poniedziałek, 9 września 2013

Do Bielska przybyli dragoni


    9 września 1903 roku przybył do Bielska 2 dywizjon 3 Dolnoaustriackiego Pułku Dragonów „Jerzego, króla Saksonii”. Dywizjonem dowodzi major Karol hrabia Firmain, jednostka liczy ok. 530 oficerów i żołnierzy oraz 450 koni.


    Zajęli oni koszar kawalerii na Leszczynach, które wybudowano w latach 1902-1903. Na powierzchni 10,3 ha stanęło w sumie 5 budynków mieszkalnych, 6 pomocniczych, 2 kryte ujeżdżalnie, 10 stajni oraz szereg obiektów uzupełniających. Cały kompleks był własnością miasta Bielska, które zrealizowało inwestycję, władze wojskowe płaciły za użytkowanie koszar.

piątek, 6 września 2013

Kronika Kryminalna wrzesień 1911 cz. 1.


    Kronikę kryminalną tym razem rozpoczniemy od Żywca. Nieszczęśliwy wypadek zaszedł 28. sierpnia w żywieckim „Sokole”. Po próbnych ćwiczeniach karabinami wziął je­den z druhów do ręki na boku stojący karabin, by go obejrzeć, przyczem pocisnął niebacznie za cyngiel i karabin, który był naładowany ostrym nabojem — wypalił, przestrzelając na wylot Szyję i krtań 19-le­tniego słuchacza Akademii Sztuk pięknych Jana Studenckiego, dwóch innych druhów zaś, którzy szczęśliwym trafem w tym mo­mencie, mocując się, byli zgięci — musnę­ła kula lekko po włosach. Stan rannego groźny, śledztwo, pro­wadzone energicznie w miejscu wypadku, nie wyjaśniło dotąd sprawy, skąd ostre naboje wzięły się w karabinie. Nadmienić wypada, że gdyby karabin ten wypalił był podczas ćwiczeń, mógł był położyć trupem kilku druhów. W tym też mieście policja odkryła kontrabandę u sklepikarki Błaszczyńskiej. Ta uboga wdowa w obawie kary zażyła truciznę, pozostawiając sześcioro dzieci bez żadnego zabezpieczenia. Również pani Gąsiorowska pozostawiła kilkoro dzieci bez opieki. On nie popełniła żadnego czynu karalnego, ale wychodząc z niedzielnego nabożeństwa dostała udaru serca. Sąd żywiecki prowadził również postępowanie przeciw Karolowi Dzikiemu, który zniknął, a którego posądzono o sfałszowanie ostatniej woli Rozalii Dzikiej.
    Tymczasem w Bielsku mało wiarygodnie brzmiały zeznania Stanisława Kluszaka z Lipnika, któremu skradziono paczkę z ubraniami. Jak się okazuje nieszczęsny kurier, w drodze wstąpił do karczmy na „jednego”. Wszystko wskazuje, że na jednym się nie skończyło, a gdy stracił poczucie czasu, utracił i cenną przesyłkę.
    Również mało rozgarniętym okazał się sługa nauczyciela ze szkoły przemysłowej w Bielsku. Regularnie mieszkając ze swym chlebodawcą w Lipniku pożyczał sobie od niego na wieczne nieoddanie różne przedmioty. Przyciśnięty do muru, przyznał się, że rzeczy zaginione on zabierał i zanosił swojej ulubionej na przyszłe ich wspólne gospodarstwo. Nieostrożnego żenicha odprowadziła policya zamiast do kościoła do aresztu, a zamiast dziewuchy, dali mu poduszkę więzienną.
    Podobnie mało zrozumienia znalazł sąd dla leczniczej działalności Joanny Straubinger z Bielska. Ta szwaczka z zawodu, wierząc w noc św. Jana zbierała o wschodzie słońca zioła, które później mieszała na bazie aloesu. Tak przygotowaną miksturę podawał jako krople żołądkowe. Lekarze nie docenili jej farmaceutycznych zdolności uznając medykament za szkodliwy, a sąd wyznaczył karę.

Sprawy edukacyjne wrzesień 1911



    Bardzo ważnym elementem pracy edukacyjnej na zachodnich kresach Galicji była oświata. Z tego względu dużą wagę przywiązywano do rozszerzania się szkół. Dlatego kiedy otwierano nową szkołę pięcioklasową w Lipniku korespondent gazety z żalem zaznaczył: Po pięciu latach istnienia szkoły – nie umiano- czy nie chciano- zaśpiewać paru pieśni polskich, dziatwa szkolna wraz z gronem nauczycielskim poprzestała na hymnie oficjalnym. Ten niesmak zrodził się chyba u korespondenta z „Dziennika Cieszyńskiego” z tego powodu, że gdy pisał miesiąc temu o nowym budynku wychwalał Lipnicza i teraz liczył na jakieś wielkie fanfary narodowe, a tu społeczność postanowiła skromnie otworzyć swoją placówkę. Następujący opis otwarcia tej szkoły, całkiem zwięzły, zamieszcza „Wieniec i Pszczółka” w jednym ze swych wydań październikowych. W niedzielę, 10 go września odbyło się tutaj poświęcenie budynku pięcioklasowej publicznej polskiej szkoły. Po uroczystem nabożeństwie w kościele pa­rafialnym, dokonał aktu poświęcenia miej­scowy katecheta ks. Kobyłeckł. Prócz tłu­mnie zgromadzonych Lipniczan, liczny udział w uroczystości wzięła także ludność okoliczna z Hałcnowa, Kóz i Straconki. Na dziedzińcu szkolnym nastąpiły przemó­wienia przedstawiciela Starostwa w Białej, burmistrza oraz kierownika szkoły p. Glanza. Imieniem Zarządu Głównego T. S. L. przemawiał dyrektor gimnazyum z Białej p. Stein, a imieniem mieszkańców polskich p. Bukowski. Tegoż dnia po południu odbyła się staraniem miejscowego Kola T. S. L. zabawa ludowa, w ogrodzie gospody gmin­nej przy bardzo licznym udziale gości. Dzień 10. września b r. pamiętnym będzie dla Pniaków lipnickich. Mimo większości swej w gminie, musieli 7 lat walczyć o pierwszą polską szkołę dla swoich dzieci. Pomyślny wynik walki każe żywić nadzieję, że zdobywszy to, co najważniejsze, tutej­sza ludność polska dojdzie do przekona­nia, że posyłając swoje dzieci do szkół niemieckich popełnia zdradę narodową. Niestety dużo jeszcze w Lipniku ludzi nie­uświadomionych lub częściej zbałamuco­nych, którzy posyłają dzieci do szkoły niemieckiej. — Czas skończyć z tem — pol­skie dziecko tylko do polskiej szkoły!!