Bielsko i Biała stosunkowo szybko zostały zelektryfikowane, co zrewolucjonizowało życie mieszkańców dwumiasta. Jednak wprowadzanie tego nowoczesnego źródła energii nie należało do łatwych zadań i wiązało się z wieloma problemami.
Za oficjalną datę rozpoczęcia pracy „centrali elektrycznej” – jak wówczas nazywano tutejszą elektrownię wzniesioną przy ulicy Blichowej (obecnie Partyzantów) – przyjmuje się 17 listopada 1893 roku. Trzeba jednak pamiętać, że data ta oznacza jedynie formalne zakończenie działań inwestycyjnych, ponieważ prąd w dwumieście płynął już od kilku miesięcy.
Wszystko to stało się możliwe dzięki umowie, którą 5 października 1891 roku władze Magistratu Bielska podpisały z wiedeńską firmą Internationale Elektrizitätsgesellschaft (IEG). Na jej mocy przedsiębiorstwo otrzymało 50-letnią koncesję na produkcję i dostarczanie energii elektrycznej. Dwa lata później elektrownia już działała. Z czasem wyposażono ją w trzy maszyny parowe napędzające trzy generatory jednofazowe prądu stałego o napięciu 110 V i mocy 130 kVA każdy.
Jeszcze w tym samym roku oświetlenie elektryczne zyskało wiele budynków prywatnych oraz obiektów użyteczności publicznej. W przemyśle natomiast prąd elektryczny aż do połowy XX wieku wykorzystywany był zasadniczo wyłącznie do celów oświetleniowych – dopiero później zaczęto go używać do napędu maszyn fabrycznych
Rok 1893: Miasto jak wielki plac budowy
Warto prześledzić, jak krok po kroku przebiegała elektryfikacja dwumiasta w 1893 roku. Pierwszy wyraźny sukces odnotowano 4 lipca, kiedy zakończyły się prace nad montażem oświetlenia elektrycznego w „Café Allegri” – pierwszej placówce zasilanej bezpośrednio z nowej elektrowni. Wybór tego niezwykle popularnego miejsca nie był przypadkowy. Kawiarnia o iście wiedeńskim klimacie stanowiła idealną przestrzeń do promocji nowego źródła energii.
Już dwa dni później, 6 lipca, elektryczność stała się głównym tematem posiedzenia Rady Miejskiej w Bielsku. Na wniosek sekcji budowlanej, przedstawiony przez radnego dr. Münza, postanowiono przyjąć propozycje Towarzystwa IEG. Dotyczyły one podziemnego układania kabli w północnych ciągach ulicznych oraz napowietrznego (nadziemnego) prowadzenia linii na ulicach: Tunelowej (Tunnelstraße), Haasego (Haasestraße – obecnie ul. Listopadowa) i Strzelniczej (Schießhausstraße – obecnie ul. Słowackiego). Na tej ostatniej kable poprowadzono od budynku szkoły średniej aż do samej strzelnicy.
W odniesieniu do linii napowietrznych przyjęto dodatkowy wniosek: słupom kablowym należało nadać estetyczną formę, a przed rozpoczęciem montażu przedstawić burmistrzowi rysunki oraz opisy kolumn.
Miasto przypominało wówczas jeden wielki plac budowy, co rodziło niespodziewane konflikty. Doszło m.in. do sporu między robotnikami budowlanymi a inżynierem Höltschelem, który na zlecenie miasta wykonywał prace geodezyjne. Budowlańcy podczas kopania rowów nagminnie usuwali lub przesuwali tyczki geodety, przez co musiał on w kółko zaczynać swoje pomiary od nowa. Firma budowlana niespecjalnie przejmowała się jednak jego problemami i sprawnie łączyła kablami kolejne kwartały ulic.
Kolejnym obiektem, w którym rozpoczęto montaż nowoczesnego oświetlenia, była siedziba Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Czytelniczego (Leseverein). W ówczesnych dokumentach czytamy:
„Zamiast dotychczasowych 50 płomieni gazowych, lokale towarzystwa otrzymają 60 elektrycznych żarówek. Dodatkowy koszt ma wynosić blisko 600 florenów rocznie”.
Cenniki, rabaty i walka o klienta
W sierpniu 1893 roku prace przeniosły się do Białej. Już 3 sierpnia układanie kabli dotarło do placu Józefa (obecnie Stary Rynek). Centrala elektryczna poinformowała, że liczba dokonanych zgłoszeń pozwala spodziewać się optymalnego zużycia energii i zapowiedziała, że od 13 sierpnia rozpocznie stałe zaopatrywanie miast w światło oraz dostarczanie mocy napędowej dla lokalnych rzemieślników.
