piątek, 22 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 8

   Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
Władysław Gołuch - Żywiec

środa, 20 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 10.



Hamburg zaprasza,
czyli miraże pierwszego angażu

Jednym z wielu, którzy słuchali Selmy na koncercie studenckim, był Bernard Pollini, dyrektor Opery w Hamburgu. Zaproponował Selmie angaż. Młodej śpiewaczce wydawało się, że złapała Pana Boga za nogi, zwłaszcza że przyszły pracodawca oferował jej nawet główne role. Te obietnice oraz szansa na usamodzielnienie się i posiadanie wreszcie własnych pieniędzy sprawiły, że na jego propozycję panna Kurz poleciała jak ćma do światła.
Dodatkowym bonusem nowego zatrudnienia okazał się fakt, że głównym reżyserem hamburskiej opery był Gustav Mahler, którego znała i lubiła.

Na początku maja 1895 roku Selma pojechała do rodzinnego miasta, aby pochwalić się swoimi planami rodzicom. Jakież było jej zdziwienie, gdy kilka dni później dziennik „Silesia” w sensacyjnym tonie poinformował, że wychowanka kantora Goldmanna skończyła studia i podpisała kontrakt z Operą w Hamburgu, gdzie będzie zarabiać 9600 florenów rocznie. Informacja ta zelektryzowała wszystkich, jednak samej zainteresowanej przyniosła więcej szkody niż pożytku. Prasa napisała, że Selma Kurz skończyła studia i ma otrzymać bardzo dużo pieniędzy, tymczasem kontrakt nie był jeszcze dopracowany, a ona wciąż była studentką! Aby wyjść z twarzą z tej sytuacji, trzeba było postawić kropkę nad „i”. Wybrała Hamburg. Jej przyjaciele i nauczyciele z Konserwatorium byli przeciw. Prosili, by nie porzucała studiów tuż przed końcem i przede wszystkim nie opuszczała Wiednia, bo powrót będzie trudny. Zwracali uwagę, że w umowie wprawdzie określono górny pułap zarobków, ale nie ustalono konkretnej liczby występów. Pojawiła się też nowa okoliczność, a mianowicie Gustav Mahler nosił się z zamiarem powrotu do Wiednia.
Słowik z Bielska postanowił grać na czas. Było to trudne, gdyż Pollini co miesiąc przesyłał niewielkie zaliczki i bilety do teatru. Dla Selmy, przy jej chronicznym braku pieniędzy, te niewielkie sumy były jak manna z nieba, a bilety stanowiły przepustkę do lepszego świata. Poprosiła więc o odroczenie kontraktu aż do skończenia studiów.

Pollini zgodził się, licząc, że w przyszłości odbije sobie straty. Po występie Selmy w Operze w Hamburgu – w 1895 roku zaśpiewała tam w „Mignon” – nie miał już wątpliwości, że zatrudnił gwiazdę wielkiego formatu.

Aby w pełni zrozumieć ówczesną sytuację Selmy, trzeba wiedzieć, co działo się w jej domu rodzinnym. Rodzinę utrzymywała matka, która musiała również opiekować się chorym ojcem. Jego zaś stan 12 stycznia 1896 roku raptownie się pogorszył. Córka nie mogła przyjechać natychmiast, bo wieczorem miała koncert. Mimo stresu zaśpiewała dobrze. Później pierwszym pociągiem pojechała do Bielska. Pożegnała się z ojcem, który tylko na nią czekał, by umrzeć.

Śmierć ukochanego taty była dla Selmy ciosem, lecz boleść mogła nosić tylko w sercu – rzeczywistość nie pozwalała na sentymenty: w dniu pogrzebu, 17 stycznia wieczorem, miała zakontraktowany płatny koncert. Skromny pogrzeb urządzono więc o 3 rano! Wilhelm Kurz zmarł w 63. roku życia, spoczął na Israelitische Friedhof in Bielitz, pochowany został w sektorze F, rząd XXX, nr grobu 2783 – informuje dr Jacek Proszyk, znawca historii Żydów w Bielsku-Białej, pracownik tutejszego Muzeum Historycznego.

O 7:41 artystka była już w pociągu, a około 15 w Wiedniu, by wieczorem śpiewać. Zarówno ten koncert, jak i następny, z 23 stycznia, gdy wystąpiła wspólnie z 18-letnim wiolonczelistą Jeanem Gerardym, wypadły dobrze. Informacje o występach Selmy pojawiły się w prasie, napisały o nich „Das Vaterland”, „Neues Wiener Journal”, „Wiener Sonn- und Montags-Zeitung”, „Die Presse”, „Reichspost”.
Recenzje były dobre, ale pieniędzy mało. Aby pomóc owdowiałej matce, Selma sprzedała kilka swoich kreacji, a uzyskane w ten sposób 20 guldenów posłała do Bielska.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 7

    Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.

Jerzy Paszek,( pierwszy z prawej), kanonier, - Jasienica

piątek, 15 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 9.



Wyjdź za mnie,
czyli kolejni kandydaci na męża

   Opisując studia Selmy, trudno nie wspomnieć o miłostkach, a raczej fascynacjach różnych dżentelmenów jej osobą. Jak pamiętamy, pierwszym, który proponował jej ożenek, był pracownik tartaku. W tym zauroczeniu palce maczali rodzice. Inaczej miała się sprawa z Jakobem Barberem. Ten pochodzący z Bielska młodzieniec, z dochodem 180 guldenów miesięcznie, oczarowany Selmą wyznał jej nie tylko miłość, ale i poważne zamiary. Słał listy, przekonywał, czekał, przesyłał kwiaty, aż wreszcie 25 kwietnia 1893 roku stanął w jej drzwiach i oświadczył, że przyjechał ją zabrać! W tym samym czasie umizgał się do niej doktor Friedenthal. Nawet dwukrotnie spacerowali razem po Praterze.

   W obu tych przypadkach serce Selmy wprawdzie się poruszyło, ale nie na tyle, by uczucie mogło porwać ją całą. Nieszczęśliwie zakochany Jakob ze złamanym sercem wrócił do Bielska i nigdy już nie spotkał Selmy. Nawet kiedy koncertowała w rodzinnym mieście, urażona męska duma nie pozwolił mu przyjść na występ. Zupełnie inaczej potoczyła się sprawa z doktorem Friedenthalem. Ten imponował młodej bielszczance. Stosunkowo przystojny, dobrze wykształcony i majętny, mógł się podobać. Miał jednak niewielką wadę, którą Selma na szczęście szybko odkryła – pan doktor bardzo lubił kobiety. Wobec powyższego nasza bohaterka zerwała z nim kontakt. Tym skuteczniej, że coraz częściej obracała się w wiedeńskich wyższych sferach, poznając śmietankę towarzyską miasta, które od pierwszej wizyty uznała za swoje.
   Poznała wówczas kompozytora i dyrygenta Gustava Mahlera; w przyszłości ta znajomość będzie miała dla niej kolosalne znaczenie. Uczestniczyła w prywatnych koncertach; 17 listopada 1894 roku jako jedna z ośmiorga artystów wystąpiła przed grupą 50 arystokratów, wśród których był ambasador Francji. Śpiewała ostatnia i zebrała całą śmietankę. Wszyscy mówili o jej występie, a ambasador nie odstępował jej na krok. Podczas koncertu 25 marca 1895 roku znowu inni artyści byli dla niej tłem. Tym razem był to jeden z promocyjnych koncertów organizowanych przez prof. Ressa dla swoich studentów.

środa, 13 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 6

    Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.

Antoni Sikora -  Kaniów

wtorek, 12 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 8.



Wiedeń marzeń i szkoły,
czyli dwa oblicza stolicy

   Wiedeń – miasto, które nigdy nie śpi. Nawet w trakcie wojen i kryzysów na pierwszych stronach gazet goszczą informacje o Operze Wiedeńskiej, a każdy nowy rok nie zaczyna się od hymnu państwowego, tylko od walców. Teraz stał się jej nowym domem. Tym razem jednak stolica powitała ją chłodno. Zamieszkała u rodziny Bettelheim. Rodzina była serdeczna, ale pierwszy pobyt w wielkim obcym mieście bez pieniędzy i pod ciągłą presją dał się młodej bielszczance mocno we znaki. Siedziała sama w domu lub była na lekcjach u profesora Johana Ressa. Każda lekcja była potwornym stresem, bowiem profesor był małomówny, skryty, a to on miał ostatecznie zdecydować czy Selmę przyjmą na studia. Nauczyciel podkreślał wprawdzie, że głos ma dobry, ale równocześnie potworne braki w teorii wychowania muzycznego. Po kilkunastu dniach niepewności otrzymała upragnioną kartkę z podpisem profesora, na której lakonicznie napisał: Proszę okaziciela tej kartki przyjąć na studia.

Kiedy dostała się do Konserwatorium, nieoceniony dr Haase znalazł jej nowe lokum. Zamieszkała u rodziny Kohn-Holländer. Co ważne, pani domu, Cecylia, nie dość, że pochodziła z Bielska, to jeszcze była wyśmienitą pianistką. Bardzo szybko Selma stała się „adoptowaną córką”. To dzięki niej młoda adeptka nie tylko oswoiła się z życiem w wielkim mieście, ale też nauczyła się języka włoskiego, którym doskonale władała pani Cecylia. Państwo Kohn-Holländer nie tylko okazali jej życzliwość i serce, ale również wprowadzili w świat mieszczaństwa stolicy. Dzięki czemu zdolna dziewczyna szybko nabyła wiedeńskiego obycia.

Węgierskie wsparcie,
czyli słów kilka o dobroczyńcy

Jedyną rzeczą, która stale doskwierała Selmie, była pusta kiesa. Życie w stolicy, nawet skromne, dużo kosztowało. Pojawiające się zaproszenia wymagały odpowiedniego stroju, a jej ciągle brakowało pieniędzy, więc oglądała każdego guldena ze wszystkich stron, zanim się z nim rozstała.
W tym miejscu trzeba byłoby zapytać, co na to jej główny sponsor.
Darczyńcą Selmy był węgierski książę Nikolaus Esterházy. Książę Nikolaus był niezwykłym człowiekiem. Kochał sztukę i artystów oraz jazdę konną. Był dziedzicem wielkiej fortuny rodzinnej, w XVIII wieku największej na Węgrzech. Jednak gdy on sam obejmował schedę, sytuacja materialna rodzina nie była wesoła. Rozrzutność i niegospodarność jego dziadka i ojca sprawiły, że zadłużony majątek kurczył się. Nikolaus opanował sytuację, żył jak na księcia oszczędnie. Nie oszczędzał tylko na... artystach.

Selmie był życzliwy i troszczył się o jej edukację. Płacił za studia, fundował bilety do teatru i na koncerty. Ilekroć się spotkali, wręczał jej kilkanaście guldenów oraz podarek w postaci na przykład czerwonego materiału na sukienkę. Jego wsparcie było konkretne, lecz nie pozwalało spocząć na laurach – książę oczekiwał pracy i inwencji twórczej. Swoich stypendystów zapraszał dwa razy w roku do zamku Totis. Czasami przebywało tam nawet 100 artystów naraz. Były występy, pokazy, koncerty, życie towarzyskie kwitło do białego rana. O tym, co tam robili, krążyły legendy. Tymczasem, jak wynika z relacji i wspomnień ich samych, w Totis panowała swoboda artystyczna, lecz o swobodzie obyczajowej nie było mowy. Młode kobiety, w tym Selma, w trakcie pobytu w zamku korzystały z opieki guwernantek.
To właśnie w Totis perła z Bielska po raz pierwszy śpiewała na scenie i zyskała opinię tej, która ma „lwi pazur” w gardle.

Na zamku Totis Selma była aż 19 razy. Życie spędzała na przemian w Wiedniu i w węgierskim zamku, na krótko odwiedzała też Bielsko. W 1893 roku sprawy zaczęły się komplikować. Prof. Ress poważnie zachorował i przez jakiś czas Selma nie miała żadnego nauczyciela śpiewu. Nie uczyła się też gry na fortepianie. Jednak prawdziwa katastrofa wydarzyła się 28 stycznia 1894 roku, kiedy zmarł książę Nikolaus Esterházy.

Prasa zamieszczała liczne i długie artykuły na jego cześć. Dla Selmy i innych stypendystów jego śmierć oznaczała koniec świata – w kwietniu tego roku spadkobierca księcia wstrzymał wszystkie stypendia. Przeszedłszy połowę trudnej drogi w Konserwatorium, młoda artystka nagle stanęła przed groźbą powrotu do domu. Widmo przekreślenia wszystkich dotychczasowych starań i kariery coraz bardziej zaglądało jej w oczy.

Na szczęście miała anioła stróża w osobie dra Haasego. Ten wytrawny bywalec salonów wiedeńskich dał jej listę osób, do których mogła się udać po wsparcie, oraz własną wizytówkę, na której napisał, że jest jego protegowaną. (...) jej małe próbki wokalne powinny przekonać szlachetnych państwa, by jej pomóc. Żywię nadzieję, że tak się stanie. Ze szczerym szacunkiem dr Haase. Wizytówka z taką notatką otwierała bardzo dużo ważnych drzwi. Ilu możnych i bogatych wiedeńczyków sypnęło groszem (o przepraszam – halerzami) z miłości do sztuki i talentu Selmy, a ilu by zaskarbić sobie przychylność znanego polityka, posła i najważniejszego duchownego protestanckiego, którego lubił sam cesarz Franciszek – pozostanie tajemnicą.

piątek, 8 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 5

  Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
Legioniści z Dziedzic J.Sajdok, M.Gazda, E.Wampuszyc, L.Tyc

czwartek, 7 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 7.




Bogactwo w różnorodności,
czyli solidarni ponad podziałami

Przyjazd do Bielska był prawdziwym triumfem. Oto coś, co zdawało się być pisane palcem na wodzie i dla wielu sennym marzeniem, stało się realną możliwością. Selma promieniała, a rodzice przestali wypominać odrzuconego narzeczonego i wspierali córkę. W tym samym czasie niezmordowany Goldmann kolejny raz ruszył na żebry po mieście. Efekt był mizerny... Jednak kantor Ignacy nie zniechęcał się, gdyż nabrał wiary, że skoro udało się zdobyć ogromne pieniądze na naukę, to również znajdą się środki na życie, ubrania i pobyt studentki w Wiedniu.
I w tym miejscu po raz kolejny pokazuje się fenomen rodzinnego miasta, o którym się dzisiaj mało pamięta. Warto przypomnieć, że zarówno Bielsko, jak i Białą w owym czasie zamieszkiwali wspólnie Niemcy, Polacy i Żydzi. Kultury i religie się mieszały. Często też na przełomie XIX i XX wieku dochodziło pomiędzy tymi nacjami do różnego rodzaju konfliktów i rywalizacji. Niemniej w sprawach najważniejszych i na zewnątrz miasta najczęściej solidarnie się wspierali.
Z tego powodu Żyd Ignacy Goldmann udał się z prośbą o wsparcie do ewangelika, pastora dra Theodora Haasego! Przedstawił sprawę i pomoc otrzymał! Od tego momentu ten wpływowy człowiek staje się kolejnym dobry duchem przyszłej śpiewaczki.
Kimże był jej promotor? Warto tej postaci poświęcić trochę miejsca, by zrozumieć czasy, w których przyszło żyć Selmie.

Theodor Carl Haase (ur. 14 lipca 1834) był – jakbyśmy dzisiaj powiedzieli – człowiekiem orkiestrą. Był wybitnym teologiem ewangelickim, pastorem bielskim i cieszyńskim, posłem i politykiem. Miał osobowość bardzo złożoną, a jego działalność można podzielić z grubsza na dwa okresy. Pierwszy, bardzo liberalny, cechował się wielką otwartością. Haase między innymi organizował pomoc finansową dla polskich powstańców styczniowych, którzy schronili się w Bielsku i okolicy w latach 1863–1864. Jednak w połowie lat 60. rozpoczął poważną karierę polityczną, przyjmując poglądy liberalno-nacjonalistyczne. W krótkim czasie stał się przywódcą niemieckiego obozu politycznego (ewangelickiego) w Bielsku oraz na Śląsku Cieszyńskim.

W Bielsku dał się poznać jako dynamiczny kaznodzieja i wyjątkowo utalentowany organizator ewangelicki oraz lokalny polityk. To on doprowadził do otwarcia kolejno: szkoły realnej (1860), Ewangelickiego Seminarium Nauczycielskiego o nowoczesnym pro­gramie nauczania (1867), internatu szkolnego (Alumneum, 1870), niższego gimna­zjum (1871 – przeobrażonego potem w wyższe) oraz szkoły przemysłowej (1874). Próbował nawet przenieść niemiecki uniwersytet ze Lwowa do Bielska (1870). Oso­biście sprowadzał do tych szkół wielu nauczycieli: Niemców i ewangelików, pragnąc uczynić z Bielska silny ośrodek niemieckiej kultury i nauki.
Dr Teodor Haase założył w Bielsku Ewangelicki Związek Kobiet, który utrzymywał ochronkę, a potem sierociniec. Był współtwórcą Ewangelickiego Stowarzyszenia Gustawa Adolfa w Austrii (1861) i przewodniczącym jego śląskiego oddziału (1862). W 1863 roku zorganizował w Bielsku II Zgromadzenie Ogólne tej organizacji. Był także dziennikarzem i współwydawcą wielu pism. Kiedy został seniorem śląskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (1865), silnie zwal­czał znanego pastora cieszyńskiego ks. Leopolda Otto, za jego propolską postawę.

W swych działaniach politycznych był zwolen­nikiem dominacji ludności niemieckiej i przeciwnikiem równouprawnienia naro­dowego słowiańskiego na Śląsku. Był często nagradzany. W 1867 roku otrzymał od cesarza Krzyż Kawalerski Orderu Franciszka Józefa. W lokalnej historii zapisał się szczególnie tym, że w Opawie i Wiedniu forsował uchwały Rady Gminnej Bielska z dnia l.03.1872 roku w sprawie wyłączenia Białej wraz z okolicznymi wsiami z terytorium Galicji i przyłączenia ich do prowincji ślą­skiej. Wywołał tym wielką burzę polityczną w Austrii i został uznany przez polski ruch narodowy za wroga numer jeden Polaków w państwie austriackim i na Śląsku. Tym bardziej że – jak można wnioskować z licznych relacji niemieckiej „Silesii” – to właśnie on był organizatorem wielu imprez politycznych o charakte­rze nacjonalistycznym (Haase zwalczał polski ruch narodowy, zaś ze szczególnym zacięciem ewangelików posługujących się językiem polskim). Co ciekawe, wchodziły w to również liczne działania sławiące żelaznego kanclerza Bismarcka. Było to bardzo kontrowersyjne i wieloznaczne; pamiętajmy, że to on przyczynił się do największej klęski militarnej najjaśniejszego pana cesarza Austrii Franciszka Józefa w 1866 roku.
Dr Haase był posłem w Wiedniu i na Sejm Krajowy w Opawie oraz członkiem Krajowej Rady Szkolnej dla Śląska Austriackiego. Bielska Rada Gminna uchwa­liła 30 maja 1876 roku przyznanie mu tytułu honorowego obywatela miasta. Lepszego i bardziej wpływowego mecenasa Selma nie mogła sobie wymarzyć.

środa, 6 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 4

   Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
Anna i Jan Susek - Kozy

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 6.



Śpiew czy kochanie,
czyli jak Selma amanta odprawiła

Po powrocie z Wiednia najpierw był entuzjazm, później rozterki, a na koniec bezradność. Selma po przyjedzie ze stolicy czuła się już jak primadonna, bo przecież miała glejt od najważniejszego profesora w c.k. Austrii, że śpiewać umie i zdolną dziewczyną jest. Jednak im więcej upływało dni, tym więcej pojawiało się rozterek. Huraoptymizm topniał pod wpływem realizmu, tym bardziej że wyprawy na „połów” sponsora nie przynosiły efektu. Goldmann kilkakrotnie nachodził najbogatszych ludzi w mieście.

Uporczywie czekał na przyjęcie w sekretariatach i za każdym razem wizyta kończyła się tym samym. Wyrazami podziwu dla talentu Selmy i ogólnymi zapewnieniami, że i owszem, jakaś niewielka suma, jednorazowo itp. Nikt nie chciał zostać jej mecenasem. Fabrykanci umieli doskonale kalkulować, a z rachunku podobieństwa wychodziło, że ma ona nikłe szanse, aby zostać wielką primadonną. Mówiąc językiem biznesu, ta inwestycja pociąga za sobą duże koszty, a nie rokuje najmniejszych szans na zysk w przyszłości. Po każdej takiej wizycie kantor smutniał, a w oczach Selmy gasł młodzieńczy zapał.

Rodzice dziewczyny, widząc bezradność misji pt. „Opera”, postanowili przerwać ten chocholi taniec i zapewnić córce dobre i komfortowe życie, oczywiście jak na ich oczekiwania. W tym celu zaaranżowali jej małżeństwo z młodym człowiekiem ze Styrii. Było to o tyle łatwe, że młodzieniec ten spędzał wakacje w Bielsku. Poznał Selmę i zakochał się w niej. W tych okolicznościach rodzice postanowili nie czekać na rozwój wypadków, lecz wydać ją szybko za mąż. Młody człowiek był pracownikiem tartaku ze stałym dochodem, w wysokości aż 45 guldenów! Dla porównania bardzo dobra szwaczka zarabiała sześć razy mniej. Wychodząc za tego człowieka, Selma mogłaby sobie całkiem dostatnio żyć, zapominając o biedzie domu rodzinnego. Tym jednym ruchem nie tylko wyprą mrzonki o scenie, ale co ważniejsze – zapewnią córce godziwą przyszłość. Jakież było ich zdziwienie, gdy Selma, do tej pory posłuszna, zamiast im podziękować, powiedziała stanowcze: NIE! Chce śpiewania, a nie kochania...

A jednak Wiedeń,
czyli jaką moc sprawczą ma prasa

Po odprawieniu niedoszłego narzeczonego i gdy wszystkie próby pozyskania sponsora legły w gruzach, sytuacja Selmy była nie do pozazdroszczenia. W domu rodzinnym atmosfery sielankową nazwać nie można było, a równocześnie zawód krawcowej zaczął ją uwierać. Wszystko bowiem wskazywało, że to tymczasowe zajęcie stanie się podstawowym źródłem jej utrzymania. Kiedy Selma w skrytości serca zaczęła już pewnie rozważać plusy bycia żoną pracownika tartaku, zjawił się jej „anioł stróż” w postaci kantora Goldmanna i oświadczył, że będzie śpiewaczką państwowej opery w Wiedniu, bo on ma plan.

Na czym opierał tę radosną nowinę, Ignacy nie zdradził Selmie, tylko prosił o czas. Tym razem dobry Bóg nie przemówił z gorejącego krzewu jak do Mojżesza, ale wybrał nowoczesny środek komunikacji. Jak się okazuje, „oświecenie” na bielskiego kantora spłynęło po przeczytaniu... prasy. W dzienniku „Pester Lloyd” wyczytał, że w posiadłości księcia Nikolausa Esterházyego w Totis odbył się wspaniały pokaz przygotowany przez jego stypendystów. „Die Presse” i wiele innych gazet opisało, jak w czerwcu 1892 roku na Praterze w Wiedniu książę zorganizował kulturalny festiwal pn. „Garden Party”, w którym wystąpiło wielu młodych artystów. Ta jedna impreza kosztowała 44 tysiące guldenów! Goldmann wiedział, że takiego patrona potrzebuje Selma. Pełen wiary napisał list i po raz kolejny okazało się, że wiara czyni cuda! Już w sierpniu 1892 roku otrzymał odpowiedź, że rekomendacja prof. Gänsbachera jest na tyle przekonująca, że książę Esterházy da jej szansę i zaprasza na przesłuchanie.

Kolejny wyjazd do stolicy odbył się zupełnie w innych warunkach. Zły omen z pierwszego wyjazdu prysnął, a dobra gwiazda zjaśniała na dobre. Selma nie musiała prosić o pieniądze na bilet. Farbiarz Kestel i jego syn Rippel nie tylko wyłożyli potrzebną kwotę, ale również zasponsorowali jej odpowiedni strój. Rudolf i Antonia Kestel byli od 1870 roku właścicielami posesji Nieder Vortstadt [NV.] 128 przy pl. Fabrycznym 1 (Karlsplatz, pl. Dunajewskiego), w 1875 roku uruchomili tam farbiarnię tkanin (Schwarzfärberei) – informuje Piotr Kenig,  znakomity historyk, kierownik Starej Fabryki, Oddziału Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej.

Stolica przywitała ją piękną pogodą, a chodniki nie „podkładały jej nóg”, jak to robiły ostatnio. Bez wywrotki dotarła na przesłuchanie. I tu kolejne zaskoczenie. Sprawdzian umiejętności dziewczyny z Bielska niczym nie przypominał powagi i napięcia, jakie było u profesora Gänsbachera. Znawcy muzyki, wspólnie z księciem Nikolausem, w serdecznej atmosferze wysłuchali Selmy, później bili brawo i nie szczędzili pochwał. Książę zgodził się pokryć koszty studiów pod warunkiem, że wcześniej uczyć ją będzie sam profesor Johan Ress, który ostatecznie potwierdzi, czy może ona studiować od października tegoż roku. Radość Selmy i Ignacego nie miała końca.