poniedziałek, 20 maja 2019

Droga do Niepodległości mieszkańców powiatu bielskiego cz. 28.




Od początku 1917 roku Legiony przeszły na stan i uzbrojenie wojsk niemieckich. Niemcy działali szybko, już 5 stycznia przekazali nowym oddziałom 3 tysiące nowoczesnych karabinów, a przysłani instruktorzy szybko nawiązali dobry kontakt z doświadczonym polskim żołnierzem. Nastąpiły kolejne zmiany w Polskim Korpusie Posiłkowym. Jednak z dnia na dzień szara rzeczywistość zmniejszała entuzjazm wywołany aktem z 5 listopada. Stopniowo prawdziwe cele państw centralnych stawały się jasne.

Wiele mówiącą o prawdziwych relacjach jest dyskusja, do jakiej doszło 19 stycznia 1917 roku w pruskiej Izbie Posłów podczas debaty budżetowej. Poseł Wojciech Korfanty powiedział wówczas: Od półtrzecia roku spływa krew polska dla celów wojennych Niemiec. Żałoba panuje w tysiącach rodzin polskich, lud polski pracuje i bieduje dla wielkości Niemiec, lecz mimo to nadal, pozbawiony swych praw, zdany na samowolę krótkowzrocznej biurokracji, jest obywatelem drugiej klasy. Równouprawnienie znajduje się tylko w rowach strzeleckich, tam przyznaje się mu nawet pewne przywileje.(...) jak dawniej tak i dziś język polski wygnany ze szkoły, sądu i całego w ogóle życia publicznego. Nawet zakaz prywatnej nauki języka polskiego obowiązuje nadal. Nie zniesiono ani jednej z ustaw wyjątkowych antypolskich.
W odpowiedzi na te słowa pruski minister spraw wewnętrznych Loebell nie pozostawiał złudzeń: Polska krew płynie za cele wojny niemieckiej, a potem dodał: Polacy pozostają obywatelami drugiej klasy. P. poseł Korfanty różniczkuje zatem, zdaje się, jeszcze w Niemczech pomiędzy Niemcami a Polakami i ich interesami. Pan, p. pośle Korfanty, i członkowie pańskiej frakcji, jesteście Prusakami i Niemcami, a za Niemcy walczymy wszyscy, przypuszczam, także pan i pańscy rodacy. Stwarzać różnicę pomiędzy polskiemi interesami a niemieckiemi tutaj w kraju, jest niewłaściwem, jest niemożliwem....
W parlamencie wiedeńskim stronnictwa nacjonalistyczne także prowadziły antypolską politykę. Polacy podnieśli kwestię, że Galicja ciągle traktowana jest jak kolonia, posłowie niemieccy w odpowiedzi przytoczyli pojedyncze przypadki nielojalności Polaków. Poseł Reger domagał się, by nie uogólniać tych faktów, na to niemiecki poseł Heine dorwał się do mównicy i ogłosił: w Galicji za mało jeszcze powieszono ludzi. Konsternacja w sali parlamentarnej była wielka... W tym samym czasie Liga Państwowości Polskiej i Klub Państwowców Polskich oficjalnie wystąpiły z propozycją, aby arcyksiążę Karol Stefan z Żywca został przyszłym królem Polski.

Niemieckie podwaliny pod państwo polskie
Tymczasowa Rada Stanu okazała się słabą namiastką rządu i wkrótce została sprowadzona do roli ciała opiniodawczego. Działający w niej Piłsudski szybko się zorientował, że rada to nowy NKN ze wszystkimi tego konsekwencjami, dlatego też po kilku miesiącach pracy i próbie podporządkowania sobie rady podjął kolejną rozgrywkę. Beseler nie zamierzał bowiem powtarzać błędów popełnionych przez Austriaków i postanowił zorganizować wojsko na nowych zasadach - korzystać z doświadczenia poszczególnych oficerów, podoficerów i szeregowych, ale nie zostawiać całych oddziałów. Liczył na to, że przemieszanie żołnierzy i zerwanie wytworzonych więzów pozwoli uwolnić się od wpływu Piłsudskiego i Rady Pułkowników. By to osiągnąć, rozdzielano skrupulatnie „galicjan” od „królewiaków”.

    W tym samym czasie w marcu 1917 roku doszło do pierwszego przewrotu w Rosji. Powstał Rząd Tymczasowy z Aleksandrem Kiereńskim na czele. Wydał on odezwę do Polaków, w której zapowiadał powstanie niepodległego państwa polskiego, związanego wolnym związkiem militarnym z Rosją. Miesiąc później do wojny przystąpiły Stany Zjednoczone. Te dwa fakty diametralnie zmieniły polityczny układ sił. Rewolucja w Rosji i upadek caratu sprawiły, że rozbita armia rosyjska przestała zagrażać polskim aspiracjom państwowym. Legiony powołane do walki na froncie wschodnim straciły przeciwnika. Ogarnięta rewolucją Rosja wydawała się całkiem niegroźna.
Tymczasem Wiedeń traktował powstanie Polskiego Korpusu Posiłkowego jako swą klęskę polityczną, tym dotkliwszą, że pozbywał się doborowych oddziałów ze słabnącej armii. Jednak w związku z rewolucją w Rosji i narastającymi nieporozumieniami na linii Rada Stanu - Piłsudski - Niemcy 10 kwietnia 1917 roku uzgodniono, że PKP zostanie w całości przekazany do sformowania Beselerowi, jednak po 1 lipca obywatele Austro-Węgier powrócą pod rozkazy austriackie.
W tym miejscu trzeba przypomnieć, że zaborcy, konstruując powojenny ład w Europie, nie widzieli w nim miejsca dla zjednoczonej Polski, która byłaby groźna, a co najwyżej dla niewielkiego, całkowicie zależnego od nich państewka. Dlatego też Austriacy wspierali Ukraińców, a Niemcy Litwinów w ich aspiracjach narodowych. Wobec chaosu w Rosji tylko dążenia polskie stały w sprzeczności z ich planami, toteż budowanie podwalin państwowości Ukrainy i Litwy musiało się opierać na hasłach antypolskich. Warto o tym pamiętać, aby zrozumieć późniejsze nieporozumienia i silne antagonizmy pomiędzy naszymi narodami.

Drugi kryzys przysięgowy



Pod wpływem wydarzeń międzynarodowych Piłsudski doszedł do wniosku, że z dalszego istnienia Legionów korzyści wyciągną głównie Niemcy. Szukał więc pretekstu, aby zerwać współpracę z państwami centralnymi. Szukał, szukał i znalazł. Swoje postępowanie tłumaczył jasno: Nasza wspólna droga z Niemcami skończyła się. Rosja - nasz wspólny wróg w tej światowej wojnie - skończyła swoją rolę. Wspólny interes przestał istnieć. Wszystkie nasze i niemieckie interesy układają się przeciw sobie. W interesie Niemiec leży przede wszystkim pobicie aliantów; w naszym - by alianci pobili Niemców (...) Dlatego też wy do tej Armii Polskiej nie pójdziecie. (...) Mówimy Niemcom otwarcie, że nasze drogi się rozeszły i że idziemy swoją drogą . Komenda Legionów wydała rozkaz składania przysięgi tylko królewiakom - wyłączyła przez to 60% (t. j. poddanych austriackich) z udziału w tworzeniu armii polskiej.
II Brygada, a raczej galicjanie, w wyniku nowych porozumień niemiecko-austriackich zostali przetransportowani do Galicji, w rejon Przemyśla, ponownie przeformowani w Polski Korpus Posiłkowy i przekazani pod dowództwo austro-węgierskie.



Na czele PKP stał teraz pułkownik (wkrótce generał) Zygmunt Zieliński, II Brygadą dowodził pułkownik Józef Haller, 2 pułkiem piechoty podpułkownik Michał Żymierski, 3 pułkiem major Józef Zając, 2 pułkiem ułanów rotmistrz Jan Dunin-Wąsowicz, pułkiem artylerii major Włodzimierz Zagórski. Całość razem z oddziałami i instytucjami tyłowymi skupiała we wrześniu 1917 roku 347 oficerów i około 5700 podoficerów oraz szeregowych. Ponownie otrzymali wyposażenie i uzbrojenie austriackie.
Ci, którzy pełnili służbę w Polskim Korpusie Posiłkowym, uważali się za kadrę przyszłej armii polskiej. Jednak prace nad przywróceniem korpusowi siły bojowej postępowały powoli. Nie udało się odtworzyć pełnych stanów osobowych poszczególnych oddziałów, a stan wyposażenia i umundurowania większości z nich wyglądał tragicznie. Austriacy, pomimo że potrzebowali legionistów, zaopatrywali ich na samym końcu i to jeszcze przeważnie w kiepską broń. Legiony, pozbawione uzupełnień i zaplecza, słabo wyposażone, nie przedstawiały poza doświadczeniem żołnierskim wielkiej wartości bojowej, co stworzyło przekonanie, że znalazły się na „etacie śmierci” i skazane są na wyniszczenie.

Rozwój wypadków w pełni potwierdził przypuszczenia legionistów. Wbrew ustaleniom, stanowisku polityków galicyjskich i Rady Regencyjnej AOK przekazała Polski Korpus Posiłkowy 3 armii obsadzającej front od Prutu do Dniestru. Polacy zrozumieli, że obietnica rozbudowy korpusu w celu utworzenia wojska polskiego była tylko „austriackim gadaniem” ze strony AOK. Na przełomie października i listopada 1917 roku pierwsze oddziały wyruszyły na front. Wszyscy wiedzieli, że wojna powoli się kończy, dlatego Austriacy postanowili maksymalnie wykrwawić Legiony, aby po wojnie, gdy przyjdzie do realizacji wcześniejszych ustaleń, korpus nie przedstawiał żadnej siły bojowej, a raczej przypominał nieliczny klub inwalidów wojennych. Zarówno Zieliński, jak i Haller doskonale wyczuli intencje sojuszników i podczas operacji frontowych maksymalnie oszczędzali swoich ludzi. Mogli łatwo wytłumaczyć swoje zachowanie brakami sprzętowymi. Widząc to, Austriacy szybko wycofali legionistów z pierwszej linii i cały korpus został rezerwą 3 armii.

poniedziałek, 13 maja 2019

Droga do Niepodległości mieszkańców powiatu bielskiego cz. 27.



Legioniści na froncie

W lutym 1916 roku naczelne dowództwo odwołało generała Trzaskę-Durskiego, a jego miejsce zajął austriacki generał Stanisław Puchalski.
Kwiecień i maj roku 1916 przeszedł właściwie bez walk. Komenda wojsk sprzymierzonych nabrała złudnego przekonana, że rozbudowywane przez zimę i wiosnę umocnienia polowe są nie do zdobycia. Panowało powszechne przekonanie, że armia rosyjska jest słaba, więc znaczną ilość wojsk niemieckich przeniesiono na zachód. Dlatego czerwcowa ofensywa generała Aleksieja Brusiłowa zaskoczyła zarówno żołnierzy państw centralnych, jak i legionistów. W tej sytuacji II Brygadę ściągnięto z Liszniówki i Karasina w rejon Hruziatyna i Hołuzji. W stoczonych tam walkach Karpatczycy ponieśli znaczne straty, gdyż doszło do odsłonięcia skrzydeł polskich oddziałów przez cofających się Austriaków. Dużą rolę w tym miały również oddziały czeskie, które mając dużo sympatii do Rosjan jako Słowian poddawały się przy lada sposobności lub schodziły z linii frontu w trakcie bitwy, nikogo o tym nie informując.

Sytuacja na tym odcinku unormowała się początkiem lipca. W tym też miesiącu 15 odbył się pokaz pułków legionowych, który odebrali wspólnie niemiecki generał Fryderyk von Bernhardi, Józef Piłsudski i Józef Haller, któremu powierzono dowództwo nad II Brygadą. Zaraz po tym wydarzeniu 28 lipca Żelazna Brygada biła się pod Dubniakami, a 2 sierpnia pod Sitowiczami. Do ciężkiego boju doszło 3 sierpnia pod Rudką Miryńską. Legioniści odbili wówczas utracone przez wojska austro-węgierskie pozycje nad Stochodem. Ta bitwa kończy ten okres pobytu II Brygady na Wołyniu.
W tym samym czasie Piłsudski zażądał utworzenia tymczasowego Rządu Narodowego i natychmiastowego wycofania Legionów z frontu, aby na ich bazie budować nowe wojsko polskie, tym razem bez oficerów austriackich. Równocześnie, 29 lipca 1916 roku, ze względu na konflikt z Puchalskim, złożył prośbę o dymisję, uzasadniając ją faktem, że nie ma politycznych rezultatów walk Legionów. Aby wygrać tego pokera, wydał dyspozycję, by legioniści - obywatele rosyjscy również złożyli prośby o dymisję, a poddanych austriackich skłaniał, aby wnioskowali o przeniesienie do armii austro-węgierskiej. Była to akcja polityczna nastawiona na samolikwidację Legionów. Jednak w II Brygadzie Zieliński sprzeciwiał się wszelkiemu politykowaniu i nieraz dyscyplinował Hallera, aby ten również nie mieszał się do spraw politycznych.
Teraz jednak zarysowuje się bolesny rozłam w Legjonach c.k. i k. Komenda Legjonów widząc, że ruch dymisyjny przyjął charakter masowy, stara się przynajmniej rozbić jedność Legjonów. Uwagę swą zwraca przede wszystkiem na najbardziej lojalną zawsze II Brygadę. Oficerowie tej brygady przeciwstawiają się ruchowi dymisyjnemu, traktując go jako politykę w wojsku. Temu stanowisku przeciwstawiamy nasze stanowisko. Zgadzamy się z oficerami II Brygady, że żołnierz politykować nie powinien - wspominał Roman Starzyński.

Inny zwolennik Piłsudskiego Kazimierz Kierkowski tak tłumaczył to politykowanie: Niechaj nikogo nie dziwi i nie gorszy, że żołnierz się buntował i politykował, bo przecież - musiał to czynić dla obrony polskości wojska. W tych ciężkich chwilach Legjoniści byli nie tylko wojskiem, ale i niejako Rządem własnym: buntowano się przeciw najezdnikom!.
Wydaje się mało prawdopodobne, by te rozgrywki polityczne dochodziły do szerszego ogółu. Mieszkańcy Podbeskidzia emocjonowali się innym wydarzeniem.

Najważniejszą informacją, jaka obiegła region we wrześniu 1916 roku, była wizyta cesarza Wilhelma II w Żywcu. 20 września w poniedziałek popołudniu przybył do Żywca cesarz niemiecki wraz ze swoją świtą w celu złożenia wizyty arcyksięciu Karolowi Stefanowi. Cesarz zabawił około godziny w zamku arcyksiążęcym. Gminy Zapłocie, Isep i Żywiec przybrały świąteczny wygląd i udekorowały ulice chorągwiami. Młodzież szkolna i rzesze publiczności zgotowały cesarzowi w przejeździe gorące owacye.

Chociaż z informacji prasowej niewiele więcej można wyczytać, to jednak pojawienie się cesarza Niemiec w niewielkim miasteczku musi rodzić pytania o cel tej wizyty, zwłaszcza że kilka dni wcześniej, 13 września, do miasta nad Sołą i Koszarawą przybył również marszałek polny, naczelny komendant armii arcyksiążę Fryderyk. Takie nagromadzenie osób z pierwszej ligi politycznej u Karola Stefana, który przecież nie pełnił żadnych funkcji publicznych, musiało intrygować. Kilka tygodni później cenzura pruska pozwoliła pisać, że przyszłym królem Polski będzie nie kto inny, tylko arcyksiążę Karol Stefan.


Polski Korpus Posiłkowy
    Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, Polacy postanowili pozbyć się całkowicie nadzoru wojskowych austriackich. 20 września 1916 roku ogłoszono rozkaz AOK, zapowiadający tworzenie szerszej formacji wojskowej i przeformowanie Legionów w Polski Korpus Posiłkowy. Niemcy postanowili, idąc za radą Austriaków, jednocześnie pozbyć się z szeregów Piłsudskiego, wiedząc, że przy następnym rozdaniu będzie on licytował jeszcze wyżej. Legiony cofnięto na tyły, a komendantowi wręczono dymisję. Dowódcą obozu w Baranowiczach został mianowany Józef Haller, który miał przeprowadzić zmiany organizacyjne tworzące fundamenty Polskiego Korpusu Posiłkowego. Liczono też na zmianę nastrojów, które były zdecydowanie wrogie Komendzie, AOK i NKN. Rozkazem Kwatery Głównej wojsk z 20 września legionistów poinformowano, że Jego Cesarska i Królewska Mość udzieliła błogosławieństwa tworzeniu Polskiego Korpusu Posiłkowego w sile dwóch dywizji piechoty. Co ważne, oddziały miały otrzymać sztandary, na jednej stronie z orłem polskim, na drugiej stronie z wizerunkiem Matki Boskiej, wzorowane na historycznych sztandarach polskich.

Ostateczne decyzje dotyczące PKP zostały podjęte 18 października 1916 roku podczas konferencji austriackich i niemieckich polityków oraz wojskowych w Pszczynie. Tam też powierzono organizację wojsk polskich Niemcom i przekazano je pod komendę generała Hansa von Beselera. Od tego momentu, ku sporemu zaskoczeniu, sprawa polska została związana z Cesarstwem Niemieckim. Istnienie NKN-u przestało mieć uzasadnienie, a słabnąca militarnie, nękana kryzysem wewnętrznym Austria z żalem pozbywała się legionistów. Równie dużo żalu płynęło z listu Józefa Więzika ze Szczyrku, który pisał do swojej żony: Najprzód niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Piszę do ciebie Józef Więzik kochana żono i dowiaduje się o twoim zdrowiu i powodzeniu, Teraz was pozdrawiam wszystkich w domu i pozdrawiam siostry, szwagrów  i także ojców twoich i siostry twoje. Teraz ci piszę, ja byłem bardzo chory, tylko teraz mi lepiej, bo ja chodzę do doktora naszego, który pochodzi z Krakowa. I pozdrawiam wszystkich sąsiadów z Zawody i od Kuboska, i szwagra od Cymbale, i pozdrawiam Urbańca Kubę i jego żonę, i napiszcie mi adres od niego bo mi koledzy mówili że on jest w Rosyji tylko ja nic o nim nie wiem. Teraz jeszcze raz pozdrawiam cię kochana żono i pozdrawiam nasze dzieci. Niech wam Pan Bóg błogosławi i Matka Jego Przenajświętsza. Z Bogiem zostawajcie  do miłego zobaczenia się z Wami.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Droga do Niepodległości mieszkańców powiatu bielskiego cz. 26.

Rok 1915

Działania frontowe
10 stycznia 1915 r. znowu pułk  Zielińskiego przerzucony został w Alpy Rodniańskie i rozpoczął walki, których rezultatem było zdobycie Kirlibaby, a potem zwycięski pochód aż do Niżninowa nad Dniestrem. Ten pierwszy, bardzo ciężki okres bojów, zwany okresem karpackim, kończył się na Bortnikach. Do Brygady na stałe przylgnęły po nim określenia Karpacka i Żelazna. Pułk, wyczerpany tylu przejściami, udał się na parotygodniowy wypoczynek do Kołomyi. Gdy 27 lutego 1915 roku z rozkazu Komendy Armii legioniści maszerowali ku Nadwornej, znowu pod Mołotków i Sołotwinę, przypominali bardziej szpital przemęczonych żołnierzy niż jednostkę bojową. Z całego baonu zdolnych do służby było 45 ludzi. 14 marca 2 batalionu godnie reprezentował na pozycjach już tylko jeden szeregowiec. Tego dnia zachorował nawet żelazny pułkownik Zieliński.
Żołnierze II Brygady, broniąc Węgier przed rosyjską inwazją, uważali, że służą polskiej sprawie. Z każdym kilometrem szlaku bojowego rosła ich wola wytrwania i przekonanie, że dopóki istnieją Legiony i póki się biją, idea niepodległości żyje. Boleśnie przy tym odczuwali skupienie uwagi społeczeństwa oraz NKN na I Brygadzie oraz dorabianie im czarnej legendy ślepego narzędzia w ręku austriackiego zaborcy.

Żołnierze z Podbeskidzi jednak się nie zastanawiali nad tym, lecz walczyli i ginęli. Antoni Cierniak z Buczkowic wspominał, że członkowie jego rodziny Jan i Józef Wałęgowie zginęli na froncie w dość niecodziennych okolicznościach. Kiedy jeden z braci padł od kuli nieprzyjaciela, drugi rzucił się, by wynieść ciało z pola bitwy. Wtedy, gdy ciało brata wynosił, został również trafiony. Padł martwy. Po ustaniu ostrzału splecione ciała braci złożono w zbiorowej mogile.
Po pierwszym „sezonie” walk wykrwawione oddziały nie miały dobrego samopoczucia. Żołnierze czuli się lekceważeni przez sojuszników i traktowani jak mięso armatnie.
Pod austriackim dowództwem
W połowie marca II Brygada, czyli grupy Hallera i Zielińskiego, połączyły się w Kołomyi. W ich szeregach znajdowało się wówczas tylko 5173 żołnierzy. W czasie postoju przystąpiono do zapowiedzianych już wcześniej prac organizacyjnych, mających na celu połączenie wszystkich oddziałów w II Brygadę. Dowództwo powierzono Austriakowi, pułkownikowi Ferdynandowi Küttnerowi, nieznającemu w ogóle języka polskiego. Dowództwa II brygady nie obejmuje ani Haller, ani zżyty z brygadą dziadek Zieliński, obydwaj zostają właściwie bez przydziałów. Dla legionistów był do dotkliwy policzek, gdyż liczyli na połączenie się z I Brygadą i posiadanie polskiego dowódcy, a tymczasem pojawił się Küttner, który przyprowadził ze sobą wielu austriackich oficerów. Ze względu na potężne straty doszło też do kolejnej reorganizacji brygady.
Po tych zmianach nie było w II Brygadzie dobrej atmosfery. Generał Karol Trzaska-Durski nie cieszył się nigdy szczególnym szacunkiem, wielu oskarżało go o brak umiejętności dowodzenia, co miało doprowadzić do wysokich strat w bitwie pod Mołotkowem. Liczono, że dowództwo obejmie cieszący się dużą popularnością pułkownik Zygmunt Zieliński, zwany przez podwładnych dziadkiem. Zdecydowanie stronił on od polityki, podkreślając, że jest żołnierzem i dowodzi żołnierzami, natomiast od polityki są politycy. Ta postawa, bardzo jasno określona, była doceniana przez NKN, lecz krytykowana przez tzw. Radę Pułkowników, skupioną wokół Józefa Piłsudskiego. Zielińskiego ceniono za jego zimną krew, odwagę, rozległą wiedzę wojskową i troskę o żołnierzy. Walcząc o lepszy sprzęt i warunki służby, dziadek często wchodził w spory z przełożonymi.
Osobą, która miała niesamowitą charyzmę, był generał Józef Haller, który potrafił sprawić, że podwładni go kochali. Jasno precyzował swoje poglądy polityczne i, co ważne, ostro występował w obronie legionistów, nie wahając się przeciwstawić swoich poglądów opiniom wyższych oficerów armii austro-węgierskiej. Z dowódców batalionów znajomością wojennego rzemiosła, odwagą i ambicją wyróżniali się Henryk Minkiewicz, Marian Januszajtis i Bolesław Roja. Jednak pierwszemu pamiętano bardzo ostry zatarg z Piłsudskim, a Bolesław Roja i Januszajtis zasłużyli sobie na opinię łatwo szafujących krwią swoją i żołnierzy.
W połowie kwietnia legioniści zostali wysłani na Bukowinę w okolice Dobronowiec. 13 maja 1915 roku skutkiem odwrotu Austriaków, II Brygada zmuszona była do opuszczenia zajmowanych pozycji. W czasie tego odwrotu część pułku, zaatakowana przez przeważające siły rosyjskie, poniosła dość dotkliwe straty. Podjęta jednak parę tygodni później ofensywa doprowadziła do zdobycia Rarańczy, gdzie legioniści przejęli karabiny maszynowe.
Do historii II Brygady i chwały Sokołów przeszła słynna szarża pod Rokitną. Posłuszny rozkazowi drugi szwadron, sformowany głównie z Sokołów jeszcze w Krakowie, pod dowództwem Zbigniewa Dunina-Wąsowicza dokonał szarży na potrójne, kryte okopy rosyjskie. Polacy zdobyli okopy, niestety po tej szarży pozostało tylko sześciu kawalerzystów.

Kampania besarabsko-bukowińska zakończyła się porażką wojsk państw centralnych. Jednak na terenie Galicji państwom centralnym udało się odbić zajęte wcześniej przez Rosjan Przemyśl i Lwów. Od tego momentu przez cały rok 1915 pojawiały się próby zawarcia z Rosją pokoju odrębnego. Taki pokój był możliwy jedynie kosztem ziem polskich, które mogłyby stanowić teren do podziałów, dlatego też legioniści na próżno w tym czasie czekali na proklamację powstania państwa polskiego.
II Brygada trwała na swoich posterunkach w rejonie Rokitna - Rarańcza. Po pierwszym roku wojny żołnierzom II Brygady towarzyszyło rozgoryczenie spowodowane ciągłym milczeniem cesarzy w sprawie polskiej oraz świadomość, że za marzenia płacą własną krwią. Tej zaś polało się o wiele za dużo. Jak wynika z szacunków Departamentu Wojskowego NKN dokonanego w lipcu 1915 roku, ponad 7 tysięcy legionistów poległo, odniosło rany, dostało się do niewoli lub zaginęło. Wiele budynków na terenie Podbeskidzia zamieniono na szpitale. W samym tylko budynku Szkoły Przemysłowej w Bielsku do stycznia przebywało 3 400 rannych.
W rejonie Rokitna - Rarańcza legioniści walczyli do połowy października, czyli aż do odwołania na nowy teren bojów - na Wołyń, gdzie na jakiś czas połączone zostały wszystkie brygady legionowe. W międzyczasie 5 sierpnia 1915 roku lakoniczny komunikat „Warschau gefallen” poinformował wszystkich, że Niemcy zdobyli Warszawę. Dowództwo niemieckie ze względów politycznych nie pozwoliło legionistom brać udziału w zajęciu Warszawy.
Połączone legiony działały w ramach austro-węgierskiej 4 armii. Wysyłając wszystkie polskie oddziały w jeden rejon frontu, Austriacy spełniali postulaty Naczelnego Komitetu Narodowego. Liczyli, że w ten sposób zniwelują rosnące w polskich szeregach rozczarowanie dotychczasową postawą Wiednia i naczelnego dowództwa. Jednak to, co mogło wywrzeć pozytywny skutek jesienią 1914 roku, obecnie było daleko niewystarczające. (...) Oczekiwali połączenia ziem zaborów rosyjskiego i austriackiego, powołania na nich polskiej administracji i usamodzielnienia się Legionów.
Józef Piłsudski, korzystając z okazji połączenia Legionów, chciał rozegrać kolejną partię pokerową. Postanowił zalicytować, gdyż nabrał przekonania, że już czas, aby jasno określić przyszłość Polski i Legionów oraz zawalczyć ze słabnącym NKN o przywództwo polityczne. Czas wydawał się odpowiedni, tym bardziej, że I Brygadzie groziło podporządkowanie się Komendzie Legionów. Do tej pory zwierzchnictwo to było czysto teoretyczne, a I Brygada cieszyła się znaczną autonomią. Teraz, gdy jednostki znalazły się obok siebie, ingerencja komendy była pewna. W związku z tym podjęto cały szereg działań, aby na każdym kroku podkreślać swoją odrębność i autonomię. Było to o tyle łatwiejsze, że Legiony różniły się już samym wyglądem. Żołnierz II brygady pozdrawia całą ręką, na kołnierzu nosi gwiazdki typu austrjackiego, również nakrycie głowy różni go od żołnierza I brygady, gdyż II brygada nosi miękkie rogatywki, miast przyjętych w oddziałach Piłsudskiego maciejówek.

Legioniści - już nie tylko Sokoły z II Brygady, ale i ci z pozostałych brygad - coraz częściej zadawali pytanie, czy wobec wyparcia wojsk rosyjskich z większości ziem polskich i złej kondycji imperium Romanowów dalsza walka nie będzie się toczyła jedynie w imię interesów państw centralnych. Żołnierze II Brygady, wchodząc na teren Królestwa, dowiadywali się o kontrybucjach, wywłaszczeniach i wywózkach na roboty przymusowe do Niemiec. Wysokość szkód wyrządzonych np. Towarzystwu Łowickiemu przez rekwizycje władz niemieckich wyniosła około 900.000 rubli, ogólna zaś suma strat wskutek gospodarki władz okupacyjnych i bezpośrednich działań wojennych dochodziła do 2.000.000 rubli.
Ocenia się, że na przymusowe roboty w ramach tzw. zwalczania wstrętu do pracy wywieziono do Niemiec ponad 80 tysięcy robotników. Takie zachowanie sojusznika przy ciągłym braku jasnych deklaracji w sprawie polskiej prowadziło w szeregach legionowych do ciągłych napięć, na które nakładały się waśnie wewnętrzne i rywalizacja polityczna.
Pod koniec października długo oczekiwane ostatnie pułki II Brygady dotarły na Wołyń, przetransportowane drogą kolejową do stacji Maniewicze. Pomiędzy 20 a 24 października na ziemię poleską przybyła radośnie powitana karpacka II-ga Brygada. I tutaj kolejny raz powtórzył się los tułaczy, którzy niemal bezpośrednio po wyładowaniu z wagonów zostali skierowani na pobliski front, aby ratować oddziały austro-węgierskie z XXI brygady, stojące pod Kostiuchnówką. W tej sytuacji Komenda Legionów przygotowała kontr-uderzenie. Oddziały legionowe razem ze wspierającymi je węgierskimi, austriackimi i niemieckimi, ponosząc znaczne straty, odbiły część utraconych pozycji. Rosjanie utrzymali jednak Kostiuchnówkę i pobliskie wzgórze 195,45. Rozkaz zdobycia ich rankiem 5 listopada odebrały kompanie z 2 i 3 pułków piechoty. Przeciwko wysyłaniu żołnierzy, którym nie zapewniono wsparcia artylerii, na umocnione pozycje wroga protestował komendant 3 pułku podpułkownik Henryk Minkiewicz. Jednak Komenda, zobowiązana przez dowództwo austriackie, potwierdziła rozkaz szturmu. „Karpatczycy” w trudnych warunkach pogodowych, nie znając terenu, ruszyli w stronę nieprzyjaciela, korzystając z mroku i mgły. Kiedy od okopów przeciwnika dzieliło ich zaledwie 150 metrów, mgła się rozproszyła i tyraliera legionistów na otwartym polu stała się celem dla Rosjan.

Idący na czele por. Łysek poderwał ludzi do ataku, a podchor. Lejczak dobył szabli i krzyknął: Naprzód! Niech psiekrwie wiedzą, że idą polskie oficery!. Chwilę później on i jego pluton opuścili na zawsze swoich towarzyszy. Jak łatwo się domyślić, bez odpowiedniego wsparcia żołnierze legionowi zostali w tej bitwie zdziesiątkowani. Jednak ich męstwo, wola walki i wyszkolenie zostały zauważone przez niemieckich „towarzyszy broni”, którzy wzgórze koło Kostiuchnówki nazwali Polską Górą, a pobliski lasek - Polskim Laskiem. Posypał się też cały deszcz wysokich bojowych odznaczeń od państw centralnych dla legionistów. Nastąpiła wyraźnie wyczuwalna zmiana stosunku wyższych dowództw austro-węgierskich i niemieckich do Legionów. W dokumentach i rozkazach zaczęto używać powszechnie i - co ważne - oddolnie, bez rozkazu, określenia Wojsko Polskie! Szczególnie Niemcy widzieli, jak bardzo na korzyść wyróżniali się Polacy na tle wielonarodowej armii C.K. Rozpoczęli więc pertraktacje z Austro-Węgrami, dotyczące przekazania Legionów pod dowództwo niemieckie.
Po opisanych wyżej walkach front na tym odcinku zastygł. Jedynie w nocy z 7 na 8 listopada 1915 roku II Brygada stoczyła ciężki bój pod Bielgowem z nieprzyjacielem, który wdarł się na tyły. Pułki II i III Brygad spędzały zimę na pozycjach nad rzeczką Garbach w rejonie Kostiuchnówki, Optowej oraz Kołodja. Zimujące oddziały intensywnie szkolono, poza tym prowadzono wśród żołnierzy szeroko zakrojoną akcję oświatową, otwarto szkoły podoficerskie i kursy oficerskie. W działaniu na polu edukacyjnym wyróżniał się porucznik Józef Kustroń.
Dopiero teraz można było w całej krasie zobaczyć, jak poszczególne brygady się różnią, jeśli chodzi o krój i kolor mundurów, odznaczenia i stopnie. Oficerowie, którzy przeszli do Legionów z armii austro-węgierskiej musieli zachować swoje dotychczasowe mundury z różnych formacji, obozowisko legionistów przypominało więc bardziej zlot militarny, a nie regularne oddziały. Wszelkie próby ujednolicenia wyglądu napotykały wielki opór. Nawet próba ujednolicenia odznaki legionowej na wzór II Brygady się nie udała.

Podczas walk pozycyjnych legioniści postarali się o to, aby zorganizować prawdziwe kino zaledwie dwa kilometry od linii frontu. Kinoteatr „Szopa” stał się miejscem wielu spotkań, oficerowie i lekarze przekazywali tam legionistom wiedzę z wojskową i sanitarną.
Zamiłowanie legionistów do X muzy docenili szybko filmowcy, którzy przygotowali film na temat II Brygady. 10 kwietnia 1916 roku w kinoteatrze Hötzendorf w Wiedniu odbyła się premiera filmu, na którą przybyła między innymi arcyksiężna Izabella. Przesunęły się przed widzami rozmaite epizody z dziejów 2-giej brygady na polach bessarabskich. (...) Były tam sceny z walk – odparcie Moskali zbliżających się nagłym atakiem, artyleria legionów w ogniu, schwytanie jeńca. (...) Były i sceny z życia obozów, ranna toaleta w źródełku przed pozycyą, „menaż” z kuchni polowej, koncert legionistów-muzykantów z instrumentami własnej prodykcyi, transport rannych itp. Autorem tych oryginalnych i pięknych zdjęć jest chor. Legionów polskich Maksymilian Staransky.



Pod koniec 1915 roku arcyksiążę Karol Stefan z Żywca razem z rodziną przebywał w Wiedniu. Dowiedziawszy się, że w Allgemeines Krankenhaus przebywają ranni legioniści, udał się do nich 28 grudnia. Arcyksiążę przywiózł ze sobą opłatek z Żywca i łamał się nim z dzielnym polskim żołnierzem, składając mu życzenia szybkiego wyzdrowienia i zwycięstwa, przez nas wszystkich tak upragnionego. Obdarzył go również wybornymi piernikami z żywieckiej kuchni pałacowej, a wśród dłuższej rozmowy wypytywał troskliwie o rany i przebieg leczenia.

piątek, 26 kwietnia 2019

wtorek, 23 kwietnia 2019

Droga do Niepodległości mieszkańców powiatu bielskiego cz. 25.