Ówczesne ceny energii kształtowały się następująco:
• 3 krajcary (kr.) za 50 woltoamperów (VA) za godzinę świecenia żarówki o sile 16 świec standardowych;
• 2 krajcary za godzinę świecenia żarówki o sile 10 świec normalnych;
• 24 krajcary za lampę łukową o natężeniu 8 A przy zużyciu prądu rzędu 400 W na godzinę;
• 30 krajcarów za lampę o natężeniu 10 A;
• 36 krajcarów za lampę o natężeniu 12 A.
Elektrownia szczegółowo instruowała swoich odbiorców: jednorazowy koszt instalacji w przeliczeniu na jedną żarówkę (o żywotności 800–1000 godzin) wynosił od 7 do 10 florenów (złotych reńskich), natomiast cena zakupu samej żarówki to 60 krajcarów.
Przy przesyłaniu energii do celów napędowych cena wynosiła połowę stawki za światło. Ponadto przy silnikach elektrycznych pracujących ponad 1000 godzin rocznie przyznawano od 10 do 40% rabatu na prąd oraz dodatkowe 25% bonifikaty, jeśli konsumenci w miesiącach zimowych zawieszali pracę urządzeń w godzinach wieczornych (między 16:00 a 22:00). Cena za jeden koń mechaniczny (Pferdekraft) za godzinę wynosiła, w zależności od warunków eksploatacji, od 10 do 16 krajcarów za faktycznie zużytą energię.
Jak widać, właściciele Centrali Elektrycznej nastawiali się nie tylko na odbiorców indywidualnych, ale oferowali też atrakcyjne zniżki klientom komercyjnym. Firma dbała o marketing – w ramach promocji swoich usług 29 września 1893 roku przeprowadzono próbne oświetlenie bielskiego kościoła katolickiego. Na żyrandolu oraz na chórze organowym umieszczono kilka żarówek. Ówczesna prasa donosiła, że „próby wypadły bardzo zadowalająco”.
Tramwajowa sensacja i teatralna klapa
I choć oficjalnie wszyscy garnęli się do nowego źródła energii, pomysłodawcy stale szukali stałego i pewnego zbytu dla wyprodukowanego prądu. Prawdziwą sensacją stała się informacja z 3 października o nowatorskim projekcie kolei elektrycznej – czyli tramwajów. Towarzystwo Elektryczne zapowiedziało, że w jego imieniu o koncesję ubiegać się będzie Max Bernaczik. Koszt inwestycji szacowano na 250 000 florenów. Co ciekawe, w pierwszym projekcie zaproponowano, aby trasa prowadziła z dworca do Wapienicy oraz w kierunku Cygańskiego Lasu, z uwzględnieniem bocznic towarowych przy fabrykach.
W tym samym czasie niezamierzoną akcję promocyjną (zachęcającą do przełączenia się z własnych agregatów na prąd miejski) zafundował... Teatr Miejski podczas wystawiania „Fausta”. Przedstawienie okazało się kompletną klapą organizacyjną – obok problemów z orkiestrą i kurtyną, w kluczowym momencie oświetlenie elektryczne czerpane z teatralnych agregatów całkowicie odmówiło posłuszeństwa
Prąd oszukuje? Powrót do gazu
Nowa technologia miewała też bolesne wpadki. Wspomniane wcześniej Towarzystwo Czytelnicze szybko pożałowało zmian. Lokalna prasa pisała bez ogródek:
„Dwumiesięczne użytkowanie prądu w Czytelni (Leseverein) wykazało, że żarówka 16-świecowa daje słabsze i bardziej punktowe światło niż dawne palniki gazowe. Co najważniejsze, technologia ta okazała się o 100 procent droższa niż gaz (w listopadzie wydano 234 florenów na prąd wobec 125 florenów za gaz rok wcześniej). Liczniki oszukiwały, naliczając pobór nawet przy zgaszonych lampach. Wobec tych uchybień prognozuje się powrót do łask nowoczesnego gazowego światła żarowego Auera”.
Mimo takich potknięć rewolucji nie dało się już zatrzymać. 24 października c. k. Starostwo Powiatowe dokonało oficjalnej kolaudacji centrali elektrycznej wraz z ułożonymi liniami kablowymi. Widząc profesjonalizm i sprawność firmy, Rada Miejska w Bielsku 14 grudnia 1893 roku wydała zgodę na koncesję przygotowawczą dla kolei elektrycznej. Budowa linii tramwajowej zaczęła przybierać realne kształty.
Bilans postępu na koniec roku był imponujący. Jeden z publicystów podsumował techniczną rewolucję w Bielsku, wskazując na jednoczesne ogrzewanie gazowe oraz elektryczne światło w kościele parafialnym jako na namacalne, piękne znaki współczesnego postępu cywilizacyjnego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz