środa, 10 października 2018

Selma Kurz Słowik z Bielska i Białej cz. 27.

Primadonna może więcej,
czyli jak gwiazda gwiazdorzyła

   Dużo ciekawych ofert koncertowych, szczególne względy możnych, przywileje i liczne grono klakierów z czasem zrobiły swoje. Nasz skromny „słowik” nabył cech gwiazdorskich i oderwał się trochę od rzeczywistości. Plebiscyty popularności pokazywały jasno, że największą osobowością sceniczną jest Selma Kurz. To ona zdeklasowała koleżanki i kolegów w plebiscycie ogłoszonym w 1909 roku. Na 300 tysięcy głosów dostała 24937 i zajęła pierwsze miejsce, a słynny Caruso z 13827 głosami był siódmy. To dla niej w Londynie słynny kucharz Georges Auguste Escoffier stworzył danie, które pod jej nazwiskiem figurowało w karcie dań hoteli Ritz. Trzeba przyznać, że w tych okolicznościach nasza bohaterka mogła się poczuć kimś lepszym. Niestety, te dowody popularności zrobiły ze skromnej Selmy primadonnę Kurz „całą gębą”, z wielkimi wymaganiami, fochami i humorami. Z tego też powodu coraz częściej dochodziło do konfliktów pomiędzy gwiazdą a resztą zespołu opery. Prasa komentowała niezwykle wygórowane żądania finansowe i mnóstwo drobiazgów psujących jej dotychczasowy dobry wizerunek. Z wielu wybrałem trzy, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Płacz i katar – sabotażem,
czyli gdy muza śpiewa, wszystko... milczy

11 maja 1910 roku w Wiedniu doszło do niewielkiego incydentu, który przerodził się w wielki skandal zakończony procesem sądowym. Finał zdarzenia, jakie rozegrało się w czasie majowego koncertu operowego, miał miejsce 3 października 1910 roku. Zacznijmy jednak tę historię od początku.

   Oto w cesarsko-królewskiej operze w Wiedniu grano „Opowieści Hoffmanna” Jacques’a Offenbacha. Główną partię, Antoniny, śpiewała Selma Kurz, primadonna tejże opery. W trakcie trzeciego aktu, gdy cała sala zamarła w ciszy, a śpiewaczka czarowała słuchaczy cudownym trylem, niespodziewanie rozległ się głośny świst, świadczący o tym, że – jak by to powiedział lekarz – ktoś oczyszcza przegrodę nosową z wydzieliny. To student konserwatorium Josef Weiß, zakatarzony młody człowiek, swym zachowaniem zakłócił nastrój widowni i przy okazji rozbawił siedzące obok niego młode towarzystwo. Najpierw w stronę śmiejącej się młodzieży pobiegły spojrzenia pełne dezaprobaty. Kiedy jednak przeziębiony student nadal smarkał i płakał, a rozbawieni studenci doskonale bawili się jego kosztem, miarka się przebrała. Rozgniewany Emil Löwenbach zaczął wykrzykiwać, że takie zachowanie to chamstwo, wulgarność i podłość. Na czwartym balkonie zrobił się tumult. Siedzący tam widzowie zażądali, żeby awantura została przeniesiona do garderoby albo na korytarz i rozwiązana po zakończeniu spektaklu. Löwenbach i Weiß wymienili karty wizytowe, a pan Löwenbach zagroził niedysponowanemu studentowi sądem.
   Wszystkim wydawało się, że na tym sprawa się zakończy. Nic bardziej mylnego. Kilka dni później zaskoczony ojciec młodego człowieka otrzymał od dra Alfreda Glogaua, prawnego reprezentanta panny Kurz, list, w którym poinformowano go o skierowaniu sprawy przeciwko Josefowi Weißowi do sądu. Student został oskarżony o umyślnie przeszkadzanie, które spowodowało zaburzenia i przerwanie przedstawienia.
   „Długie ręce pamiętliwej panny Kurz”, jak pisała prasa, wymierzyły od razu bardzo dotkliwą karę. Zanim sąd wydał wyrok, Josef Weiß został pozbawiony stypendium w konserwatorium, cofnięto mu także prawo do otrzymywania bezpłatnych biletów na koncerty, co było przywilejem uczących się muzyków! Wobec takiej bezwzględności przedstawicieli primadonny dziennikarze i cała opinia publiczna zaczęli współczuć młodemu człowiekowi, któremu na dodatek groziły dalsze sankcje prawne.
   Rozprawa sądowa zgromadziła licznych ciekawskich. Doznali oni jednak rozczarowania, gdyż primadonna – przygotowująca się do występów w Paryżu – reprezentowana była przez adwokata. Ten swoisty unik Selmy został jednoznacznie odczytany jako lekceważenie sprawy, która przecież była decydująca dla przyszłości młodzieńca. Sprawę rozpatrywał VI Sąd Rejonowy Josefstadt. Sędzia dr Bilek wnikliwie przesłuchał świadków, wśród nich lekarza, którzy przyznał, że młodzieniec w dniu incydentu był lekko przeziębiony. Później oskarżony student odczytał swoje oświadczenie. Zapewnił, że nie zrobił nic, żeby celowo przeszkodzić w pięknym koncercie panny Kurz. Przeciwnie, był tak poruszony występem śpiewaczki, że się po prostu... rozpłakał. Nie miał świadomości, że jego wzruszenie zostanie źle odczytane przez innych widzów. Na koniec podenerwowany młodzieniec niezgrabnie zapewnił, że wielbi artystkę, a publiczne okazanie przez niego uczuć przyczyniło się do podniesienia jej popularności! Oświadczenie tej treści wzbudziło ogromną wesołość na sali i jeszcze więcej sympatii dla studenta. Sędzia musiał prosić zebranych o powagę.
Pełnomocnik Selmy dr Alfred Glogau, wychodzący z argumentami typu: opera to miejsce szczególne, a żarty z artystów są niestosowne, w tych okolicznościach wypadał blado, by nie powiedzieć żenująco. Zaś gdy zażądał grzywny w wysokości 60 koron i 6 dni aresztu dla Josefa Weißa, odczuł już tylko niechęć zebranych.
  Po wysłuchaniu świadków i mów końcowych obu stron sędzia Bilek uznał, że nie jest w stanie rozstrzygnąć sporu, nie może bowiem jednoznacznie stwierdzić, czy przyczyną płaczu i smarkania studenta było wzruszenie i choroba, czy też chęć zakłócenia występu. I dlatego sprawę oddalił. W uzasadnieniu stwierdził, że sam nieraz przebywał na IV balkonie, więc wie, że warunki oglądania przedstawień są tam trudne dla nawet dla zdrowego, a co dopiero dla osłabionego człowieka.
Dziennikarze zadawali retoryczne pytanie, czy warto chodzić na koncerty Selmy Kurz, skoro gdy tylko ktoś niezdarnie wydmucha nos, może się to dla niego skończyć sprawą sądową. Pisma humorystyczne miały używanie, a opowieść o bogatej, żądnej zemsty primadonnie, która gnębi biednego studenta, nie budowała dobrego wizerunku artystki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz