środa, 17 września 2014

Zapomniany kryzys przysięgowy - wrzesień 1914

                                                    
                                                                   Kryzys przysięgowy


    W takiej atmosferze oczekiwano na przysięgę, którą wyznaczono na 19 września 1914 roku. Ochotnicy już wiedzieli, że nie będzie polskiej przysięgi jakiej się spodziewali, lecz zwykła austriacka. Było to dla nich dużym zaskoczeniem, gdyż szli do polskiego wojska, a tu ta sama przysięga. Dodatkowo ślubowanie na wierność na lądzie, na morzu i w powietrzu przeciwko każdemu nieprzyjacielowi, ktokolwiek nim będzie nie pozostawiło złudzeń, że zgadzają się na bratobójczą walkę. Dzień przed przysięgą dochodziło do bardzo burzliwych dyskusji, co należy w takich okolicznościach uczynić.
    Dodatkowo po memoriale cara i przebiegu pierwszych tygodni wojny, „Sokoły” uświadamiają sobie, że gdy dojdzie do zwycięstwa koalicji rosyjsko-francusko-angielskiej, otworzy się Polakom szansa  na zjednoczenia wszystkich ziem polskich łącznie z dostępem do Bałtyku. Natomiast złowrogie milczenie w tej sprawie cesarzy budzi nie tylko niepewność, ale obawy, że po zwycięstwie przymierza niemiecko-austriackiego może dojść do nowego podziału Polski, podyktowanego przede wszystkim przez Niemcy. Ciąg logiczny jest prosty, kto oświadcza się w tej wojnie za Austrią, ten z konieczności musi oświadczyć się za Prusami. Co oznacza, że „Sokoły” staną się sojusznikami największego swojego wroga narodowego - Niemiec.
     Dla wielu był to szok, gdyż nie tego się spodziewali. Z tego też powodu chorążowie Majewski i Jänich wspólnie z prof. Kilińskim przygotowali specjalne memorandum, w którym zakwestionowali słowa przysięgi, jak również złożyli żądanie pełnego wyekwipowa­nia, równego traktowania sokołów ze strzelcami i (...) zastrzeżenie przed ewentualnem oddaniem legjonistów austrjackiemu landszturmowi.


Dnia 19 września przybył pułkownik Zygmunt Zieliński wraz z delegatem NKN-u, aby przejąć dowództwo i odebrać przysięgę. Kompanie ustawiono na podwórzu koszar. Oficerowie kompani, „sokolich” zwrócili się z memoriałem do pułkownika Zielińskiego, zachowując drogę służbową przez swojego dowódcę kapitana Fabrycego.

  Pułkownik Zieliński nie chciał w ogóle oglądać petycji, lecz szorstko powiedział: To sobie możecie w domu schować... po­tem udał się przed front zebranych i stanowczo, krótko oświadczył: Teraz odbędzie się przysięga. A kto nie chce przysięgać - tam, pod mur niech odejdzie. Gdy tylko wypowiedział te słowa, w kompaniach sokolich padła komenda: czwórki w prawo zwrot! Na to pułkownik starając się ratować sytuację i zapanować nad emocjami „Sokołów” wydał komendę: Wróć! Tak nie wolno, to byłby przymus, każdy na swoją rękę niech odejdzie.... Kompanie odeszły z placu, ale już bez komendy.
    Na placu zostali strzelcy w komplecie i kilkunastu „Sokołów”. Doszło do ostrej wymiany słów pomiędzy tymi, co pozostali na placu, a tymi, którzy go opuszczali. Słowa zdrajcy czy tchórze nie należały do najbardziej obraźliwych. Niemniej doświadczony weteran wojenny Zieliński i w tej krytycznej chwili potrafił zapanować nad przyszłymi legionistami, którzy bardziej przypominali w tym momencie wzburzony tłum, niż karnych żołnierzy. Głośno padły słowa przysięgi, a pozostali na placu powtarzali. Gdy ceremoniał został dopełniony, ciśnienie nastrojów trochę opadło, Zieliński powtórnie przemówił. Tym razem już nie w tonie rozkazu, ale spokojnego tłumaczenia. To czego wy żądacie, to moja w tem głowa, to wyekwipowanie i uzbrojenie, ale te papiery to sobie możecie w domu schować.... I pozbywając resztek złudzeń ochotników, uświadomił im sytuację w jakiej się znaleźli dodając: Myślicie, że was do domu puszczą, otóż nie! Tam na stacji wyłapują już i was do armii wcielą. Pod jakim sztandarem wolicie służyć?. Gorzkie słowa prawdy uświadomiły „Sokołom” sytuację, w jakiej się znalazły. Miały do wyboru, albo złożenie tej niechcianej przysięgi i walkę ramię w ramię z kolegami i rodakami, albo też odejście, które spowoduje, że zostaną wcieleni do armii austriackiej, gdzie nie będzie kolegów na których wsparcie można by liczyć. Po godzinnych rozważaniach kompanie ustawiły się ponownie do przysięgi, ale już nie w całości, ok. 60 ochotników postanowiło spróbować szczęścia i wrócić do domu.


Tadeusz Jänich tak wspomina ten moment: Przysięgaliśmy po austrjacku... na wierność na lądzie, na morzu i w powietrzu i co najważniejsze, co nas obchodziło to – przeciwko każdemu nieprzyjacielowi, ktokolwiek nim będzie” i też nie dziwota, że mundur austejacki ozdobiony odznaczeniami zaborczemi, w którem był ubrany pułkownik Zieliński Zygmunt był solą w oku patrjoty górala i niedowierzająco się odnosił obawiając podstępu zdradliwego.
    Potem już do wszystkich przemówił jeszcze raz pułk. Zieliński: Chłopcy! postanowi­łem z wami pójść. Obejmuję nad wami komendę. Niczego od was nie żądam, tylko posłuszeństwa. A odwaga, to już tam - to w polu.
    Następnie odczytano zaprzysiężonym legionistom artykuły wojenne. Nastąpiła kolejna reorganizacja kompanii. „Sokoły”, które wyszły z terenu Podbeskidzia z nadzieją stworzenia samodzielnego sojuszniczego wojska polskiego nie tylko srogo się zawiodły, ale wręcz czuły się oszukane. Słowa zaś przysięgi przepełniły czarę goryczy. Zamiast radości i nadziei panowało przekonanie, że znalazły się w potrzasku.
    Podobne kłopoty z przysięgą miała również tzw. Kompania Śląska, której werbunek rozpoczął się w Cieszynie. W jej składzie byli również członkowie „Sokoła” wywodzący się z Podbeskidzia. Tutaj tylko niewielka grupa odmówiła przysięgi, a reszta została włączona do Legionu Zachodniego.

    W tym miejscu warto dodać, że 5 września taką samą przysięgę bez żadnych zastrzeżeń złożyła tzw. I Brygada i sam Józef Piłsudski, który po nieudanej akcji powstańczej kolejny raz wraca do gry, jednak przynajmniej na razie jako jeden z wielu dowódców. Niewiele osób ma wtedy świadomość, że brygadier, patrząc na przebieg wojny, postanawia związać swoją przyszłość ze zwycięską armią niemiecką. To przecież ona walczyła na terenie „jego” Królestwa, gdzie on czuł się jak ryba w wodzie. Piłsudski na terenie Galicji czuje się zbyt słaby i skrępowany decyzjami NKN oraz chwiejną postawą Austrii. Pruskie wojska (...)składają się wyłącznie z Polaków. Mają polecenie rozmawiać między sobą po polsku. Oficerowie uczą się na gwałt polskiego. Pru­sacy stoją pod każdym względem bez porównania wyżej niż Austrjacy. Imponującą jest ich konsekwencja w postępowaniu. Tak charakteryzował swoje kontakty na zebraniu NKN Józef Piłsudski po powrocie z Kielc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz