poniedziałek, 14 września 2020

Kalendarium gminy Bestwina cz. 34

 


 

 

 1906

2 lutego zmarł Józef Hamerlak, papieski honorowy prałat i dziekan katedry krakowskiej. Duchowny urodził się w 1843 r. w Kaniowie, a wyświęcony został w Tarnowie w 1872 r. Od 1886 r. był proboszczem w Białej. Czuł się Polakiem, jednak jak podkreślały gazety, zawsze dążył do kompromisu, co nie było łatwe, gdy chodzi o Niemców zamieszkujących Białą. Otrzymał on liczne odznaczenia.

Nagroda za ryby
W maju Galicyjskie Towarzystwo Rolnicze we Lwowie zorganizowało wystawę rolniczą. Pokazano na niej różne gatunki ryb i ich rozwój. Nagrodzone zostały trzyletni karp, sandacz, lin, szczupak. Jednym z wyróżnionych hodowców był Jakob Lindert z Bestwiny.



Kronika kryminalna
W 1906 roku prasa zamieściła kilka informacji w stylu „zabili go i uciekł”, czyli z kroniki kryminalnej. Jak łatwo się domyślić, tragiczne informacje najlepiej się sprzedawały i bardzo wiele publikatorów je powieliło.

Oszustwo na świętość
W kwietniu zarząd kółka rolniczego w Janowicach przestrzegał przed nieuczciwymi agentami. Pod koniec poprzedniego roku w regionie pojawił się komiwojażer namawiający do zakupu figurki Serca Pana Jezusa, wysokiej na 40 cm, koloru bladoróżowego. Sprzedaż nie odbywała się z ręki do ręki. Nabywca musiał wpierw wpłacić 75 ct, na tej podstawie wciągano go na listę, a figurka miała do niego przyjść pocztą. Do kupna za niewygórowaną cenę miało zachęcać zapewnienie, że pieniądze idą na budowę kościoła w Bratrzykowicach. Darczyńca dostawał również na piśmie informację, że w intencji ofiarodawców dwa razy w miesiącu odprawiana będzie msza św. Dzięki tym obietnicom 65 osób z Janowic i 45 z Bestwiny dało się oszukać.


Zbrodnia z miłości
Prawdziwie sensacyjnie jednak zrobiło się w 4 sierpnia 1906 r. „Mord”, „Mord w Kaniowie”, „Mord z zazdrości”, „Mściciel małżeństwa” - to tylko niektóre z tytułów, którymi gazety informowały o tragedii rodzinnej w Kaniowie.
Na początku wszystko rozegrało się wedle schematu zdradzany mąż zabija żonę. 29 letni górnik Józef Pollak dowiedziawszy się o tym, że jego żona ma romans z niejakim Kozubą, wrócił wzburzony do domu i zażądał wyjaśnień. Kiedy żona przyznała się do zdrady, zabił ją. Jednak to, co zrobił później, było bardziej zaskakujące. Oto zdradzony Józef oczyścił ciało żony, ubrał ją odświętnie i ułożył w łóżku, a potem sam położył się koło niej i płakał. Tak zastali go żandarmi, którzy zabrali go do aresztu w Białej. O tym wydarzeniu napisały m.in. „Deutsches Volksblatt”, „Freiheit!”, „Illustrierte Kronen Zeitung“, „Mährisch-Schlesische Presse“, „Neue Freie Presse“, „Welt Blatt“.

W obronie mienia
Tuż przed św. Mikołajem 5 grudnia 1906 roku do domostwa Owczarka w Kaniowie w nocy włamał się złodziej. Józef Figranek z niedalekiej Bestwinki liczył, że gdy gospodarza sen zmorzy, on zabierze kilka fantów. Na szczęście dla gospodarza, a na nieszczęście dla amatora cudzej własności, Owczarek nie tylko się zbudził, ale ruszył na napastnika. Wywiązała się bójka, w trakcie której gospodarz pchnął nożem złodzieja. Dzielny obrońca mienia został tymczasowo aresztowany do wyjaśnienie wszystkich okoliczności.

Kończąc te mało przyjemne sprawy, trzeba wspomnieć, że od czerwca do października panowała w regionie zaraza świń.



Sprawy polityczne
14 stycznia o godz. 2 po południu w Kaniowie w gospodzie Fajfra miało się odbyć spotkanie zwolenników ks. Stojałowskiego. Ostatecznie zostało ono przełożone na 28 stycznia. Oto relacja prasowa z tego wydarzenia: W Kaniowie dankowskim pod Jawiszowicami (pow. bialski) odbyło się w niedzielę, 28 stycznia, zgromadzenie chrześcijańsko-ludowe, w gospodzie Wojciecha Fajfra. Na zgromadzenie to przybyła grupka kilkunastu socyaldemokratów z Oświęcimia z jawnem zamiarem rozbicia wiecu, gdyż przybywszy na godzinę przed zapowiedzianym czasem rozdawali: „Prawo Ludu” i namawiali przybywających włościan, aby „nie wierzyli ks. Stojałowskiemu”.
Po godzinie 3-ciej zagaił zebranie jako zwołujący ks. Stojałowski, ale ledwie mówił dwie minuty, zaczęli socyaldemokraci wołać: „Wybierać przewodniczącego — Duwala przewodniczącym!” Ks. Stojałowski skarcił surowo krzykaczy i przypominając im, że są we wsi i to w takiej szczupłej mniejszości, zagroził im wyrzuceniem z lokalu, jeżeliby chcieli przeszkodzić zebraniu. Dokończywszy zaś zagajenia, poddał pod głosowanie wniosek „towarzyszy”, aby przewodniczącym był „Duwala” — i zaczął liczyć ręce: raz, dwa, trzy.... Gdy doszedł do ośmiu, wódz socyaldemokratów krzyknął: „Spuścić ręce!", wobec czego zagajający rzekł: „Doliczyłem się głosów 8, a że spuszczonych rąk nie mogę już policzyć, więc nie dowiemy się dokładnej liczby „gości” — W każdym razie widocznie uznali sami, że jest ich za mało, aby mogli mieć zaszczyt przewodniczenia naszemu zgromadzeniu." Śmiech ogólny był końcem tej próby socyaldemokratów zakłócenia pokoju zgromadzenia.
Poczem wybrano przewodniczącym ks. Stojałowskiego, zastępcą p. Fijaka, a z porządku obrad zdał ks. Stojałowski sprawę z czynności sejmowych swoich i posłów ludowych, wykazując, że praca w Sejmie była, o ile to mogło się stać, wydatną i zapewniła ludowi włościańskiemu trwałe i wybitne korzyści.
— W czasie tego sprawozdania socyaliści raz jeszcze próbowali wykrzyknikami przerywać mówcy, lecz gdy zastępca przewodniczącego, poseł Fijak, zagroził, że hałasujących każe straży wiecowej wyprowadzić — a z pomiędzy włościan odezwał się głos: „Dajcie go naw!” — socyaliści ucichli — zastrzegając sobie głos do interpelacyi, który im też przyrzeczono.
W myśl tego po sprawozdaniu udzielono głosu gospodarzowi Janeczce, który prosił posłów, ażeby zajęli się sprawą zamykania targów na nierogaciznę. Weterynarze w tych sprawach postępują nader bezwzględnie — i wynajdują rzec można choroby, przez co gospodarze ponoszą nieobliczone szkody.
Socyaldemokrata Baczyński podnosi, że szlachta włości rentowe naprowadza tym celem, aby włościan utrzymać przy roli i mieć przez to robotnika. W sprawie funduszu sierocego, oświadcza się za założeniem wielkiego zakładu, aby kapitału nie rozrywać i aby dzieci w takim zakładzie nauczyły się karności.
Socyaldemokrata Duwala twierdzi, że „Floryanka” krakowska, złożona z szlachciców, przeszkadza zaprowadzeniu przymusowej asekuracyi.
Ks. Stojałowski odpowiadając socyaldemokratom wyjaśnia, że gospodarz, który kupi sobie 5, tembardziej 10 morgów ziemi, będzie miał tyle roboty na swem gospodarstwie, że na robotę do obszaru pójdzie chyba dla sąsiedztwa, a nie z konieczności.
Takie zarzuty mogą więc podnosić tylko ludzie zupełnie nieznający stosunków rolniczych. (Głos z grona socyalistów : „My nie jesteśmy rolnikami!”) „Więc skoro nie znacie się na tych sprawach, po co chcecie wtrącać swoje trzy grosze?!” Dalej wykazał mówca, jak to socyaliści zwalczają kapitał. Mówca socyaldemokratyczny sprzeciwia się wychowaniu sierot w rodzinach, sprzeciwia się nawet budowie powiatowych schronisk, dlatego, żeby „kapitału nie rozrywać, ale wybudować jeden wielki krajowy zakład sierocy.” Jużci, bo wtedy zarobi wielki przedsiębiorca budowniczy, wielki dostawca słomy, mięsa, chleba itd. Taka to walka socyalnej demokracyi z kapitałem! Chcą też uczyć karności w wielkim kasarnianym zakładzie, a podkopują karność dzieci wobec rodziców, czeladzi wobec majstrów i gospodarzy, młodszych wobec starszych. Znamionuje to dokładnie obłudę partyi.
Na zarzut, jakoby „Floryanka” sprzeciwiała się przymusowej asekuracyi, będąc największą i główną instytucyą asekuracyjną w Galicyi, odpowiada, że oprócz „Floryanki” jest ruski „Dniestr” — dalej: „Slavia”, „Dunaj”, „Phonix” i inne niemieckie firmy — więc jeżeliby ze strony towarzystw asekuracyjnych był opór przeciw przymusowej asekuracyi, to idzie od wszystkich tych towarzystw, a nie od samej „Floryanki”.
Po tej odprawie, socyaliści nie mieli widać ochoty do dalszych dysput — i dawszy sobie hasło, zaczęli wychodzić z izby zebrania, żegnani słowami: „Z Bogiem!” i ironicznymi okrzykami; „Szkoda było waszej drogi!”
Następnie przedstawił poseł Fijak sprawę powszechnego, bezpośredniego i tajnego głosowania, zaznaczając stanowisko posłów „Centrum ludowego" w tej sprawie. — Zabuda dodał powody, dla których rząd z prawem wyborczem wystąpił, a ks. Stojałowki wyłuszczył, że spór toczyć się będzie tylko o „równość" głosowania, bo uchwalenie powszechnego głosowania jest pewne.
W końcu powzięto na wniosek ks. Stojałowskiego następujące uchwały:
1) „Zgromadzenie oświadcza się za powszechnem, bezpośredniem i tajnem głosowaniem z zastrzeżeniem polskich praw narodowych i odpowiedniej liczby mandatów dla Galicyi i Śląska”.
2) Zgromadzenie przyjmuje z uznaniem do wiadomości zawiązanie „Centrum ludowego" i postanawia z niem razem pracować pod hasłem „obrony wiary i ludu”.
Na wniosek zaś Jana Fajfra uchwalono obydwu posłom wyraz zaufania, a Kubikowi, który acz osobiście zaproszony nie przybył na zgromadzenie, ani nie usprawiedliwił nieobecności, odmawia się zaufania, za odstępstwo zaś od stronnictwa chrześcijańsko-ludowego, które go wybrało, wypowiada się mu „hańbę”: Odśpiewaniem pieśni narodowych zakończono zebranie.

Po raz kolejny powróciła sprawa religii w życiu politycznym. Chociaż był już rok 1906, powrócono do wątków z 1901 r, gdyż to one utrwaliły podział w ruchu ludowym na tych co to z Panem Bogiem i Kościołem jest po drodze i tych, którzy by najchętniej o Bogu zapomnieli, a Kościół zlikwidowali! Najsilniejszymi ugrupowaniami były bezbożny PSL i klerykalny obóz ks. Stojałowskiego; oczywiście funkcjonowały też inne byty polityczne tworzone lub wspierane przez hierarchów Kościoła katolickiego, ale ich wpływ na życie społeczne był niewielki. W tych okolicznościach - i pewnie z najwyższym obrzydzeniem - ks. kardynał Jan Puzyna musiał uznać, że ks. Stanisław Stojałowski, którego osobiście delikatnie mówiąc „nie lubił” i najchętniej znowu obłożyłby go klątwą, jest jego... sojusznikiem.
Aby w pełni zrozumieć tamte wydarzenia, trzeba cofnąć się trochę w czasie. 20 lutego 1901 r. nieprzyjaźni Kościołowi posłowie parlamentu wiedeńskiego wnieśli cały szereg interpelacji, które znieważały Kościół katolicki i Matkę Boską. Posłowie chrześcijańscy wszystkich krajów cesarstwa postanowili więc zablokować ich druk. Trzeba wiedzieć, że ówczesny parlament nie składał się z dewotów ani też z ludzi, których często widywano na mszy św. Była tylko niewielka grupa posłów księży i kilkanaście osób, które na sztandarach niosły swe wyznanie. Wydawało się więc, że uchwalenie tych bezbożnych rezolucji będzie tylko formalnością. Stało się jednak inaczej. Otóż zdecydowana większość zasiadająca w parlamencie uznała, że nie chce wywoływać wojny religijnej i zablokowała interpelacje. Jak pewnie się domyślasz, Czytelniku, jedyną z pierwszych osób - i dodajmy - jedyną (!) z naszego regionu, która chciała „dokopać” Kościołowi, był poseł Jan Kubik. I to on stał się polskim przywódcą parlamentarnych przeciwników Kościoła, wyglądających czasów, „kiedy droga do kościoła zarośnie trawą”!. Choć w 1898 r. chciał „obić policzki” Wolfowi, teraz razem z Wolfem i Schönererem przyklaskiwał ruchowi Los-von-Rom-Bewegung i był inicjatorem antykościelnych wystąpień.
Wśród antykościelnych interpelacji znalazły się te w sprawie osoby papieża i instytucji, którą należy zlikwidować (stenogram str. 1020 z 6 marca 1901); przeciw spowiedzi, która służy tylko zaspakajaniem ciekawości księży (stenogram str. 1023). Interpelacja wniesiona wspólnie z czeskimi radykałami 7 marca 1901 r. mówiła, że jedynym ustrojem, który gwarantuje szczęście, jest ustrój bez Boga, księdza. 11 marca 1901 r. antyklerykałowie wyśmiewali posty i dyspensy od nich (stenogram str. 1133). 13 marca 1901 r. przyczepili się do dogmatów i nieomylności papieża (stenogram str. 1281).
Przy okazji warto wspomnieć, że przez prawie pięć lat poseł Kubik przemówił w parlamencie tylko trzy razy (!) i za każdym razem były to wystąpienia antykościelne. Oczywiście ta jego działalność znana była w regionie i budziła bardzo różne i najczęściej skrajne emocje.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza