wymagań, a 4 uczniów, tj. 6%, pozostało nieklasyfikowanych (nieegzaminowanych).
Fundusz stypendialny c. k. Państwowej Szkoły Przemysłowej w kwocie 3500 florenów (fl.) składa się łącznie z: zapomóg (stypendiów kieszonkowych) wypłacanych w ratach półrocznych po 10–30 fl. dla wszystkich uczniów, z 2 stypendiów państwowych po 150 fl. dla wybitnych uczniów przemysłowej szkoły uzupełniającej, z 5 stypendiów państwowych po 200 fl. dla uczniów wydziału farbiarskiego, z 5 stypendiów państwowych po 200 fl. dla uczniów wydziału mechaniczno-technicznego oraz z 2 stypendiów krajowych po 200 fl. dla uczniów wydziału farbiarskiego.
Grono pedagogiczne składa się, oprócz dyrektora, z 26 nauczycieli, a mianowicie: 2 kierowników wydziałów, 13 profesorów, 3 nauczycieli rzeczywistych.. .1 prowizorycznego nauczyciela, 3 zastępców (suplentów) i 4 asystentów, do czego dochodzi jeszcze 4 mistrzów rzemiosła (instruktorów zawodu) oraz 2 nauczycieli pomocniczych, dzięki czemu nauczanie (teoretyczne i praktyczne) prowadzone jest łącznie przez 36 osób. Spośród nich 3 pełni funkcję komisarza rządowego ds. inspekcji przemysłowych szkół dokształcających, jeden jest c. k. komisarzem ds. badania kotłów, a jeden zaprzysiężonym chemikiem sądowym.
Nadzwyczajna działalność kadry pedagogicznej c. k. Państwowej Szkoły Przemysłowej w Bielsku obejmuje, oprócz prac naukowych i publikacji w czasopismach branżowych, opracowywanie podręczników, wzorników i innych pomocy naukowych, a ponadto sporządzanie opinii rzeczoznawców oraz analiz technicznych. Temu ostatniemu celowi służy wyłącznie „chemiczna stacja badawcza c. k. Państwowej Szkoły Przemysłowej w Bielsku”, w której w ciągu minionego roku szkolnego wykonano 304 techniczno-analityczne badania dla osób prywatnych (a od początku istnienia stacji badawczej już 2676), a ponadto zrealizowano 430 analiz wody studziennej na zlecenie gminy miejskiej Bielsko.
Egzaminowi dojrzałości (maturze) pod przewodnictwem pana c. k. radcy rządowego, prof. dr. von Bergera, poddało się 38 kandydatów, z których 34 uznano za dojrzałych (w tym 5 z wyróżnieniem), 3 otrzymało poprawkę na 2 miesiące, a 1 na rok.
Zapisy na rok szkolny 1893/94, który dla wszystkich wydziałów szkoły dziennej (wyższej szkoły przemysłowej i szkoły mistrzowskiej) rozpoczyna się 16 września, a dla kursów specjalnych, wydziału handlowego i przemysłowej szkoły dokształcającej 1 października, odbędą się w dniach od 10 do 14 września w kancelarii dyrekcji; przyjmowane będą jednak również zgłoszenia pisemne. (Opłata wpisowa wynosi 1 floren).
Czesne płatne z góry za półrocze wynosi dla wyższej szkoły przemysłowej 7 florenów, a dla szkoły mistrzowskiej 6 florenów za semestr. Ubodzy, a godni uczniowie są zwalniani z opłaty czesnego przez c. k. Rząd Krajowy na wniosek grona pedagogicznego. Osoba ubiegająca się o przyjęcie musi przedłożyć świadectwo z ostatnio ukończonej szkoły wraz z ustawową klauzulą odejścia, a ci, którzy uczyli się zawodu praktycznie (szkoła mistrzowska), muszą przedstawić również świadectwo z praktyki zawodowej. Ponadto rodzice lub ich zastępcy prawni są zobowiązani do osobistej obecności podczas wpisu.
piątek, 4 września 2026
czwartek, 3 września 2026
Górale z Żywiecczyzny parali się zbójnictwem nawet w XX wieku
Przyzwyczailiśmy się do tego, że zbójnicy i ich okrutne, a zarazem barwne życie na terenie Żywiecczyzny to okres staropolski, doskonale opisany przez wójta Andrzeja Komonieckiego. W dotychczasowej powszechnej świadomości królował pogląd, że kres temu procederowi przyniosły dopiero wojska cesarstwa Habsburgów, które trafiły tutaj po pierwszym rozbiorze Polski.O tym, że stawianie takiej tezy jest całkowicie błędne, przekonuje dr Andrzej Adam Majewski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W „Roczniku Babiogórskim” z 2025 roku (tom 26) opublikował on artykuł pt. „Działalność band rabunkowych z Korbielowa na słowackiej Orawie od połowy XIX do połowy XX wieku w świetle przekazów ustnych”.
Zbójnicy z Korbielowa i okolic
„Korbielów i jego najbliższe okolice, podobnie jak cały Beskid Żywiecki, mają bogate tradycje zbójnictwa góralskiego. Stare legendy głoszą, że początki tego zjawiska społecznego w rejonie Korbielowa przypadają na drugą połowę XV wieku, kiedy u północno-wschodnich podnóży Pilska (1557 m n.p.m.) powstały pierwsze osady wołoskie. Ich mieszkańcy oprócz pasterstwa trudnili się także rozbojem” – rozpoczyna swój artykuł dr Andrzej Adam Majewski.
Historyk nie tylko przypomina najsłynniejszych górali parających się zbójnictwem przez wieki, ale przedstawia również nieznanych szerzej zbójników z przełomu XIX i XX wieku. Robi to z bibliograficzną precyzją i barwnym językiem, pisząc na przykład: „Silne piętno na życiu i postępowaniu Jana Majewskiego odcisnęła jego kochanka, Agnieszka Jędrzejas (1858–1926), córka Stanisława Krzesaka – kobieta odznaczająca się nieprzeciętną urodą, lecz złym charakterem”.
Jednak prawdziwą perełką jest opis życia i zbójnickiego rzemiosła niejakiego Karola Mrowca, zwanego „Mysiokiem”. Człowiek ten parał się rozbojem m.in. na terenie Czechosłowacji jeszcze po II wojnie światowej. Dopiero w latach 50. XX wieku wymiar sprawiedliwości dowiedział się o przestępczej działalności Mrowca i skazał go zaocznie na karę śmierci. Jeśli chcesz wiedzieć, jak to się stało, że „Mysiok” uciekł do USA, dlaczego wybierał się na wojnę w Wietnamie i jak zakończył swój niecny żywot, odsyłam do artykułu dr. Majewskiego. Naprawdę warto!
poniedziałek, 31 sierpnia 2026
piątek, 28 sierpnia 2026
czwartek, 27 sierpnia 2026
Niełatwe początki prądu w Bielsku
Bielsko i Biała stosunkowo szybko zostały zelektryfikowane, co zrewolucjonizowało życie mieszkańców dwumiasta. Jednak wprowadzanie tego nowoczesnego źródła energii nie należało do łatwych zadań i wiązało się z wieloma problemami.
Za oficjalną datę rozpoczęcia pracy „centrali elektrycznej” – jak wówczas nazywano tutejszą elektrownię wzniesioną przy ulicy Blichowej (obecnie Partyzantów) – przyjmuje się 17 listopada 1893 roku. Trzeba jednak pamiętać, że data ta oznacza jedynie formalne zakończenie działań inwestycyjnych, ponieważ prąd w dwumieście płynął już od kilku miesięcy.
Wszystko to stało się możliwe dzięki umowie, którą 5 października 1891 roku władze Magistratu Bielska podpisały z wiedeńską firmą Internationale Elektrizitätsgesellschaft (IEG). Na jej mocy przedsiębiorstwo otrzymało 50-letnią koncesję na produkcję i dostarczanie energii elektrycznej. Dwa lata później elektrownia już działała. Z czasem wyposażono ją w trzy maszyny parowe napędzające trzy generatory jednofazowe prądu stałego o napięciu 110 V i mocy 130 kVA każdy.
Jeszcze w tym samym roku oświetlenie elektryczne zyskało wiele budynków prywatnych oraz obiektów użyteczności publicznej. W przemyśle natomiast prąd elektryczny aż do połowy XX wieku wykorzystywany był zasadniczo wyłącznie do celów oświetleniowych – dopiero później zaczęto go używać do napędu maszyn fabrycznych
Rok 1893: Miasto jak wielki plac budowy
Warto prześledzić, jak krok po kroku przebiegała elektryfikacja dwumiasta w 1893 roku. Pierwszy wyraźny sukces odnotowano 4 lipca, kiedy zakończyły się prace nad montażem oświetlenia elektrycznego w „Café Allegri” – pierwszej placówce zasilanej bezpośrednio z nowej elektrowni. Wybór tego niezwykle popularnego miejsca nie był przypadkowy. Kawiarnia o iście wiedeńskim klimacie stanowiła idealną przestrzeń do promocji nowego źródła energii.
Już dwa dni później, 6 lipca, elektryczność stała się głównym tematem posiedzenia Rady Miejskiej w Bielsku. Na wniosek sekcji budowlanej, przedstawiony przez radnego dr. Münza, postanowiono przyjąć propozycje Towarzystwa IEG. Dotyczyły one podziemnego układania kabli w północnych ciągach ulicznych oraz napowietrznego (nadziemnego) prowadzenia linii na ulicach: Tunelowej (Tunnelstraße), Haasego (Haasestraße – obecnie ul. Listopadowa) i Strzelniczej (Schießhausstraße – obecnie ul. Słowackiego). Na tej ostatniej kable poprowadzono od budynku szkoły średniej aż do samej strzelnicy.
W odniesieniu do linii napowietrznych przyjęto dodatkowy wniosek: słupom kablowym należało nadać estetyczną formę, a przed rozpoczęciem montażu przedstawić burmistrzowi rysunki oraz opisy kolumn.
Miasto przypominało wówczas jeden wielki plac budowy, co rodziło niespodziewane konflikty. Doszło m.in. do sporu między robotnikami budowlanymi a inżynierem Höltschelem, który na zlecenie miasta wykonywał prace geodezyjne. Budowlańcy podczas kopania rowów nagminnie usuwali lub przesuwali tyczki geodety, przez co musiał on w kółko zaczynać swoje pomiary od nowa. Firma budowlana niespecjalnie przejmowała się jednak jego problemami i sprawnie łączyła kablami kolejne kwartały ulic.
Kolejnym obiektem, w którym rozpoczęto montaż nowoczesnego oświetlenia, była siedziba Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Czytelniczego (Leseverein). W ówczesnych dokumentach czytamy:
„Zamiast dotychczasowych 50 płomieni gazowych, lokale towarzystwa otrzymają 60 elektrycznych żarówek. Dodatkowy koszt ma wynosić blisko 600 florenów rocznie”.
Cenniki, rabaty i walka o klienta
W sierpniu 1893 roku prace przeniosły się do Białej. Już 3 sierpnia układanie kabli dotarło do placu Józefa (obecnie Stary Rynek). Centrala elektryczna poinformowała, że liczba dokonanych zgłoszeń pozwala spodziewać się optymalnego zużycia energii i zapowiedziała, że od 13 sierpnia rozpocznie stałe zaopatrywanie miast w światło oraz dostarczanie mocy napędowej dla lokalnych rzemieślników.
Ówczesne ceny energii kształtowały się następująco:
• 3 krajcary (kr.) za 50 woltoamperów (VA) za godzinę świecenia żarówki o sile 16 świec standardowych;
• 2 krajcary za godzinę świecenia żarówki o sile 10 świec normalnych;
• 24 krajcary za lampę łukową o natężeniu 8 A przy zużyciu prądu rzędu 400 W na godzinę;
• 30 krajcarów za lampę o natężeniu 10 A;
• 36 krajcarów za lampę o natężeniu 12 A.
Elektrownia szczegółowo instruowała swoich odbiorców: jednorazowy koszt instalacji w przeliczeniu na jedną żarówkę (o żywotności 800–1000 godzin) wynosił od 7 do 10 florenów (złotych reńskich), natomiast cena zakupu samej żarówki to 60 krajcarów.
Przy przesyłaniu energii do celów napędowych cena wynosiła połowę stawki za światło. Ponadto przy silnikach elektrycznych pracujących ponad 1000 godzin rocznie przyznawano od 10 do 40% rabatu na prąd oraz dodatkowe 25% bonifikaty, jeśli konsumenci w miesiącach zimowych zawieszali pracę urządzeń w godzinach wieczornych (między 16:00 a 22:00). Cena za jeden koń mechaniczny (Pferdekraft) za godzinę wynosiła, w zależności od warunków eksploatacji, od 10 do 16 krajcarów za faktycznie zużytą energię.
Jak widać, właściciele Centrali Elektrycznej nastawiali się nie tylko na odbiorców indywidualnych, ale oferowali też atrakcyjne zniżki klientom komercyjnym. Firma dbała o marketing – w ramach promocji swoich usług 29 września 1893 roku przeprowadzono próbne oświetlenie bielskiego kościoła katolickiego. Na żyrandolu oraz na chórze organowym umieszczono kilka żarówek. Ówczesna prasa donosiła, że „próby wypadły bardzo zadowalająco”.
Tramwajowa sensacja i teatralna klapa
I choć oficjalnie wszyscy garnęli się do nowego źródła energii, pomysłodawcy stale szukali stałego i pewnego zbytu dla wyprodukowanego prądu. Prawdziwą sensacją stała się informacja z 3 października o nowatorskim projekcie kolei elektrycznej – czyli tramwajów. Towarzystwo Elektryczne zapowiedziało, że w jego imieniu o koncesję ubiegać się będzie Max Bernaczik. Koszt inwestycji szacowano na 250 000 florenów. Co ciekawe, w pierwszym projekcie zaproponowano, aby trasa prowadziła z dworca do Wapienicy oraz w kierunku Cygańskiego Lasu, z uwzględnieniem bocznic towarowych przy fabrykach.
W tym samym czasie niezamierzoną akcję promocyjną (zachęcającą do przełączenia się z własnych agregatów na prąd miejski) zafundował... Teatr Miejski podczas wystawiania „Fausta”. Przedstawienie okazało się kompletną klapą organizacyjną – obok problemów z orkiestrą i kurtyną, w kluczowym momencie oświetlenie elektryczne czerpane z teatralnych agregatów całkowicie odmówiło posłuszeństwa
Prąd oszukuje? Powrót do gazu
Nowa technologia miewała też bolesne wpadki. Wspomniane wcześniej Towarzystwo Czytelnicze szybko pożałowało zmian. Lokalna prasa pisała bez ogródek:
„Dwumiesięczne użytkowanie prądu w Czytelni (Leseverein) wykazało, że żarówka 16-świecowa daje słabsze i bardziej punktowe światło niż dawne palniki gazowe. Co najważniejsze, technologia ta okazała się o 100 procent droższa niż gaz (w listopadzie wydano 234 florenów na prąd wobec 125 florenów za gaz rok wcześniej). Liczniki oszukiwały, naliczając pobór nawet przy zgaszonych lampach. Wobec tych uchybień prognozuje się powrót do łask nowoczesnego gazowego światła żarowego Auera”.
Mimo takich potknięć rewolucji nie dało się już zatrzymać. 24 października c. k. Starostwo Powiatowe dokonało oficjalnej kolaudacji centrali elektrycznej wraz z ułożonymi liniami kablowymi. Widząc profesjonalizm i sprawność firmy, Rada Miejska w Bielsku 14 grudnia 1893 roku wydała zgodę na koncesję przygotowawczą dla kolei elektrycznej. Budowa linii tramwajowej zaczęła przybierać realne kształty.
Bilans postępu na koniec roku był imponujący. Jeden z publicystów podsumował techniczną rewolucję w Bielsku, wskazując na jednoczesne ogrzewanie gazowe oraz elektryczne światło w kościele parafialnym jako na namacalne, piękne znaki współczesnego postępu cywilizacyjnego.
piątek, 21 sierpnia 2026
czwartek, 20 sierpnia 2026
Awantura i „Wielka wpadka” z polowaniem na wilka w Straconce
Końcem lipca 1893 roku ogromne poruszenie wywołała dramatyczna wiadomość o grupie siedmiu wilków grasujących w lasach wokół Straconki. Jedna z gazet szczegółowo opisała bohaterski wyczyn arcyksiążęcego gajowego Włodarczyka, który miał kilkoma celnymi strzałami ubić w pobliżu wiejskiej szkoły „krwiożerczą bestię”, która wcześniej zaatakowała krowy i pogryzła pięć psów we wsi.
Dwa dni później redakcja musiała jednak opublikować kompromitujące sprostowanie: rzekomy groźny wilk okazał się w rzeczywistości niewinnym, rasowym i niezwykle cennym psem myśliwskim (ogarem) jednego z wyższych urzędników leśnych arcyksięcia z Żywca, który po prostu uciekł swojemu panu. Cała bohaterska saga okazała się gigantyczną, komiczną wpadką miejscowych gajowych.
piątek, 14 sierpnia 2026
Powiat z Bielska do…Skoczowa w 1893 ?!
Mało kto dzisiaj pamięta, że w 1893 roku reprezentacja gminy miasta Skoczów (Skotschau) złożył wniosek w Wiedniu w sprawie przeniesienia tam siedziby c. k. Starostwa Powiatowego z Bielska.
Przeciwko celowości tego żądania wysunął radny miejski dr Markusfeld specjalny referat, który przedstawił w sierpniu na posiedzeniu Rady Miejskiej w Bielsku.
Przeciwko żądaniu pozbawienia Bielska statusu stolicy powiatu – miejsca, które przez dziesięciolecia było stałą siedzibą władz administracyjnych oraz stanowiło centrum wszelkich intelektualnych, kulturalnych i gospodarczych instytucji regionu – musi zaprotestować nie tylko samo miasto Bielsko, ale cały powiat. Okoliczności, które pierwotnie decydowały o wyborze Bielska na siedzibę c. k. Starostwa Powiatowego, są aktualne również dzisiaj, a jedyny kontrargument w postaci korzystniejszego geograficznie położenia Skoczowa nie może się ostać. Skoro już pierwotnie peryferyjne położenie Bielska na skraju powiatu nie stanowiło ku temu przeszkody, to po powstaniu połączeń kolejowych z Ustroniem (Ustron), Skoczowem (Skotschau) i Strumieniem (Schwarzwasser) w ramach Kolei Północnej (Nordbahn) stanowi ono dzisiaj jeszcze mniejszy problem. I jeśli obecnie podróż z zachodnich i południowo-zachodnich miejscowości powiatu wiąże się dla ich mieszkańców z pewną niedogodnością, to przy zmianie status quo niedogodność ta zostałaby po prostu przerzucona na gminy leżące na północnym wschodzie. W samym Bielsku populacja licząca 14 000 mieszkańców, wraz z różnorodnymi operacjami bankowymi, teatrem oraz życiem prasowym (gazetami) itp., bezwzględnie wymaga obecności c. k. urzędu.. ...Starosty Powiatowego na miejscu jako komisarza państwowego i instancji powołanej do cenzury teatralnej oraz prasowej. Współdziałanie c. k. Starostwa Powiatowego jest o wiele bardziej nieodzowne jako organu rzemieślniczego i budowlanego tam, gdzie urząd burmistrza autonomicznego miasta mógłby uchodzić za stronniczy – czyli w mieście tętniącym pracą, bogatym w przemysł, niż w liczącym zaledwie 3200 dusz rolniczym miasteczku Skoczów.
Dr Markusfeld genialnie odpiera argument o „odległości”. Wskazuje, że dzięki gwałtownemu rozwojowi sieci kolejowej pod koniec XIX wieku (w tym linii łączących Skoczów, Ustroń czy Strumień z Bielskiem), dojazd do stolicy powiatu przestał być problemem dla mieszkańców prowincji. Na koniec wysunięto bardzo życiowy, wręcz elitarny argument – urzędnicy państwowi przysyłani z Wiednia czy Opawy po prostu nie chcieliby mieszkać w małym Skoczowie, ponieważ pozbawiłoby to ich rodziny dostępu do wielkomiejskiego życia, kawiarni, teatrów i elitarnych szkół, które oferowało wyłącznie Bielsko.
poniedziałek, 3 sierpnia 2026
Hotel President powraca
Na mapę turystyczną Bielska‑Białej powraca historyczny Hotel President. Ten luksusowy obiekt powstał w ostatniej dekadzie XIX wieku, nosił wówczas nazwę Kaiserhof (cesarski dwór). Funkcje hotelowe pełnił przez ponad sto lat, od kwietnia tego roku zaprasza ponownie w swoje progi.
Obecnie ten czterogwiazdkowy obiekt oferuje 39 komfortowych pokoi, w tym dwa przestronne apartamenty. Każdy z nich został urządzony indywidualnie, z zachowaniem niepowtarzalnego charakteru miejsca. Wrażenie robią także imponująca klatka schodowa oraz zabytkowa winda.
Ważną częścią obiektu jest restauracja, otwarta codziennie do godziny 22.00 (również dla gości z zewnątrz). W jej menu znajdują się dania kuchni polskiej, bogaty wybór napojów: win, herbat, kawy oraz autorskie desery. Wakacyjną ofertę uzupełniają rzemieślnicze lody.
– Z okien hotelu rozciągają się widoki na Beskidy, Zamek Sułkowskich, reprezentacyjną ulicę 3 Maja oraz zabytkowe bielskie kamienice. Wysokie i szerokie korytarze, zabytkowa winda, historyczne mury i starannie dobrane wyposażenie sprawiają, że obecność w Hotelu President przywołuje klimat dawnych europejskich hoteli, często porównywany do atmosfery Wiednia – przedstawia zalety hotelu jego dyrektorka Anna Korpanty. – Hotel President dziś stawia na kameralność, wysoką jakość oraz indywidualne podejście do każdego gościa. To odpowiednie miejsce zarówno dla miłośników kultury i sztuki, artystów, jak i osób, które chcą połączyć miejski wypoczynek z bliskością Beskidów. Dodatkowym atutem jest nowoczesna strefa relaksu z sauną oraz salą fitness – dodaje.
Obiekt rozwija również ofertę dla biznesu, przygotowując sale i przestrzenie do organizacji konferencji, spotkań oraz bankietów. Ponownie otwarty Hotel President wyróżnia się na tle dużych, nowoczesnych obiektów, oferując coś, czego nie da się stworzyć od podstaw – autentyczną atmosferę miejsca z duszą i ponad stuletnią historią. W następnych etapach hotel będzie udostępniał kolejne przestrzenie, które dzisiaj nie są jeszcze dostępne dla odwiedzających. Kierownictwo podkreśla, że przykłada dużą wagę do tradycji oraz historii i zamierza w swojej ofercie nawiązywać do lokalnych dziejów oraz szczytnego miana małego Wiednia.
Warto przypomnieć, że historia obiektu rozpoczyna się na przełomie lat 1892/1893. Kaiserhof, czyli Cesarski Dwów – bo tak brzmiała jego pierwotna nazwa – został wzniesiony według projektu słynnego bielskiego budowniczego Karola Korna. Luksusowy hotel w pobliżu dawnego traktu z Wiednia do Krakowa, przy drodze zwanej cesarką, nazwano na cześć Franciszka Józefa I. Przyjmuje się, że nazwę na Prezydent zmieniono w 1922 roku, aby uczcić pamięć pierwszego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej, Gabriela Narutowicza. Jednak część historyków sugeruje, że zmiana dokonała się wcześniej i była związana z prezydentem USA Thomasem Woodrowem Wilsonem, który 8 stycznia 1918 roku ogłosił konieczność powstania niepodległego państwa polskiego z dostępem do morza.
Cesarski hotel stanął nad tunelem oddanej do użytku w 1878 roku linii kolejowej do Żywca, na głębokich, liczących 12 metrów fundamentach. Posiadał luksusową restaurację, jego obszerne sale wynajmowały na swoje wiece, spotkania czy jubileusze różne organizacje społeczno‑polityczne. Organizowano tu wielkie bale i bankiety. To właśnie tutaj po raz pierwszy w Bielsku wyświetlano filmy.
