czwartek, 19 lipca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 13.

Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.

 Piotr Maga - Janowice, jako "Hallerczyk" i żołnierz 56 pułku piechoty

środa, 18 lipca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 15.



Różne oblicza przesłuchań,
czyli o pozamerytorycznych walorach

Dostrzegały Selmę nie tylko media – wschodząca gwiazda ponownie przyciągnęła uwagę poznanego wcześniej Gustava Mahlera. Ten doświadczony już człowiek wzorem króla Francji Henryka IV stwierdził, że Wiedeń wart jest mszy i, mając 37 lat, postanowił się ochrzcić (23 lutego 1897 roku przyjął chrzest katolicki w Hamburgu). Dzięki temu stał się pierwszym w arcykatolickiej c.k. Austrii dyrygentem, a następnie dyrektorem cesarsko-królewskiej opery, pochodzenia żydowskiego. Wiosną 1898 roku dyrektor Mahler zaprosił Selmę na przesłuchanie.

Na umówiony termin śpiewaczka dotarła chora, miała zaczerwienione migdałki. Zaczęła śpiewać, ale głos odmówił jej posłuszeństwa. W tych okolicznościach zazwyczaj dziękuje się kandydatce, używając powszechnie przyjętego zwrotu odezwiemy się do pani. W tym wypadku stało się inaczej. Dyrektor zamiast grzecznego pożegnania zaproponował Selmie... szampana i umowę opiewającą na 5000 guldenów miesięcznie!
Dzisiaj byśmy o takim wyniku przesłuchania powiedzieli dyplomatycznie, że zadecydowały względy pozamerytoryczne (o tym napiszemy szerzej, gdy nasza bohaterka stanie się śpiewaczką wiedeńskiej sceny operowej). Niewtajemniczone media bez pikantnych szczegółów informowały, że jest to ostatni sezon panny Kurz we Frankfurcie nad Menem, gdyż od jesieni 1899 roku będzie ona już śpiewała w operze nad Dunajem. Opiniotwórczy „Neues Wiener Journal” potwierdził tę wiadomość.
Na razie jednak artystka realizowała kontrakt we Frankfurcie, choć miasto już dawno przestało się jej podobać. Zagrała tam ostatni swój „wymuszony” sezon, nie oszczędzając się, lecz ku zadowoleniu publiczności dając z siebie wszystko, aby nabyte doświadczenie mogło procentować w Wiedniu. Dyrektor Claar nie myślał o tym, by jej skrócić kontrakt, chciał go nawet przedłużyć o dwa lata. Jej wiedeńskie zamiary uznał za zdradę i ostentacyjnie nie pojawił się na pożegnalnym występie Selmy 1 lipca 1899 roku. Natomiast publiczność wypełniła salę po brzegi i zgotowała artystce owację na stojąco. To jeszcze bardziej zdenerwowało dyrektora; zapowiedział, że panna Kurz może pojawić się w nowym miejscu pracy nie wcześniej niż 15 września, gdyż do tego dnia ma kontrakt we Frankfurcie. Tylko bezpośrednie zaangażowanie się baronowej Rothschild sprawiło, że 1 września nasza bohaterka mogła pojawić się w Operze Wiedeńskiej.

piątek, 13 lipca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 12.

     Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
Ludwik Tyc- Dziedzice

czwartek, 12 lipca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 14.



Śpiewak śpiewakowi wilkiem,
czyli pierwsze pojawienie się zawistników

W ślad za sukcesami pojawiło się nowe zjawisko, które do tej pory panna Kurz znała tylko z opowiadań. Chodzi o zazdrość i zawiść środowiskową. W drugim sezonie we Frankfurcie szczególnie mocno swoją niechęć okazywała jej Hedwig Schackos. Ta bezapelacyjna gwiazda frankfurckiej opery początkowo przyjęła Słowika z Bielska neutralnie – w końcu co roku pojawiała się jakaś „nowalijka”, by równie szybko zniknąć. Tymczasem gwiazdeczka Selmy nie tylko nie chciała zgasnąć, ale świeciła coraz jaśniej na operowym firmamencie. W drugim sezonie Hedwig, czy może lepiej po polsku Jadwiga, utraciła sporo ważnych ról na rzecz Selmy. Ze łzami w oczach żaliła się na niewdzięczność publiczności i dyrekcji, która powierzyła młodziutkiej śpiewaczce rolę Mignon. Od tego właśnie momentu intrygi, złośliwości i plotki stały się orężem pani Schackos. Gdy nie mogła wykazać jej braków warsztatowych, rozpuszczała wici, wedle których jej powodzenie to sprawa lobby żydowskiego.
Wyciągnęła też najpotężniejszą w świecie artystycznym broń, a mianowicie prasę. Dziwnym zbiegiem okoliczności recenzenci zaprzyjaźnieni z primadonną występy jej młodej konkurentki pomijali całkowitym milczeniem albo kwitowali krótką kronikarską notką, że w roli tej i tej wystąpiła panna Kurz. Sytuacja była trudna. W 1897 roku prasa tylko z rzadka informowała o jej występach.
Na szczęście zamiast się rozczulać nad sobą, nasza bohaterka postanowiła iść do przodu i zapisała się na prywatne lekcje do Marie Hanfstängl, nauczycielki śpiewu w Hoch Konserwatorium. Jej profesorka miała piękny, znakomicie wyszkolony głos z wyjątkową koloraturą. Warto zwrócić uwagę na ten fakt, gdyż właśnie koloratura stanie się w przyszłości znakiem rozpoznawczym Słowika z Bielska.
Rok 1898 nie przyniósł zmian. Stare pokolenie artystów trzymało się mocno na swoich pozycjach, młodzi artyści przebijali się samotnie. Ta rywalizacja powodowała, że opera we Frankfurcie utrzymywała wysoki poziom, a dobrze poinformowana prasa donosiła, że dyrekcja, zadowolona z panny Kurz, chce przedłużyć jej kontrakt na następne 5 lat. „Wiener Montags-Journal” dostrzegał w niej duży potencjał i widział ją na scenach stolicy cesarstwa.
Podczas gdy frankfurckie gazety pisały na temat Selmy niewiele, pisma wiedeńskie zawsze zauważały jej osobę.

wtorek, 10 lipca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 11.

  Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
 Piotr Paweł Czauderna - Kozy


poniedziałek, 9 lipca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 13.





Szlifowanie diamentu,
czyli pierwszy poważny angaż

    W 1896 roku po raz pierwszy Selma poczuła się ważna. Niemieckie sceny operowe rywalizowały o to, kto ją zatrudni. Zwyciężył Frankfurt nad Menem, głównie ze względu na swoją dobrą reputację. Co ciekawe, ofertę sceny wrocławskiej odrzuciła od razu sama Selma, gdyż uznała ją za prowincjonalną... Kontraktowe szczegóły dopinali prof. Ress i dr Julius Baum. Ostatecznie Słowik z Bielska podpisał umowę z dyrektorem frankfurckiej opery Emilem Claarem. Kontrakt opiewał na trzy lata, począwszy od 16 września 1896 roku. W pierwszym sezonie śpiewaczka miała zarabiać 3500 marek, w drugim 4500, a w trzecim 5500. Dla Selmy było to prawdziwe zrządzenie losu, bo po raz pierwszy w życiu mogła liczyć na niezależność.

   Miasto nam Menem bardzo przypadło jej do gustu, jego atmosfera i schludność sprawiły, że czuła się tutaj dobrze. Jednak na poznanie Frankfurtu miała niedużo czasu, bo już 19 września odbyło się jej pierwsze przedstawienie. Nowa publiczność zobaczyła ją jako Elisabeth w operze Wagnera „Tannhäuser”. Recenzje były dobre, a zachwyty w stylu jasny dzwon, organy rzadkiej świeżości, potężny metaliczny i uduchowiony głos przeważały nad ubolewaniami, że aktorka była sparaliżowana ruchowo. Dużo lepiej ruchowo Selma sprawdziła się 24 września jako Carmen w operze Bizeta.
   Podwójny debiut na frankfurckiej scenie okazał się sukcesem głównie dlatego, że widzowie dostrzegli w Selmie osobowość sceniczną. Od tego momentu zaczęła się liczyć jako wiodący głos tamtejszej opery. 4 grudnia była już Rosalindą w „Zemście nietoperza” Straussa, a koniec roku żegnała rolą w operze komicznej Bizeta pt. „Djamileh”.
   Sukcesy śpiewaczki potwierdzone relacjami krytyków nie umknęły uwadze Bernarda Polliniego, który pospieszył z przypomnieniem o umowie z operą hamburską. Jednak wiedząc, że przymuszony pracownik źle pracuje, doświadczony dyrektor zgodził się, by swoje zobowiązania w Hamburgu śpiewaczka wypełniła po zakończeniu kontraktu we Frankfurcie.
   Pod koniec pierwszego sezonu na etacie Selma po raz pierwszy w życiu poczuła stabilizację finansową. Nie tylko miała za co żyć, ale mogła wspomóc rodzinę i oszczędzać w banku.

wtorek, 3 lipca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 10.

  Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
Józef Gajdzica - Dziedzice

poniedziałek, 2 lipca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 12.



Niemieckie miasta zapraszają,
czyli jak wywinąć się z hamburskiej umowy

Kiedy Selma wróciła do Wiednia, po raz kolejny stanęła przed dylematem hamburskim. Rok temu Hamburg był dla niej ziemią obiecaną, teraz stał się smutnym zobowiązaniem, zwłaszcza że pojawiły ciekawsze propozycje z teatrów Berlina, Stuttgartu, Monachium i Lipska. Pisała więc listy do swojego niedoszłego pracodawcy z prośbą o rozwiązanie umowy. Dyrektor Bernard Pollini najpierw grzecznie odpisywał, że liczy na wywiązanie się z umowy, a później zamilkł. Tymczasem profesor Ress załatwił Selmie przesłuchania i występy w kilku miastach Niemiec. 5 czerwca była już w Berlinie. Jej profesor tę właśnie scenę widział jako najwłaściwszą dla swojej uczennicy. Niestety, chociaż artystka oczarowała berlińczyków swoim śpiewem, cesarska opera nie mogła jej zaoferować etatu ze względu na wcześniej podpisane kontrakty z innymi śpiewakami.

Kusili natomiast przedstawiciele innych miast. Na dodatek pojawiła się propozycja zza wielkiej wody. Podczas jednego z koncertów wypatrzył Selmę amerykański muzyk i łowca talentów Walter Damrosch i zaproponował jej karierę w USA. Oferta była bajeczna, jednak niepewność i brak doświadczenia jeszcze większe. Po przejściach z hamburskim kontraktem Selma obawiała się działać pod wpływem impulsu. Schlebiała jej ta oferta, a równocześnie przerażała ją. Marzenia o ziemi obiecanej odłożyła na przyszłość.

środa, 27 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 9.

   Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.

Paweł Kuś - Ligota






wtorek, 26 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 11.



Bielski Słowik,
czyli debiut w rodzinnym mieście

    Recenzje w stołecznej prasie sprawiły, że Bielsko upomniało się o swoją mieszkankę. Kolejny raz w organizację recitalu Selmy zaangażował się niezmordowany Goldmann. Początkowo koncert miał się odbyć w reprezentacyjnej sali w hotelu Pod Czarnym Orłem w Białej, jednak po namyśle wybrano bardziej kameralną i posiadającą lepszą akustykę salę tzw. Strzelnicy.

   Stres i stawka koncertu były wielkie, bowiem występ u siebie zawsze oznacza podwójne obciążenie. Przygotowano się do niego rzetelnie. Z pomocą przyszedł zaprzyjaźniony profesor Josef Sulzer, kompozytor i wiolonczelista, oraz Theodor Vogel, kapelmistrz miejskiej orkiestry w Bielsku. Obaj panowie pojawili się na plakatach zapowiadających debiutancki koncert bielskiego Słowika. Profesor Sulzer, którego nazwisko było głównym magnesem przyciągającym widzów, zażyczył sobie za koncert tylko 80 guldenów, a jeśli sala będzie pełna – 100. To naprawdę była symboliczna kwota, biorąc pod uwagę, że bilet na koncert kosztował 10 guldenów.

   Wieczór 25 kwietnia 1896 roku należał do Selmy. Kapelmistrz i profesor odsunęli się w cień, a Słowik ogrzewał się aplauzem zadowolonych rodaków. Sukces emocjonalny i artystyczny był wielki, jednak finansowo recital nie przyniósł kokosów. Śpiewaczka otrzymała piękny złoty zegarek, lusterko, papeterię, kwiaty oraz dużo słodyczy.

piątek, 22 czerwca 2018

Żołnierze z I wojny światowej cz. 8

   Serdecznie pozdrawiam i zachęcam kolejny raz Państwa do wysyłania zdjęć uczestników I wojny światowej z naszego regionu. Przygotowuje na tę okoliczność publikacje. Jeżeli chcieliby Państwo, aby wasz dziadek się w niej znalazł to proszę prześlijcie, a ja nie tylko zamieszczę w książce, ale w miarę posiadanych informacji, powiem, gdzie wasz przodek służy, czy był ranny i jaki miał stopień.
Władysław Gołuch - Żywiec

środa, 20 czerwca 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 10.



Hamburg zaprasza,
czyli miraże pierwszego angażu

Jednym z wielu, którzy słuchali Selmy na koncercie studenckim, był Bernard Pollini, dyrektor Opery w Hamburgu. Zaproponował Selmie angaż. Młodej śpiewaczce wydawało się, że złapała Pana Boga za nogi, zwłaszcza że przyszły pracodawca oferował jej nawet główne role. Te obietnice oraz szansa na usamodzielnienie się i posiadanie wreszcie własnych pieniędzy sprawiły, że na jego propozycję panna Kurz poleciała jak ćma do światła.
Dodatkowym bonusem nowego zatrudnienia okazał się fakt, że głównym reżyserem hamburskiej opery był Gustav Mahler, którego znała i lubiła.

Na początku maja 1895 roku Selma pojechała do rodzinnego miasta, aby pochwalić się swoimi planami rodzicom. Jakież było jej zdziwienie, gdy kilka dni później dziennik „Silesia” w sensacyjnym tonie poinformował, że wychowanka kantora Goldmanna skończyła studia i podpisała kontrakt z Operą w Hamburgu, gdzie będzie zarabiać 9600 florenów rocznie. Informacja ta zelektryzowała wszystkich, jednak samej zainteresowanej przyniosła więcej szkody niż pożytku. Prasa napisała, że Selma Kurz skończyła studia i ma otrzymać bardzo dużo pieniędzy, tymczasem kontrakt nie był jeszcze dopracowany, a ona wciąż była studentką! Aby wyjść z twarzą z tej sytuacji, trzeba było postawić kropkę nad „i”. Wybrała Hamburg. Jej przyjaciele i nauczyciele z Konserwatorium byli przeciw. Prosili, by nie porzucała studiów tuż przed końcem i przede wszystkim nie opuszczała Wiednia, bo powrót będzie trudny. Zwracali uwagę, że w umowie wprawdzie określono górny pułap zarobków, ale nie ustalono konkretnej liczby występów. Pojawiła się też nowa okoliczność, a mianowicie Gustav Mahler nosił się z zamiarem powrotu do Wiednia.
Słowik z Bielska postanowił grać na czas. Było to trudne, gdyż Pollini co miesiąc przesyłał niewielkie zaliczki i bilety do teatru. Dla Selmy, przy jej chronicznym braku pieniędzy, te niewielkie sumy były jak manna z nieba, a bilety stanowiły przepustkę do lepszego świata. Poprosiła więc o odroczenie kontraktu aż do skończenia studiów.

Pollini zgodził się, licząc, że w przyszłości odbije sobie straty. Po występie Selmy w Operze w Hamburgu – w 1895 roku zaśpiewała tam w „Mignon” – nie miał już wątpliwości, że zatrudnił gwiazdę wielkiego formatu.

Aby w pełni zrozumieć ówczesną sytuację Selmy, trzeba wiedzieć, co działo się w jej domu rodzinnym. Rodzinę utrzymywała matka, która musiała również opiekować się chorym ojcem. Jego zaś stan 12 stycznia 1896 roku raptownie się pogorszył. Córka nie mogła przyjechać natychmiast, bo wieczorem miała koncert. Mimo stresu zaśpiewała dobrze. Później pierwszym pociągiem pojechała do Bielska. Pożegnała się z ojcem, który tylko na nią czekał, by umrzeć.

Śmierć ukochanego taty była dla Selmy ciosem, lecz boleść mogła nosić tylko w sercu – rzeczywistość nie pozwalała na sentymenty: w dniu pogrzebu, 17 stycznia wieczorem, miała zakontraktowany płatny koncert. Skromny pogrzeb urządzono więc o 3 rano! Wilhelm Kurz zmarł w 63. roku życia, spoczął na Israelitische Friedhof in Bielitz, pochowany został w sektorze F, rząd XXX, nr grobu 2783 – informuje dr Jacek Proszyk, znawca historii Żydów w Bielsku-Białej, pracownik tutejszego Muzeum Historycznego.

O 7:41 artystka była już w pociągu, a około 15 w Wiedniu, by wieczorem śpiewać. Zarówno ten koncert, jak i następny, z 23 stycznia, gdy wystąpiła wspólnie z 18-letnim wiolonczelistą Jeanem Gerardym, wypadły dobrze. Informacje o występach Selmy pojawiły się w prasie, napisały o nich „Das Vaterland”, „Neues Wiener Journal”, „Wiener Sonn- und Montags-Zeitung”, „Die Presse”, „Reichspost”.
Recenzje były dobre, ale pieniędzy mało. Aby pomóc owdowiałej matce, Selma sprzedała kilka swoich kreacji, a uzyskane w ten sposób 20 guldenów posłała do Bielska.