piątek, 25 września 2026

Płonie Klementynówka


Oto relacja prasowa. Powyżej zdjęcie już po odbudowie 


Bielsko-Biała, 6 maja 1895 . (Pożar Schroniska Klementyny). Nie tylko w kręgach turystycznych, lecz we wszystkich warstwach społecznych naszych miast panuje głęboki żal z powodu utraty tego wprawdzie prymitywnego, ale jedynego i od dawna użytkowanego schroniska w rejonie Klimczoka. Udaliśmy się dzisiaj na miejsce pożaru i jesteśmy w stanie, na podstawie bezpośrednich obserwacji, donieść, co następuje: z całej budowli, zarówno z jej starej, jak i nowej części, pozostały stojące jedynie kamienne fundamenty oraz komin wraz z piecem kuchennym. Wszystko pozostałe padło ofiarą płomieni i zostało zmiecione przez północno-wschodnie wichury. Pogorzelisko rozpościera się w miejscu, gdzie na górskiego wędrowca, po wielogodzinnym trudzie, czekał odpoczynek i pokrzepienie. Wszystko, co nie było wykonane z kamienia lub żelaza, padło ofiarą żywiołu. Elementy wyposażenia należące do bielsko-bialskiej sekcji Beskidenvereinu, o ile nie znajdowały się jeszcze w zimowym przechowaniu w dolinnej wsi Szczyrk (Thaldorfe Szczyrk), padły ofiarą płomieni, a na pogorzelisku nie widać nic poza ilością gwoździ, zawiasów, okuć drzwiowych, stopionego szkła, spalonego narzędzia ciesielskiego i jednego zwęglonego wozu. Nawet młody drzewostan jodłowy w kierunku rozprzestrzeniania się płomieni padł ofiarą ognia. Pan nadleśniczy Sutter oraz jeden człowiek z żywieckiego posterunku żandarmerii (Beczkovicer Gendarmerieposten) byli dzisiaj z kilkoma bielskimi panami na miejscu pożaru. Wczoraj po południu o godzinie 4 odeszli od Schroniska Klementyny ostatni turyści, również kilku z Prus. O godzinie 4 minut 15 znajdowało się jeszcze trzech tutejszych uczniów szkół średnich (Mittelschüler) na drodze powrotnej do domu, około kwadrans drogi od schroniska, gdy z nowo dobudowanej części tegoż zaczął unosić się dym. Młodzi ludzie pośpieszyli z powrotem, zastali jednak wszystko zamknięte i nawet w przeciwnym razie nie mogliby przyczynić się do walki z ogniem, jako że w pobliżu nie ma wody.

Podejrzenie o podpalenie (Brandlegung) kieruje się na jednego z robotników leśnych z Bystrej który w obecności świadków z powodu niezadowolenia z niewystarczającego wynagrodzenia za służbę miał rzucać groźby. Nie jest jednak również całkowicie wykluczone, że pożar wybuchł wskutek nieostrożności. Budynek oraz znajdujące się w nim, a należące do własności bielskiej sekcji obiekty, były ubezpieczone. Najbardziej naglącą jest kwestia odbudowy lub stworzenia prowizorium dla spalonego schroniska. Właściciel ziemski, pan major w stanie spoczynku A. von Klobus, przebywa w Karlowych Warach (Karlsbad) u wód i należy najpierw zwrócić się do niego o dalsze wytyczne. Przede wszystkim jest jednak konieczne, aby w pobliżu pogorzeliska, lub przy wykorzystaniu części tegoż, stworzyć tymczasowe schronienie, w którym turyści przy złej pogodzie mogliby otrzymać dach nad głową oraz fizyczne pokrzepienie, jeśli ruch turystyczny ma nie zostać odciągnięty od gór tutejszej okolicy. Wtedy jednak należałoby zwrócić się do pana majora von Klobusa, aby we własnym interesie zlecił przeprowadzenie rekonstrukcji spalonego schroniska z możliwie największym pośpiechem.

Jak konieczna w interesie turystyki jest druga chataturystyczna (schronisko), pokaże się namacalnie w najbliższych dniach i tygodniach. Najlepiej byłoby, gdyby naszej sekcji Beskidenvereinu przyznano ze strony właściciela ziemskiego wpływ na ponowne wzniesienie Schroniska Klementyny. Niniejszy przypadek powinien jednak nasunąć naszej sekcji rozważenie, czy nie byłoby wskazane, aby równolegle przystąpić do wzniesienia drugiego schroniska, i to choćby tylko prowizorycznego, na terytorium śląskim [w granicach Śląska Austriackiego]. Wyświadczyłoby to, bez względu na to, czy odbudowa Schroniska Klementyny potrwa krótko czy długo, wielką przysługę turystyce, co dla starszego przedsięwzięcia stałoby się mniejszą szkodą, a raczej korzyścią poprzez podniesienie udogodnień. Szybka decyzja jest tutaj potrzebna na progu turystycznego sezonu wysokiego i przewidujemy, że tutejsza sekcja Beskidenvereinu nie omieszka zająć stanowiska wobec sytuacji stworzonej przez wczorajszy pożar. O ile wchodzi tutaj w grę książęcy fideikomis, uważa się za rzecz pewną uzyskanie stamtąd jak najdalej idącej przychylności. Z szacownej strony przekazuje się nam informację, że idea wzniesienia nowego schroniska na ziemi śląskiej, przy emisji kwitów udziałowych (obligacji), spotka się tutaj oraz w sąsiednich pruskich Niemczech z najcieplejszym przyjęciem.


poniedziałek, 21 września 2026

Piłka rządzi...

Piłka rządzi...

Stadion na Górce powstał w 1911 roku w miejscu dawnego kamieniołomu. Dziś jest najstarszym wciąż funkcjonującym stadionem piłkarskim w Polsce - ma już 115 lat. 20 września z tej okazji odbył się tam turniej piłkarski zorganizowany przez Bielsko-Bialski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Jubileusz upamiętniono w okolicznościowej broszurze, na koszulkach oraz przypinkach.



Na stadion przybyło wielu oficjalnych gości, m.in. przedstawiciele miejskiego samorządu, a także prezesi bielskich klubów sportowych: Rekordu, BKS Stal, Zapory i BBTS Podbeskidzie. Imprezę otworzył zastępca prezydenta miasta Igor Kliś.



Ważnym elementem jubileuszu były XI Mistrzostwa Miasta Bielska-Białej Oldbojów w Piłce Nożnej, organizowane jako Memoriał dr. Sławomira Wojtulewskiego. W turnieju rywalizowało pięć drużyn: Bielskie Orły, BKS Stal, Rekord Bielsko-Biała, Zapora oraz GLKS Wilkowice. Turniej wygrała drużyna Rekordu Bielsko-Biała, drugie miejsce zajął BKS Stal, a na trzecim stopniu podium stanął GLKS Wilkowice. Najlepszym strzelcem został Krzysztof Koczur (Rekord Bielsko-Biała), który zdobył 4 bramki, a najlepszy bramkarzem Bartek Nawrat z Rekordu. MVP turnieju uznano Michała Matejkę.

BBOSiR przygotował dla uczestników turnieju okolicznościowy tort, ale również pamiątkowe koszulki, przypinki oraz broszurę przypominającą o początkach zawodowej piłki nożnej w Bielsku, której autorem jest historyk Jacek Kachel. Organizatorami wydarzenia byli BBOSiR oraz Miasto Bielsko-Biała.


A wszystko zaczęło się tak… 

Fußball über Alles, czyli Piłka nożna ponad wszystko! – tym wymownym tytułem gazeta Illustriertes (Osterreichisches) Sportblatt opatrzyła tekst opisujący to, co dzieje się w Bielsku i Białej, gdy Bielitz-Bialaer Sport Verein gra mecz. W tych dniach czarno-niebieskie barwy BBSV nosili nie tylko piłkarze, całe miasto było nimi udekorowane. Kibice wywieszali klubowe proporczyki w witrynach sklepowych, a nawet w oknach mieszkań. Cała ta wyjątkowa oprawa sprawiała, że każdy mecz piłki nożnej był świętem dla obu miast i całej okolicy.


Siłą klubu byli nie tylko piłkarze, ale także widzowie, którzy przychodzili na mecze niezwykle licznie. Dziennikarze z całej c.k. Austrii z podziwem pisali, że spotkania BBSV ogląda nawet 1200 osób, a bielskich i bialskich kibiców uważali wręcz za wzór do naśladowania. Miejscowi głośno i z zaangażowaniem dopingowali swoich, ale potrafili też nagrodzić brawami pięknie zagrane akcje przeciwników. 

Klub piłkarski w Bielsku od samego początku był drużyną z charakterem, na lokalnym podwórku trudną do pokonania. Grywał z klubami z Wiednia, Budapesztu, Pragi czy Krakowa; do Bielska przyjeżdżały najlepsze ówczesne zespoły, jak choćby Rapid Wiedeń. W barwach BBSV występowali piłkarze, którzy byli reprezentantami klubów ze stolicy. 

30 marca 1911 roku Bielitz-Bialaer Fußball Club - a właściwie wtedy już Bielitz-Bialaer SportVerein - na nadzwyczajnym walnym  zgromadzeniu podjął dwie ważne decyzje. Pierwsza dotyczyła zmiana nazwy, a druga - zakupu placu pod budowę boiska. 

Wymiana końcowych literek z FC na SV spowodowana była tym, że już od ponad roku stowarzyszenie miało również sekcje lekkoatletyczną, tenisową i sportów zimowych, więc Futbolowy Klub (FC) musiał ustąpić Towarzystwu Sportowemu (SV), aby nazwa w pełni odpowiadała charakterowi stowarzyszenia. Jednak do I wojny światowej najważniejszą, największą i przynoszącą największe laury, była piłka nożna.

Koszt zakupu miejsca na budowę stadionu ustalono na 13.000 koron, a oddanie obiektu zaplanowano już na jesień tegoż roku.



Założony termin otwarcia stadionu 24 września 1911 roku  został dotrzymany i w Bielsku świętowano jego otwarcie. Bielitz-Bialaer Anzeiger  tak opisywał nową arenę sportową: Miejsce to znajduje się na terenie nieczynnego kamieniołomu, należącego niegdyś do Rosta, który to teren niedawno przeszedł na własność stolarza Urbanke, a potem zakupiony został przez BBSV (...) Stadion, wcześniej dziko poszarpany wąwóz kamieniołomu, a obecnie ładny płaskowyż pokryty warstwą humusu, liczący ok. 200 kroków długości oraz 150 kroków szerokości, od południa i wschodu pozostaje całkiem odkryty, z wspaniałym, rozległym widokiem na górę Klimczoka na południu oraz na Górę Józefa z Hanslikiem na wschodzie. Północna ściana wznosi się w górę od poziomu boiska trzema tarasami o wysokości około 5, 8 i 15 metrów, ściana zachodnia spłaszcza się z północy na południe aż do przejścia w płaskowyż i ma na całej swojej długości również taras, liczący ok. 5 m wysokości. Ściany obu części są starannie oskarpowane i dają obraz wspaniałego amfiteatru, ze świetnym widokiem na położoną u jego stóp płaszczyznę boiska jak i na panoramę, roztaczającą się na południu i wschodzie. Na tarasach zostaną zbudowane siedzenia, które będą dawać wygodne miejsca dla więcej jak tysiąca widzów.

Otwarcie wyglądało imponująco. Kilkuset gości najpierw obejrzało nowy obiekt, a później – mecz z drużyną z Wrocławia. Niestety wrocławianie popsuli trochę święto, bo już w pierwszej połowie strzelili świętującym bramkę. Na szczęście doświadczony zespół z Bielska przetrwał nawałę, jednak nie zdołał już wyrównać. Pomimo przegranej na wieczornym bankiecie wszystkim dopisywały świetne humory i świetnie się bawili. 



Dla prawdy historycznej trzeba dodać, że wiedeńska drużyna pierwszy raz na Górce zagrała 1 października 1911 roku. Czarno-niebiescy podejmowali Vienna Cricket and Football-Club. Wiedeńczycy wygrali 0:3.