W jednej z reklam z początku XX wieku czytamy: Hotel I klasy, całkowicie nowo urządzony, 5 minut od dworca kolejowego, omnibus przy każdym pociągu, 50 pokoi i salonów od 2 koron wzwyż, oświetlenie elektryczne, centralne ogrzewanie, łaźnie (wanny), powozy na miejscu, kawiarnia, 3 bilardy, restauracja z elegancką salą jadalną, restauracja ogrodowa, wyśmienita kuchnia. Wina węgierskie, Ueszmélyer, własnej produkcji oraz Moorer, austriackie i zagraniczne, świeże oryginalne piwo pilzneńskie z beczki (Pilsner Urquell). Uprzejma obsługa. Szczególnie polecany dla podróżujących w interesach. Wyszynk, niskie ceny, telefon nr 205.
Teraz, po kilku latach przerwy, hotel na nowo gości w swoich zabytkowych murach odwiedzających stolicę Podbeskidzia.
środa, 29 lipca 2026
Remiza z historią w tle
Budynek bialskiej remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w dawnej Białej ma już 135 lat.
30 czerwca 1891 roku otwarto budynek remizy strażackiej w Białej. Warto podkreślić, że była to druga remiza po bielskiej, a straż (Bielitz-Bialaer Freiwillige Feuerwehr) jako organizacja funkcjonowała dla obu sąsiadujących miast.
– Był to okazały ceglany budynek projektu Karola Korna, wzniesiony przez jego firmę w 1890 roku. Kosztował miasto sumę 30 880 florenów, z czego część pokryto z pożyczki w lokalnej Kasie Oszczędności – informował śp. dr Jerzy Polak, największy znawca dziejów straży pożarnej w mieście.
Tak o tym wydarzeniu pisała ówczesna lokalna gazeta: Bielsko-Biała, 30 czerwca. Święto straży pożarnej, które zostało zorganizowane w niedzielę z okazji przekazania nowego budynku remizy w Białej, cieszyło się przy sprzyjającej pogodzie niezwykle liczną frekwencją. W kolumnie strażackiej znajdowały się również delegacje zamiejscowych straży pożarnych z Cieszyna, Starego Bielska, Szczakowej, Kęt, Kóz i Żywca. Po odśpiewaniu hymnu przez oba tutejsze towarzystwa śpiewacze, burmistrz Strzygowski przypomniał historię powstania budynku remizy, przekazał go do użytku ochotniczej straży pożarnej i zakończył tysiąckrotnym, entuzjastycznie przyjętym wiwatem na cześć Jego Wysokości Cesarza jako protektora i obrońcy wszystkich instytucji użyteczności publicznej. Towarzystwa śpiewacze zaintonowały następnie pieśń chóralną »Ojczyzno moja, moja Austrio«. Podczas gdy osobistości – wśród których znajdował się również burmistrz Hoffmann z Bielska – wraz z dowództwem straży pożarnej dokonywały obchodu pomieszczeń nowego budynku i podpisywano akt erekcyjny, kapela miejska przygrywała na dawnym Świńskim Placu, który teraz na cześć ochotniczej straży pożarnej nazwano »Placem Strażackim« [Feuerwehrplatz]. Po zakończeniu aktu przekazania, w którym ze strony straży pożarnej uczestniczył komendant Reiske, pochód świąteczny ruszył w kierunku Ogrodu Weicha. W tym ładnym lokalu ogrodowym, przy wielkim ścisku ludzi, bawiono się w niezwykle ożywionej atmosferze przy muzyce koncertowej i występach pieśniarskich obu towarzystw śpiewaczych aż do późnej nocy.
Dużą zaletą remizy była bliskość naturalnego cieku wodnego oraz fabryk włókienniczych w Białej i Lipniku. Jednak sąsiedztwo rzeki Białej co jakiś czas sprawiało strażakom spore problemy. W czasie powodzi woda całkowicie zalewała plac oraz samą strażnicę.
Kiedy przyjrzymy się bliżej drzwiom remizy, zauważymy tajemniczy napis na przylegającej ścianie. Czerwoną farbą zapisano tam datę 4 sierpnia 1915 roku i odkreślono ją grubą kreską. To historyczne oznaczenie jest świadectwem ogromnej powodzi, która dotknęła wtedy cały region. Strażacy zaznaczyli w ten sposób najwyższy poziom, do jakiego dotarła wielka woda.


















