Tymczasem na terenie Podbeskidzia
Każda wojna tak naprawdę ma dwa fronty. Najlepiej dostrzegany jest ten, na którym ścierają się armie, głośny i szeroko komentowany we wszystkich mediach. Jednak równolegle z nim trwa drugi front, cicha wojna, która toczona jest daleko od okopów wojennych. Historycy często zapominają, bagatelizują lub też pomijają go w swoich opracowaniach. A przecież nieraz już okazało się, że na zwycięstwa i zaskakujące zwroty działań wojennych zasadniczy wpływ miało to, w jaki sposób „walczyło” zaplecze. To przecież tam organizuje się oddziały uzupełniające, przygotowuje nowe środki do zabijania, zapewnia całą logistykę na potrzeby działań wojennych.
Oprócz czysto technicznej pomocy, bardzo istotne jest wsparcie moralne żołnierzy. Tylko żołnierz zmotywowany potrafi w trudnych chwilach wznieść się ponad zmęczenie i strach i zdobyć się na bohaterską postawę. Dlatego tak naprawdę długotrwałe konflikty wygrywają te armie, których żołnierze walczą w przekonaniu, że to jest ich wojna. Najcenniejszy jest żołnierz, który ma świadomość, że walczy dla bezpieczeństwa swojej rodziny, w obronie ideałów, które wyznaje, lub wiary, która gości w sercu.
Jednak nawet najdzielniejszy żołnierz słabnie bez zaopatrzenia, wsparcia materialnego i moralnego od zaplecza. Dlatego teraz przedstawimy, jak żyło się ludziom na Żywiecczyźnie i Podbeskidziu w trakcie wojny światowej. Będzie to obraz uzyskany głównie dzięki informacjom, jakie pojawiały się w gazetach.

Powiatowy Komitet Narodowy w Żywcu

W czasie, kiedy Sokoły pospiesznie przeobrażały się w legionistów, na Podbeskidziu doszło do kilku ważnych wydarzeń. Pierwszym z nich było ukonstytuowanie się Powiatowego Komitetu Narodowego. 26 sierpnia przyjechał do Żywca komisarz wojskowy z posłem do Rady Państwa i delegatem NKN dr Stanisławem Łazarskim. Udało im się skompletować skład 12-osobowego komitetu, do którego dwa dni później dołączyły następne osoby, aby odzwierciedlał on lokalny układ sił politycznych. Ofiarność mieszkańców ziemi żywieckiej zasiliła kasę PKN poważnymi sumami, w rezultacie czego fundusz tej kasy wzrósł do 42 000 koron. Podobne dary przekazywano w innych miejscowościach. Kasa Stefczyka w Wilamowicach przekazała 531 koron dla Polskiego Skarbu Narodowego.
    Stojący na czele Komendy Legionów generał Karol Trzaska-Durski, dążąc do rozwoju legionów, podjął próbę sformowania 4 pułku piechoty. Rozkazem z 30 września na rejon formowania wyznaczył Żywiec, a na pierwszego dowódcę Władysława Sikorskiego. Jednak zbyt wolny napływ ochotników oraz zmieniająca się sytuacja polityczna i militarna nie pozwoliły na realizację tego zamysłu.


Sprawa tzw. Legionu Wschodniego
    Bardzo trudny okres przeżywało Podbeskidzie po rozwiązaniu tzw. Legionu Wschodniego. Przypomnijmy, że w wyniku kryzysu przysięgowego we wrześniu 1914 roku ponad 5000 ludzi ze Lwowa i okolicy zamiast zostać w Legionach powróciło do domów. Z całego wielkiego tzw. Legionu Wschodniego (liczącego ponad 6000 ludzi) połączonego z ochotnikami i Legionem Śląskim ostatecznie przysięgę złożyło tylko 800 osób razem z Józefem Hallerem.
Przez kilka dni przepływała przez region fala ochotników powracających z rozwiązanego legionu. Ochotnicy, zaopatrzeni w legitymacje Komendy Legionu Wschodniego, upoważniające ich do bezpłatnej jazdy koleją, masowo napływali do Żywca i Białej.
    Tymczasem dla austriackiego Naczelnego Dowództwa (AOK) niedoszli legioniści stali się podwójnie niewygodni. Po pierwsze odmówili przysięgi na wierność cesarzowi, co dowodziło, że nie są lojalnymi poddanymi Austro-Węgier. Po drugie, byli zorganizowani w wojskowe grupy, w każdej chwili mogli więc przekształcić się w piątą kolumnę i rozpocząć dywersję na tyłach walczących armii, tym bardziej, że znane było ich antyniemieckie nastawienie. Z tego też powodu żandarmeria regularnie łapała niedoszłych legionistów i osadzała w więzieniach bądź wcielała do armii i wysyłała pod granicę z Włochami.

Równocześnie prewencyjnie aresztowano ludzi posądzonych o sympatie prorosyjskie, którzy mogliby stanąć na czele tych zdesperowanych niedoszłych legionistów. Aresztowany przez żandarmerię austriacką z Białej został wtedy poseł Jan Zamorski. Ten wielki przyjaciel „Sokołów” z Podbeskidzia, którego poznaliśmy już jako zwolennika orientacji antyniemieckiej podczas pamiętnej bitwy nad Białą, został osadzony w więzieniu wojskowym w Morawskiej Ostrawie.
Wśród ludności zapał był powszechni i z każdej strony płynęły datki na wyekwipowanie „Sokołów”. Datek w wysokości 32 koron złożyły m.in. pielęgniarki z bielskiego szpitala.

Tymczasem w Bielsku i w Białej stanęły prawie wszystkie fabryki. Tylko nieliczne pracowały na potrzeby wojska. Zawiązała się straż obywatelska w licznie 200 osób, aby strzec porządku w nocy.
Pomimo jednak wspólnej walki przeciwko Rosjanom, burmistrz Bielska Hoffman trzymał się starych wszechniemieckich zasad i wezwanie do stawienia się do wojska dla czasowo urlopowanych „lankszturmistów” publikował tylko w języku niemieckim.
Można powiedzieć, że stara nienawiść nie rdzewieje. Po niepowodzeniach na froncie do Bielska zaczęli zjeżdżać uchodźcy z terenów przyfrontowych. Zaniepokojony tym faktem radny miejski Förster, adwokat znany ze swych antypolskich poglądów, wystąpił z żądaniem, aby do miasta wpuszczano tylko tych, którzy mają tam rodzinę! Co oznaczało, że uciekinierzy, głównie narodowości polskiej, nie mieliby do Bielska wstępu. Także dyrektor komory arcyksiążęcej Payer wykazał się „wszechniemiecką miłością bliźniego” i wyznaczył 100 litrów mleka dla uciekinierów, ale pod warunkiem, że nie będą z niego korzystać Polacy i Żydzi.
W tym czasie mieszkańcy okalających Bielsko miejscowości życzliwie gościli uciekających przed wojną. „Kurier Lwowski” pisał: Nie brak zbiegów prawie że w każdej miejscowości, położonej przy stacjach koleji Sucha - Żywiec i Żywiec – Wilkowice - Bystra. Ci wszyscy czują dobrze to, że życie pędzą zdala od ogniska domowego, lecz lepiej tu, niż gdzie indziej.
Gazety pełne były anonsów, np. że rodzina Gustawa Brubachera cała i zdrowa i schroniła się w Bystrej , a rodzina Madurkowiczów znalazła schronienie w Zabrzegu.

Znany nam już poseł Josephy wystąpił przeciwko legionistom, którzy przygotowywali się do pójścia na front w ramach tzw. drugiego zaciągu, twierdząc, że: stanowią oni niebezpieczeństwo dla miasta w razie wkroczenia obcych wojsk, bo mogliby się nieprzyjaźnie wobec nich zachować. Legiony uważał za zagrożenie, bowiem każdy, który chce służyć ojczyźnie, może wstąpić do armii. Trzeba jednak zaznaczyć, że takie myślenie w tamtych dniach prezentowała tylko dość nieliczna, aczkolwiek bardzo wpływowa grupa mieszkańców Bielska. Najlepiej o tym świadczy fakt, że podobne wypowiedzi i zachowania zostały skrytykowane zarówno przez „Anzeigera” jak i „Volksblat”, niemieckie gazety, które dalekie były od sympatii do Polaków.
Pod koniec września przywrócono zawieszone wcześniej kursowanie pociągów robotniczych na trasie Bielsko - Kęty.
W październiku Biała stałą się siedzibą Namiestnictwa, Rady Okręgowej  szkolnej, Dyrekcji skarbu, Prokuratury skarbowej. Tu przeniosła się także „Gazeta Lwowska”, która była drukowana w drukarni „Wieńca i Pszczółki”. Warto podkreślić, że organ śp. ks. Stojałowskiego ze względu na swój krytyczny stosunek do zaangażowania Polaków po stronie Austro-Węgier często był, cenzurowany i zawieszany. Natomiast Dyrekcja kolei państwowych przeniosła się do Żywca. Działania wojenne spowodowały bałagan, wielu urzędników i emerytów nie otrzymywało poborów, więc aby je otrzymać udawali się z zażaleniami tam, gdzie przeniósł się właściwy urząd, czyli najczęściej do Białej i Żywca.
W tym miesiącu przez Bielsko przejechał pierwszy duży transport jeńców rosyjskich. Liczba ich sięgała ok. 500. Bywały jednak dni, kiedy pociągi przewoziły nawet 13 000 jeńców. Dla ich obsługi uruchomiono obóz przejściowy w Czechowicach.

Grozę budziły transporty rannych, jednym z nich przyjechało na stację do Bielska aż 600 rannych z pola walki pod Dęblinem. Z każdym dniem rannych przybywało, przy koszarach piechoty w Bielsku wybudowano dla nich baraki mogące pomieścić 2000 osób. Już w listopadzie okazało się to niewystarczające i przyszedł nakaz, aby zamknąć szkoły i w nich urządzić szpitale dla 5000 tysięcy żołnierzy.
W październiku chwile grozy przeżywali mieszkańcy Bystrej, gdyż pojawił się tam przypadek cholery. W listopadzie aż sześć takich zachorowań odnotowano w Czechowicach. W Zabrzegu odnotowano wystąpienie pryszczycy. W Kaniowie z kościoła pw. Niepokalanego Serca NMP zabrano na potrzeby wojska dzwony.
13 października nastąpiło wznowienie ruchu towarowego na trasie Bielsko – Wilkowice i Bystra - Żywiec.
Wraz z wojną rozpoczął się wyścig cen. Szczególnie mocno podrożały artykuły spożywcze. Do komisji zasiłkowej w powiecie bielskim wpłynęło 3968 podań o zapomogi rządowe, 3700 komisja rozpatrzyła przychylnie. Kolej Północna zaczęła wydawać karty wolnej jazdy lub o zaniżonej cenie osobom w trudnej sytuacji materialnej. Palacze przeżywali kłopoty z brakiem tytoniu. Grudniowa dostawa papierosów wartości 18 000 koron nie starczyła na długo.

W grudniu przywrócono pasażerski ruch kolejowy, można było nadawać przesyłki ekspresowe na poczcie w całym regionie. Było to wynikiem zatrzymania rosyjskiej ofensywy. O pewnej normalizacji może świadczyć i to, że w Wieszczętach mieszkańcy postanowili założyć u siebie cmentarz i wybudować kaplicę cmentarną.
Ministerstwo wojny obłożyło dodatkowym podatkiem miłośników kina. Odtąd każdy miłośnik X muzy idąc do kinematografu musiał kupować dwa bilety - jeden normalny, a drugi wartości 2 halerzy na cele wojenne.

Komisje poborowe powołały do służby wojskowej wielu mieszkańców regionu. Z samych Kóz było ich 400.